Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
Kategorie: Wszystkie | Ameryka Południowa | Azja | Europa | Francja i Francuzi | filmy i seriale | ksiazki | kuchnia | muzyka | prywata
RSS
poniedziałek, 11 lipca 2011
Peruwiańska rewolucja kulturalna

Machu Picchu

Do dzis nie wiemy, do czego sluzylo Machu Picchu i dlaczego przerwano nagle jego budowe

Hiszpanie, którzy w połowie szesnastego wieku podbili imperium Inków i założyli na jego miejscu kraj dziś z niewiadomych powodów znany jako Peru, mówili o sobie, że cywilizują tubylców. Zdawali się nie dostrzegać, że w miejscu, do którego przybyli, już wcześniej istniała niczego sobie cywilizacja.

katasia_k

Peruwiańczycy to naród, który zaczyna właśnie się odkrywać. Po latach reżimów wojskowych, wojny z terroryzmem i szalejącej inflacji w kraju panuje względny spokój sprzyjający poznawaniu swojego dziedzictwa. Jednym z przejawów tej kulturalnej rewolucji jest stosunkowo niedawny zachwyt Peruwiańczyków nad ich wspaniałą kuchnią, do tej pory traktowaną lekceważąco przez intelektualne elity Limy, innym – grzebanie (dosłownie!) w słabo znanej historii kraju sprzed okresu kolonialnego.

Ceramiczna kamasutra

Naszą podróż po Peru zaczęliśmy od wizyty w muzeum Museo Larco, którą serdecznie wszystkim polecam. Choć określenie „wystawa ceramiki” może nie w każdym budzi żywe emocje, te ceramiki po prostu trzeba zobaczyć! Bez nich nie zrozumiemy, czym jest Peru. Hiszpanie, Inkowie? Gdzie tam! Najciekawsze rzeczy powstawały tu dużo, dużo wcześniej.

museo larco

Realistycznie przedstawiona postac mezczyzny - jedna z wielu ceramik w Museo Larco

Są tu i ceramiki ultrarealistyczne, i zupełnie nowoczesne abstrakcje, są wzruszające przedstawienia życia codziennego. Mamy serię garnków pokazujących poród, inne, które precyzyjnie odzwierciedlają różne choroby i zniekształcenia (na przykład syfilis i wodogłowie – można by pomyśleć, że to rodzaj encyklopedii dla lekarzy), a nawet – ceramiczną kamasutrę (tak realistyczną, że z uwagi na młodych czytelników blogu nie mogę jej tutaj pokazać ;)) Wszystko to powstało za czasów cywilizacji Chavin, Huari, Moche i innych, których nazwy nikomu nic nie mówią choć na wiele lat przed naszą erą tworzyły precjoza, których hiszpańscy konkwistadorzy nie umieliby nawet skopiować.

Inkowie mają kiepską prasę

Hiszpanie nie byli jednak pierwszymi najeźdźcami na tym terenie. Obecne Peru to ziemie, na których przez wieki ktoś ciągle kogoś podbijał. Ostatnimi kolonizatorami sprzed najazdu Hiszpanów zostali Inkowie, którzy w połowie piętnastego wieku wychynęli poza rodzime Cuzco i stworzyli imperium rozciągające się od dzisiejszej Kolumbii po dzisiejszą Argentynę.

Machu Picchu

Lamy pasace sie na Machu Picchu

Inkowie jako pierwsi wprowadzili w swoim imperium jeden język urzędowy (quechua), rozwinęli system dróg i skomplikowanej administracji, zbudowali wiele potężnych fortec i świątyń i pod wieloma względami przypominali swoim zachowaniem działalność Rzymian w Europie. Do upadku ich imperium przyczyniły się podobno zarazki z Europy, które dotarły do Peru jeszcze zanim zrobili to Hiszpanie. Bakterie (ospa) spowodowały przedwczesną śmierć króla Huayna Cápaca, który nie zdążył wyznaczyć swojego następcy. Dwaj kandydaci do sukcesji wszczęli wojnę domową, w sam środek której wjechali Hiszpanie. Oddziałom Francisca Pizarra pomagał dodatkowo fakt, że Inkowie – jak wszyscy kolonizatorzy – mieli na terenach swojego imperium licznych wrogów gotowych walczyć przeciwko nim po stronie Hiszpanów.

