Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Nowe kino nowej Francji

maiwenn

Kadr z filmu "Polisse" - Maïwenn w roli fotografki Melissy

Dzisiejszy post jest sponsorowany przez wyrażenie "la France métissée", które znaczy tyle, co "wielokulturowa, przemieszana Francja." Współczesny"typowy Francuz" nie nazywa się bowiem Jean-Baptiste, nie ma wąsów i nie chodzi w berecie. Nazywa się raczej Elias lub Enzo i prawie na pewno jest "typé", czyli ma wyraźne cechy jakiejś grupy etnicznej.

polisse

"Polisse" oddział do spraw opieki nad nieletnim przy pracy

Francuzi "typé" od dawna pojawiają się we francuskich filmach, dopiero od niedawna jednak zabrali się wyraźnie za współtworzenie francuskiej kinematografii. Ich kino jest nowe i świeże i pokazuje - nareszcie! - Francję inną niż zakurzone mieszkania paryskich intelektualistów.

polisse

Polisse. Od lewej: Maiwenn, Jeremy Elkaim i Joeystarr

Najważniejszy francuski film tego roku to wspólne dzieło dwóch Francuzów "typé", Erica Toledano i Oliviera Nakache. "Les Intouchables," sympatyczna komedia familijna, przedstawia prawdziwą historię niemożliwej przyjaźni dwóch "niedotykalnych" - niewiarygodnie bogatego inwalidy, sparaliżowanego od szyi w dół i chronicznie bezrobotnego emigranta ze złej paryskiej dzielnicy. "Niedotykalni" to sprawnie zrealizowany film z dużą ilością mniej lub bardziej wyrafinowanych gagów, ale jego głównym atutem jest jednak świeżość i pozytywna energia. Francuzi - również ci typé - tłumnie ruszyli do kin (15 milionów widzów), by zobaczyć, że przepaści dzielące najbogatszych i najbiedniejszych z nich da się jeszcze przeskoczyć.

Polisse

Polisse: W obozowisku Romów (na zdjęciu Karin Viard)

Również mój film francuski 2011 roku powstał za sprawą młodej Francuzki zdecydowanie typée. Jego reżyserka i scenarzystka, Maïwenn, mogłaby nawet być twarzą "la France métissée." Córka Francuzko-Algierki i Bretończyka pochodzenia wietnamskiego ma za sobą niewesołą biografię. Jako dziecko była maltretowana przez oboje rodziców, w wieku 16 lat wyszła za mąż za trzydziestoletniego wtedy Luca Besson, a niedawno związała się z raperem Joeystarrem ogólnie kojarzonym z przemocą, również względem swoich partnerek.

Toldeano Nakache

Eric Toldeano i Olivier Nakache - twórcy "Intouchables"

Niezależnie od trudnego dzieciństwa Maïwenn udało się zrobić wstrząsający film. Jej "Polisse" to zapis codziennej pracy specjalnego wydziału do spraw ochrony nieletnich w paryskiej policji. Spotkamy w nim przegląd współczesnych paryżan i katalog koszmarów, które mogą przydarzyć się dzieciom - od delikatnej dziewczynki z zamożnej intelektualnej rodziny regularnie gwałconej przez ojca, bo dzieci z obozowiska Romów zmuszane do prostytucji i kradzieży. "Polisse" nie epatuje jednak przemocą i nie próbuje wyciskać łez. To film, który jest przede wszystkim blisko człowieka, z jego pięknem i brzydotą, bezinteresowną dobrocią i bezsensownym okrucieństwem

intouchables

Les Intouchables: Omar Sy i Francois Cluzet

W "Polisse" bardziej niż dzieci obserwujemy chroniących je policjantów, wykonujących niezwykle trudną pracę, która w wiekszości przypadków rujnuje ich życie osobiste. Nadine (Karin Viard) i Fred (Joeysfarr) rozstaną się ze swoimi partnerami, Iris (Marina Foïs) cierpi na bulimię, a Sue Ellen (Emmanuelle Bercot) jest alkoholiczką. Tylko rzadko pozwalają sobie na uśmiech - po udanej akcji szaleją w dyskotece; wygłupiają się, przesłuchując zdemoralizowaną głupawą nastolatkę. Łącznikiem między widzem a drużyną policjantów jest Melissa (w tej roli sama Maïwenn), fotografka, która przygotowuje reportaż o ich pracy. To przeżyciepozwoli jej uwolnić się z burżuazyjnej dzielnicy i przenieść w samo serce paryskiego tygla, gdzie, obudzona rano przez śpiew muezina, fotografuje paryżan-przybyszów z całego świata.