Grzebanie w przeszłości

Rdzenni Peruwiańczycy przez lata byli przekonywani, że w ich kraju przed najazdem Hiszpanów nie było nic godnego uwagi. Dopiero odkrycie w 1911 roku (przez Amerykanina, nie Peruwiańczyka) świetnie zachowanego miasta Inków znanego dziś jako Machu Picchu zapoczątkowało modę na pozostałości z czasów imperium. Odkrycie pozostałości po zaawansowanych cywilizacjach sprzed epoki Inków – świątyń, fortec, ceramiki, wyrobów ze złota i srebra – jest jeszcze nowsze.

kopalnie soli w Maras

Kopalnia (suszarnia?) soli w Maras powstala przed podbiciem tych ziem przez Inkow

Peru przypomina teraz wielkie wykopalisko. Na każdym kroku – nawet w Limie – odkrywa się nowe cuda – ruiny, tkaniny, garnki, biżuterię. Wkrótce dowiemy się może nawet, że kipu – naszyjniki ze sznurków do tej pory uważane za liczydła – to rodzaj pisma, którego nie umiemy jeszcze odczytać. Zaczyna również mówić się o tym, że pierwsza cywilizacja w Ameryce Południowej rozwinęła się w Amazonii a nie w Andach, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. Bycie archeologiem w Peru to chyba teraz najbardziej ekscytujący zawód na świecie.

Peruwiańczycy nie są jednak zamknięci w historii i śmiało patrzą w przyszłość, która dla tego przez lata tak pechowego kraju może być chyba tylko lepsza.

andy

Czy dowiemy sie wkrotce, ze cywilizacja na terenie obecnego Peru pochodzila nie z gor a z Amazonii?

piątek, 08 lipca 2011
Na peruwiańskich drogach

taksowki w Limie

Taksowki w Limie

„Dlaczego oni tak ciągle trąbią?” zapytaliśmy przewodniczki w Arequipie, starając się przkrzyczeć nieustający hałas klaksonów. „Jak to trąbią?” zdziwiła się przewodniczka „Wcale nie trąbią, używanie klaksonów w mieście jest zabronione.” Na peruwiańskich drogach czekało nas jeszcze niejedno zaskoczenie.

katasia_k

Autobus w Limie

Autobus w Limie

Pierwszymi wrażeniami, które przeciętny turysta wynosi z Limy są monotonne granie klaksonów i ogromna ilość taksówek. Taksówki we wszystkich rozmiarach i kolorach tęczy tłoczą się w każdym zakamarku miasta, nie tylko w centrum i na lotnisku. Zaczęliśmy je liczyć i wyszło nam, że stanowią ponad 60 proc. wszystkich samochodów w stolicy Peru.

Autobusy i tramwaje

 

Wyjaśnienie tego zjawiska jest proste – Lima to olbrzymie miasto (8,5 mln mieszkańców) o powierzchni prawie 3 tys. km2, na którym to terenie nie istnieje żadna forma transportu publicznego – ani metro, ani tramwaje, ani nawet miejskie autobusy! Mieszkańcy Limy, aby przedostać się z punktu A do punktu B muszą wsiąść albo w prywatny autobus, który wygląda, jakby miał zamiar zaraz się rozpaść, albo w – niewiele lepszą – taksówkę.

Deptak w Arequipie

W Arequipie najpewniej jest zamiast taksowka przemieszczac sie pieszo

Do prowadzenia taksówki nie jest potrzebna żadna licencja. Wystarczy samochód i plakietka z napisem „TAXI,” którą można kupić w supermarkecie. Nie istnieją również korporacje taksówkarzy. Mieszkaniec Limy, który właśnie stracił pracę, kupuje samochód i plakietkę i zaczyna karierę kierowcy taksówki.

Znak uwaga na wigonie

Droga z Arequipy do Chivay - uwaga na wigonie!

Brak transportu publicznego to bolączka nie tylko Limy, ale całego Peru. W kraju funkcjonują dwa połączenia kolejowe – oba tak drogie, że stać na nie głównie turystów. Peruwiańczyk z Limy, który chce odwiedzić rodzinę w Arequipie, ma do wyboru albo samolot, albo prywatny samochód, albo rozklekotany autobus. Podróż lądem z Limy do Cuzco trwa teraz podobno dłużej niż w czasach Inków.

Taksówkarze i cinkciarze

W Arequipie – w porównaniu z Limą – widać pewną organizację taksówkarzy. Przede wszystkim, 80 proc. taksówek (których jest pewnie jeszcze więcej niż w Limie) to żółte Daewoo Tico. Po drugie, na samochodach widnieją numery telefonów i nazwy korporacji. Podobnie wygląda sytuacja w Puno, gdzie mimo tego uporządkowania jazda taksówką do centrum miasta dostarczyła nam więcej przeżyć niż najlepszy rollercoaster. Nasz kierowca przyciskał klakson na każdym skrzyżowaniu („Uwaga nadjeżdżam, nie planuję się zatrzymać”) i przed każdym przejściem dla pieszych („Uwaga nadjeżdżam...”) i pędził na złamanie karku, jakby był na planie filmu szpiegowskiego.

taksowki w Arequipie

Taksowki w Arequipie

Z ulgą przesiedliśmy się z samochodu do tuk-tuka, jedynej – oprócz rykszy – formy taksówki w Puerto Maldonado. W położonym w sercu dżungli amazońskiej mieście mało kto ma samochód (domyślam, się, że niełatwo je tam sprowadzić), wszyscy poruszają się zatem na motorach. Tuk-tuk to trójkołowy motor okryty czymś w rodzaju namiotu chroniącego przed deszczem.

Taksowki w Chivay

Tuk-tuki, czyli mototaksowki w Chivay

Motor równie udanie jak taksówkę zastępuje prywatny samochód dla całej rodziny. Widzieliśmy jeden, na którym jechały cztery osoby, a nasz przewodnik zapewniał, że może pomieścić do sześciu – prowadzi ojciec, za nim siedzi dwoje dzieci, a za nimi matka z niemowlętami w objęciach.

motor policjanta w Puno

Motor policyjny w Puno

Znoszenie takich niewygód wydaje mi się jednak uczciwą ceną za mieszkanie w Amazonii i podziwianie na codzień tamtejszych widoków...

Jezioro Sandoval Peru

Jezioro Sandoval w Amazonii - moje ulubione zdjecie z Peru

*śródtytuły pochodzą z piosenki „Autobusy i tramwaje” zespołu T.Love

Madre del Dios

Rzeka Madre del Dios widziana z samolotu

Jezioro Sandoval Peru

Jezioro Sandoval

środa, 29 czerwca 2011
Internet na wyspie ze słomy

titicaca

Plywajace wyspy Uros

Titicaca to nie tylko najwyżej położone jezioro na świecie. To również jedno z największych i najbardziej niebieskich, jakie do tej pory widziałam. Jednocześnie, niewiarygodnej urody jezioro stało się sprawcą mojego jedynego peruwiańskiego rozczarowania.

katasia_k

titicaca

Na wyspach wszystko jest zrobione z trzciny totora. Trzcine mozna rowniez jesc.

Planując wyjazd do Peru, cieszyłam się przedez wszystkim na dwie rzeczy: spotkanie z alpakami i wizytę na pływających wyspach Uros na jeziorze Titicaca. O tych ostatnich wiedziałam może niewiele, ale samo sformułowanie „pływające wyspy” pobudzało moją wyobraźnię.

titicaca

Puno - to stad wyplywaja lodzie w kierunku wysp

Nastawiałam się na coś nieskończenie zielonego, raj dzikich zwierząt i ptaków wodnych, z mnóstwem kwiatów i motyli i do tego – pływający. Tymczasem wyspy są zrobione z przypominającej słomę trzciny totora, co samo w sobie jest oczywiście ciekawe, ale nie wygląda przesadnie atrakcyjnie. Nie ma tam bieżącej wody, ale mieszkańcy wysp korzystają z baterii słonecznych i mają prąd a nawet internet.