Wśród których może już dziś rosną najlepsi francuscy twórcy filmowi nadchodzących lat.

środa, 21 grudnia 2011
Lato w zimie - 2/2

Plumbago, które zakwitło na naszym balkonie w połowie grudnia

W grudniu całe Lazurowe bawi się w zimę. Wzdłuż promenad ustawia się "ośnieżone" choinki, na placach rozkłada rynki świąteczne a na palmach wiesza lampki i dekoracje.

antibes

Zima w porcie w Antibes

Nicea, miasto przepychu i przesady króluje oczywiście w tej zimowej mistyfikacji. Na placu Massena stoi las "ośnieżonych" choinek, pojawiły się tu również lodowisko i rynek świąteczny, na którym kupicie grzane wino oraz nicejskie bożonarodzeniowe figurki - santons.

antibes

Regaty w Antibes

Na placu Garibaldiego zaskoczy Was olbrzymia bombka, a na ulicach - eleganckie biało-czerwone dekoracje świąteczne, utrzymane w takiej samej stylistyce - ale nie takie same - w całym mieście.

antibes

Niebo nad Antibes

I tylko słońce nic sobie nie robi z tej zimowej przebieranki Wybrzeża i w sobotę grzało tak miło, że nie dziwiliśmy się na widok spacerowiczów w T-shirtach.

Czytelniczki i czytelnicy - Joyeux Noël !

antibes

Niedobitki medytują na plaży w Antibes

nice

Ośnieżone choinki na Promenadzie Anglików w Nicei

nice

Dekoracje na nicejskiej starówce

nice

Zimowy plac Massena

nice

Piramidy z choinek na placu Massena

nice

Plac Massena

nice

Socca - nicejski przysmak z ciecierzycy

nice

Plac Garibaldiego

nice

Bombko-ławka na placu Garibaldiego

niedziela, 18 grudnia 2011
Lato w zimie - 1/2

Zima w Antibes

Zima w Antibes

Korzystając z pięknego lata, które mamy tej zimy na Południu, spędziliśmy ubiegły weekend w zimowo-letniej Tuluzie. Działy się tam rzeczy niezwykłe.

ogród japoński w tuluzie

Ogród japoński w Tuluzie

Nad bożonarodzeniowym rynkiem świeciło piękne, prawie letnie słońce. W japońskim ogrodzie żwir udawał wodę.

ogród japoński w tuluzie

Ogród japoński w Tuluzie

W moczarach czaiły się smoki.

toulouse

Tuluzański smok

Nad Garoną obozowisko rozbili tuluzańscy oburzeni, wśród których widoczną grupę stanowili początkujący żonglerzy (czy to tylko specyfika tuluzańskich oburzonych, czy też żonglują wszyscy oburzeni?). Przy Pont Neuf para nastolatków całowała się bez wytchnienia chyba przez całe popołudnie, najwyraźniej przekonana, że to już wiosna.

tuluza

Ogród japoński w Tuluzie

W zimowo-letniej Tuluzie kino wyglądało jak wnętrze dziewiętnastowiecznej karuzeli (i trochę też jak scenografia w "Moulin Rouge" Buza Luhrmana), a olbrzymie księgarnie przypuściły zmasowany atak na nasze portfele.

tuluza

Ogród japoński w Tuluzie

W tym zimowo-letnim pomieszaniu zupełnie przegapiliśmy najważniejszą informację tego tygodnia - uroczy francuski czarno-biały i niemy film The Artist otrzymał sześć nominacji do Złotych Globów. Mam nadzieję, że te nominacje zmienią się w stosownym czasie w nagrody!

czwartek, 08 grudnia 2011
Zgrzebny Wałbrzych

Wałbrzych

Piaskowa Góra, zdjęcie: Krzysztof Demarc, źródło: http://www.um.walbrzych.pl

Doskonała "Piaskowa Góra" Joanny Bator przypomniała mi niedawno, dlaczego warto jest czytać polskich autorów.