titicaca

Cantuta - narodowy kwiat Peru

Biuro podróży, które organizowało nasz pobyt w Peru (i które gorąco polecam), wyszło z słusznego założenia, że zachodni turysta chce oprócz dzikich zwierząt zobaczyć również ludzi, którzy żyją inaczej niż on. Dlatego opłaca mieszkańców wysp na jeziorze Titicaca, żeby pokazali turyście swój sposób na życie. Takie prezentacje z kilku powodów budzą mój sprzeciw. Po pierwsze, nie pdooba mi się wystawianie ludzi na pokaz jak w zoo, żeby turysta mógł ich sfilmować i zrobić im zdjęcie (wystawianie zwierząt na pokaz również budzi mój sprzeciw.) Po drugie, nie jestem przekonana, że mieszkańcy wysp faktycznie żyją w tak tradycyjny sposób tak, jak próbują nas do tego przekonać (na - niepływającej - wyspie Taquile tkające na plaży kobiety przestały tkać i rozeszły się do domów, gdy tylko nasza łódź oddaliła się od brzegu). Po trzecie wreszcie, oburzało mnie zachowanie mieszkańców wysp Uros, którzy wysyłali do nas swoje dzieci, żeby za kilka soles śpiewały nam piosenki (odmówiliśmy – dzieciom nie powinno się dawać pieniędzy, czy naprawdę trzeba to tłumaczyć ich własnym rodzicom?) i podsuwali do zdjęć niemowlęta („Nie chcesz zdjęcia z tym dzidziusiem? Zobacz, jaki jest słodki w swoim tradycyjnym stroju.”)

titicaca

Na rajskiej wyspie Suasi

Na szczęście na jeziorze Titicaca znajduje się również prywatna wyspa Suasi. Z dala od „autentycznej lokalnej ludności” jak najbardziej autentyczna lokalna kobieta, właścicielka wyspy, założyła na niej piękny ogród i luksusowy hotel. Ponieważ kilka dni przed naszym przyjazdem do Peru w Puno, mieście, z którego wypływają łodzie na jezioro Titicaca, wybuchły brutalne strajki, wiele osób anulowało rezerwacje w hotelu. W efekcie, byliśmy jego jedynymi gośćmi i cała wyspa należała do nas. Oglądaliśmy gwiazdy (jeszcze nigdy nie widziałam tylu gwiazd) i zachód słońca, szukaliśmy wigoni i vizcachy (królikowiewiórki.) Wśród pięknej przyrody zapomnieliśmy o zamieszkach w Puno, o peruwiańskich wyborach i zgiełku na Uros i Taquile.

titicaca

Zachod slonca na wyspie Suasi

W ten sposób Titicaca zrekompensowało mi największe rozczarowanie wyjazdu jednym z największych zachwytów.

Vizcacha

Ten vizcacha mysli pewnie, ze wcale go nie widzimy, tak dobrze jest schowany

alpaki

Alpaki

poniedziałek, 27 czerwca 2011
Arequipa – u stóp wulkanu

El Misti, Arequipa

Czynny wulkan El Misti widziany z lotniska w Arequipie

Arequipa jest pewnie najgorzej położonym miastem na świecie. Na terenie sejsmicznym, pośrodku pustyni, u podnóża kilku czynnych wulkanów. Jednak jej mieszkańcy, zamiast jak najszybciej opuszczać Arequipę z całym dobytkiem, z dumą pokazują swoje miasto przyjezdnym, jakby nieświadomi, że jeden wybuch El Misti może obrócić je w pył.

katasia_k

El Misti, Arequipa

Widok na El Misti z Plaza de Armas. Na ulicy - taskowki z Arequipy, zolte i bordowe Daewoo Tico

Trudno zrozumieć, dlaczego kolejne cywilizacje decydowały się osiedlić w Arequipie. Czy naprawdę dlatego, że zachwycał je widok na wulkan El Misti? Miasto założyli prawdopodobnie indianie Aymara, w których języku „Arequipa” znaczy „za górą.” Później podbili je Inkowie i, jak to Inkowie, razem ze swoją administracją i architekturą przywieźli również nową, bardziej romantyczną genezę jego nazwy – „Ari quipay” oznacza w języku quechua „Tu pozostań.”

Arequipa

Katedra w Arequipie. To drzewo po lewej to araukaria

Inkowie nie pozostali jednak w podbitym mieście na długo. Wkrótce po nich pojawili się tutaj Hiszpanie i to ich ślady są w Arequipie najbardziej widoczne. Miasto szczyci się piękną barokową katedrą, spektakularnym placem z widokiem na El Misti i pomalowanym na fantastyczne kolory klasztorem Santa Catalina. Po Inkach i Aymara pozostały głównie terasy na otaczających Arequipę górach, które teraz nie służą już może do uprawy roli, wyglądają za to przepięknie.

Arequipa, Santa Catalina

Klasztor Santa Catalina

Arequipa jest jak oaza na pustkowiu. Chwilę po opuszczeniu miasta znajdujemy się na pustyni. Przecinająca ją droga pnie się następnie przez góry, na których pasą się lamy, wigonie i alpaki i dociera aż do kanionu Colca, dwa razy głębszego niz Wielki Kanion w Arizonie.

Arequipa

Arequipa - oaza zieleni na pustyni

Mieliśmy szczęście, bo udało się nam zobaczyć każde ze zwierząt żyjących w okolicach Arequipy, łącznie z vizcacha – krzyżówką królika z wiewiórką – i kondorem. Tych ostatnich widzieliśmy może dziesięć, a wszystko to dzięki zdechłej krowie, która leżała przy drodze prowadzącej do kanionu Colca. Unikające na ogół turystów kondory zwęszyły padlinę i obsiadły okoliczne skały, czekając aż turyści opuszczą ich teren i pozwolą im na zjedzenie tak doskonale zapowiadającego się posiłku.

Terasy stworzone przez cywilizacje przed Inkami

Terasy stworzone przez cywilizacje sprzed czasow Inkow

Tym, co najbardzej zapamiętam z Arequipy i jej okolic są dumna sylwetka El Misti górująca nad miastem i ściany klasztoru Santa Catalina w kolorach czerwonym i niebieskim. Obiecałam już sobie, że przy okazji remontu mieszkania spróbuję przemycić te kolory na własne ściany, by w ten sprytny sposób wprowadzić kawałek Peru do siebie.

Arequipa, alpaka

Pierwsze spotkanie z alpaka, puchatym kuzynem lamy, pasaca sie na miejskim trawniku

Arequipa

Ulica w Arequipie

 Arequipa - alpaki

Alpaki

Kondor

Kondor w kanionie Colca

Chivay, taxi

Taksowka w miasteczku Chivay nieopodal kanionu Colca - motor na trzech kolkach pokryty dachem

vizcacha

Vizcache, ktorym przerwalismy drzemke w sloncu

kaktus w Peru

W Peru odkrylam, ze uwielbiam kaktusy. W kolejna podroz jade do Meksyku.

 Indianka w Andach 

Poniewaz nie moglam wrocic z prawdziwa lama, kupilam chociaz pluszaka

kanion Colca

Kanion Colca

poniedziałek, 20 czerwca 2011
Dynastia sake i kolega Chaveza, czyli wybory w Peru

wybory w Peru

Uzbrojeni policjanci na ulicach to w Limie częsty widok

Wybory prezydenckie towarzyszyły nam przez cały pobyt w Peru, a uśmiechnięte twarze kandydatów – Keiko Fujimori i Ollanty Humali – obserwowały nas na każdym kroku. Szybko dowiedzieliśmy się, co kryje się za ich sympatycznymi uśmiechami. Ollantę przedstawiono nam jako polityka, który wywodzi się ze znienawidzonej przez Peruwiańczyków (za mordy dokonywane na podejrzanych o terroryzm wieśniakach w latach ‘80 i ‘90) armii i planuje rządy w stylu Hugo Chaveza, a Keiko jako córę kontrowersyjnego byłego prezydenta Alberta Fujimori odsiadującego w peruwiańskim więzieniu wyrok za korupcję i rozkaz zabójstwa.

Kiosk w Limie

Kiosk w Limie

Przedwyborcza histeria...

W dniu naszego przylotu do Limy w najlepszym chyba w mieście hotelu Mariott odbywała się debata prezydencka. Pod Mariottem spotkały się w tym czasie grupy zwolenników obojga kandydatów, a na ulicach miasta pojawili się uzbrojeni policjanci. W barze, do którego wstąpiliśmy na pisco sour, transmitowano debatę na telewizyjnym ekranie i mogliśmy zobaczyć, jak przechodnie zatrzymują się, by jej posłuchać. Tego wieczora wszystkie chyba osoby sprzątające ulice (jest w ich Limie bardzo dużo) i podlewające kwiaty, zamiast wykonywać swoje obowiązki, śledziły na publicznych telewizorach spór Keiko i Ollanty. Zapytany nazajutrz o to, kto wygrał debatę, mieszkaniec Limy powiedział nam, że Keiko.

Lima w dniu debaty prezydenckiej

Policjanci pilnuja porzadku w dniu debaty prezydenckiej

Szybko okazało się jednak, że młoda kobieta japońskiego pochodzenia może i zwyciężyła w Limie, ale na Południu kraju postrzega się ją zupełnie inaczej. Po przybyciu do Arequipy odkryliśmy, że miejscowi szczerze jej nienawidzą, przede wszystkim za poważne błędy popełnione swojego czasu przez jej ojca. Odkryliśmy ze zdumieniem, że ugrupowanie terrorystyczne Świetlisty Szlak, którego działalność brutalnie zakończył Alberto Fujimori, ma w Peru nadal zwolenników – jego fanką okazała się nasza przewodniczka z Arequipy. Niechęć do Keiko wynikała również z faktu, że – choć o azjatyckich rysach – była kojarzona z białą elitą gospodarczą i kulturalną z Limy. Nie wiem, jak jest w innych częściach Peru, ale na Południu (zwłaszcza w Arequipie) można było odnieść wrażenie, że jeśli coś kojarzy się z Limą, to kojarzy się źle. Nasz pobyt w Arequipie zbiegł się w czasie z wiecem wyborczym Ollanty Humali w tym mieście. Po wiecu ulicami Arequipy przeszła skromna, ale dziarska manifestacja ze sztandarami z logiem polityka (czerwona litera „O”), krzycząc „Ollanta presidente.”

manifestacja poparcia dla Ollanty Humali w Arequipie

Manifestacja poparcia dla Ollanty Humali w Arequipie

Dzień wyborów zastał nas w Puno. Zanim dotarliśmy do tego położonego na południu Peru miasta, zdążyliśmy zobaczyć dziesiątki metrów wyborczych plakatów, sztandarów i grafitti. Widzieliśmy wyborcze samochody (oklejone plakatami i głoszące z megafonów program wyborczy kandydata), sprawnie działający komitet wyborczy Keiko w Chivay (budynek pomalowany na pomarańczowo, z którego wnętrza dochodziła skoczna piosenka: „Keiko, Keiko, Keiko presidente”) i kampanię wyborczą prowadzoną przez peruwiańską prasę.

 kiosk w Puno

Kiosk w Puno

W Peru podobne do polskich kioski są oklejone gazetami, w związku z czym, zamiast kupować ulubiony dziennik, czytelnicy gromadzą się pod kioskiem i czytają – przynajmniej nagłówki na pierwszej stronie – na miejscu. Przegląd prasy w Puno dał nam do zrozumienia, że pojęcie obiektywizmu dziennikarskiego chyba w Peru nie istnieje – gazety zgodnie opluwały, w zależności od reprezentowanej linii politycznej, albo kandydatkę, albo kandydata. O Keiko mówiono więc, że reprezentuje interesy „dynastii sake”, że popiera ją Chile (poważny zarzut), że wzmocnienie gospodarki za rządów jej ojca to mit. O Ollancie – oczywiście – „będzie rządził jak Chavez.”

kiosk w Puno

Czytelnicy - Arequipa

...i powyborczy kac

Kiedy ogłoszono zwycięstwo Ollanty, w popierającym go Puno (70% głosów oddano tu na kandydata Gana Peru) można było zaobserwować dwie reakcje. Z jednej strony na ulice miasta wyszła radosna manifestacja poparcia, z drugiej – ci mieszkańcy, którzy akurat nie manifestowali, rzucili się do banków, podejmować pieniądze z kont. Następnego dnia peruwiańska giełda spadła o historyczne 12%.

Czy Ollanta okaże się tak straszny jak go malują? Mam nadzieję, że nie zawiedzie zaufania, które mają do niego Peruwiańczycy z Cuzco, Puno i Arequipy, że faktycznie wprowadzi w życie swój plan równiejszej dystrybucji peruwiańskiego bogactwa, które jak na razie spływa chyba tylko do Limy. Życzę i jemu, i Peruwiańczykom: bonne chance i... bon courage!

Keiko Fujimori Puno

Kolorowa kampania nie pomogla Keiko wygrac w Puno

czwartek, 16 czerwca 2011
Peru – katalog świata

Amazonia Peru

Jezioro Sandoval w Amazonii

„Peru to katalog świata” powtarzała nam do znudzenia nasza przewodniczka z Arequipy. „Znajdziecie tu kolonialne miasta jak w Europie, dżunglę jak w Afryce, pustynię jak w krajach arabskich i najwyższe góry na świecie jak w Azji.” Po chwili milczenia dodawała „Wszystko, co najlepsze, znajdziecie oczywiście w Arequipie.”

Arequipa Peru

Moje ukochane kolory w klasztorze w Arequipie

Faktycznie, przemierzając Peru, odbyliśmy podróż, która rozpoczęła się w ośmiomilionowym mieście, przebiegała przez jedno z najwyższych pasm górskich na świecie (Andy), pustynię, jeden z najgłębszych na świecie kanionów, nieskończenie niebieskie jezioro Titicaca i kończyła się w Amazonii. Nie sposób jest streścić Peru w jednej blogowej notce. Dlatego, zamiast porządnego wpisu, wolę zamieścić tu kilka luźnych spostrzeżeń.

Arequipa Peru

Arequipa - miasto u stop wulkanu

  • W Peru wszystko jest zabronione, ale jednocześnie wszystko jest dozwolone, ponieważ nie ma nikogo, kto mógłby pilnować przestrzegania peruwiańskich przepisów – na Machu Picchu nie wolno wnosić jedzenia i wody, w miastach nie można używać klaksonów, nie wolno robić zdjęć w kościołach, malować haseł wyborczych na murach i... wrzucać papieru toaletowego do toalety. Jednocześnie, jak pewnie się domyślacie, na Machu Picchu każdy turysta i przewodnik spaceruje z butelką wody i kanapką, w miastach WSZYSCY kierowcy trąbią nieustannie klaksonami, a na każdym wolnym murze (w tym na terasach wybudowanych przez cywilizacje sprzed czasów Inków) widnieją hasła wyborcze.
  • Głosowanie jest obowiązkowe i chyba dlatego wszyscy interesują się polityką. Nasz pobyt w Peru zbiegł się w czasie z wyborami prezydenckimi i w trzech różnych miastach widzieliśmy trzy spore, mniej lub bardziej pokojowe, manifestacje. Z naszych przewodników każdy miał własne, przemyślane zdanie na temat kandydatów w wyborach prezydenckich, którym chętnie się dzielił. W dniu wyborów ludzie pozdrawiali się, wołając: „Głosuj na Ollantę.” W każdym mieście widzieliśmy przedwyborcze grafitti, również na prywatnych domach (za takie grafitti płaci komitet wyborczy kandydata: 300 soles – ok. 300 zł - w mieście, 30 soles na wsi), a taksówkarze oklejali swoje samochody sloganami swoich faworytów.

Arequipa Ollanta Peru

Manifestacja poparcia dla Ollanty Humali, zwyciezcy wyborow, w Arequipie

  • Na każdym kroku spotykaliśmy osoby dobrze znające angielski i francuski. Jednocześnie, żaden z poznanych przez nas Peruwiańczyków nigdy nie wyjechał poza Amerykę Południową. Ciekawa jestem, jak wyobrażają sobie Paryż lub Londyn – jako trochę mniejszą Limę?
  • Kiedy mówiłam, że jestem z Polski, w peruwiańskich miastach pytano mnie, czy gram na pianinie jak Chopin. Na wsiach mówiono: „Z kraju papieża”, a nawet: „Z kraju świętego papieża.”
  • Patrząc na przepiękne peruwiańskie krajobrazy oszpecone wyrzuconymi przy drodze śmieciami, przedwyborczymi grafitti, przygnębiającymi slumsami (40% z ośmiu milionów mieszkańców Limy mieszka podobno w slumsach), trudno nie zadać sobie pytania, czy ten wspaniały kraj i jego mieszkańcy nie byliby szczęśliwsi, gdyby nigdy nie zostali „odkryci” przez znienawidzonego Pizarra.

Jezioro Titicaca Peru

Wschod slonca nad jeziorem Titicaca

Tyle moich spostrzeżeń świeżo po powrocie (jeszcze na etapie powakacyjnej depresji.) Ciąg dalszy nastąpi.

Wigonie Peru

Pasace sie przy drodze wigonie

Wyspa Suasi na jeziorze Titicaca Peru

Rajska wyspa Suasi na jeziorze Titicaca

Czaszki przodkow - Peru

Czaszki przodkow strzega prywatnego domu

Lama na Machu Picchu

Lama na Machu Picchu

Ary w Amazonii

Oswojone ary w Amazonii chetnie pozuja do zdjec

czwartek, 26 maja 2011
Na koniec świata

Przez najbliższych kilkanaście dni będę na końcu świata, obawiam się więc, że blog zostanie w tym czasie nieco zapuszczony. No, może raz na jakiś czas spróbuję wrzucić tu zdjęcie lamy, pieczonej świnki morskiej lub indianki w kapeluszu.lituma

Miałam świetnie przygotować się do tego wyjazdu, nauczyć się hiszpańskiego, dowiedzieć się wszystkiego o Peru, przeczytać wszystko Maria Vargasa Llosy, zobaczyć wszystkie okołoperuwiańskie filmy... Oczywiście, data podróży zbliżyła się na tyle szybko i niepostrzeżenie, że niewiele z tych zamierzeń udało się zrealizować.

  • Po hiszpańsku umiem powiedzieć tylko „Mam długie włosy” i „Jestem mężczyzną” (do tego żadne z tych zdań nie jest prawdziwe)
  • Z „Litumy w Andach” Llosy dowiedziałam się, że w Andach żyją kanibale i, że mogę tam zostać ukamieniowana przez terrorystów. Nauczyłam się również sporo o nieufności i wrogości między białymi hiszpańskojęzycznymi mieszkańcami kraju a mówiącymi po quechua (czyli ten hiszpański wcale nie taki potrzebny...) indianami, której ofiarą padł zresztą sam Llosa, kiedy startował w wyborach prezydenckich
  • Film „Aguirre Gniew boży” Wernera Herzoga potwierdził plotkę o kanibalach, z tym że plasuje ich w Amazonii  
  • Podczytywana przez męża książka „The Lost City of Z” Davida Granna dała nam do zrozumienia, że w Amazonii jest bardzo niebezpiecznie
  • Portal tierralatina zaskoczył nas informacją, że prezydent Peru uważa zabicie Osamy bin Ladena przez Amerykanów  za cud Jana Pawła II
  • Przewodnik Lonely Planet ucieszył nas wreszcie wzmianką o Limie jako o jednym z miast z najlepszą kuchnią na świecie (je, je, je)

Jak widać, wybieramy się w podróż jako kompletni ignoranci, ale mam nadzieję, że podczas 14 godzin lotu z Nicei do Limy uda się nam nadrobić zaległości. W drogę zabieram ze sobą „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” Llosy, które już bardzo mi się podobają, kilka przewodników, ukochanego i aparat. Warayna !*

*(to podobno „do zobaczenia” w quechua)

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011