* Nikt nie potrafi odkryć bogactwa (czy nawet urody) polskiego języka i wykorzystać w pełni jego możliwości tak jak pisarz. Posłuchajcie tylko tego fragmentu:

"Nikt nie uczy, jak odróżnić w przyszłości dobrych panów od złych, skoro jedni są niebezpieczni i nie należy do nich podchodzić, a wśród innych trzeba znaleźć kogoś, z kim najpierw będzie się chodzić, a potem za niego wyjdzie. Od tego, kim on będzie, zależy, jak daleko się zajdzie, a trudno wyobrazić sobie zajście dalsze niż do Enerefu. Panowie na Krzakach doszli do kresu swoich możliwości, a kobiety, które za nich wyszły i z nimi zaszły, zaczęły już gorzko żałować tego kroku. Żaden nie dojdzie dalej, niż doszedł, a paru jest na zupełnym dnie."

Tych kilka zdań opisuje smutną społeczność alkoholików "na Krzakach" w Wałbrzychu czasu przemian. Od razu ostrzegam, że "Piaskową Górę" mogłabym cytować całymi rozdziałami, gdyby nie obawa przed naruszeniem praw autorskich ;)

* Nikt tak jak polski pisarz, nie może rozprawić się z demonami polskiej przyszłości, a tych Bator dotyka chyba aż zbyt wielu - przesiedleńcy i wypędzeni, niemiecka okupacja, kolaboranci i szmalcownicy, zgrzebna rzeczywistość PRL i bezduszna pogoń za pieniądzem z pierwszych lat polskiego kapitalizmu. Z przyjemnością odnajdywałam u Bator zapamietane jak przez mgłę smaki PRLu - chociażby oranżady z proszku.

* Nikt tak jak polski pisarz, nie zdefiniuje również współczesnej polskiej rzeczywistości. Bator bardzo ciekawie pisze o roli kobiet (kuchenne królowe, które w czasie spędzanym poza kuchnią wykonują mało ciekawą, "kobiecą" pracę) i o polskiej religijności. Scena, w której wałbrzyskie rodziny idą w deszczu na pierwsze komunie ich pociech, jest po prostu doskonała.

"Piaskowej Górze" nie brakuje wad. Czasami Bator decyduje się na dość tanie rozwiązania - sentymentalne, obliczone na łatwe wzruszenie czytelnika. Poniższe zdanie:

"Tak samo krzyknie już niedługo, gdy przez otwór w suficie zamiast wody zasyczy gaz." 

bardziej pasuje mi do piosenki zespołu Perfect niż poważnej powieści.

Mocnych stron jest jednak w książce znacznie więcej i gorąco ją polecam, nie tylko dla patriotycznych uniesień.

***

Joanna Bator. „Piaskowa Góra.” Warszawa: W.A.B. 2009.

niedziela, 04 grudnia 2011
Szanghaj od A do Z - 4/4

 hangzhou

Detal świątyni konfucjańskiej w Hangzhou

W dzisiejszym, ostatnim odcinku alfabetu opowiem Wam trochę o szanghajskiej architekturze – od tradycyjnych domków typu shikumen po monumentalne wieżowce. Zabiorę Was również za miasto i na zakupy.

U

hangzhou

Romantyczne Hangzhou

·         Uciec z miasta – Szanghajczycy to prawdziwi szczęściarze – nie tylko mieszkają w ciekawym mieście, ale też, kiedy tylko przyjedzie im na to ochota, mogą uciec z niego na weekend do jednego z nie mniej ciekawych przedmieści. Hangzhou, położone godzinę drogi szybką kolejką od Szanghaju, to miasto, które przyciąga turystów z całych Chin. Przyjeżdżają tu zwabieni niezwykłą urodą Jeziora Zachodniego, położonego wśród łagodnych wzgórz i otoczonego świątyniami i pagodami. Hangzhou przypominało mi trochę Genewę i francuskie Annecy, z którymi od położenia nad jeziorem łączy je atmosfera elegancji i luksusu. Pod Szanghajem znajdują się również Suzhou, którego nie udało się nam odwiedzić i miasteczka nazywane małymi Wenecjami, z których widzieliśmy jedno – urocze Zhujiajiao.      

      V 

·         Volkswagen – jest najczęściej spotykaną w Szanghaju marka samochodu. Dzieje się tak dlatego, że volkswagenami są wszystkie szanghajskie taksówki. To, co pewnie nigdy nie uda się w Warszawie, w Szanghaju działa bez zarzutu. Taksówki są zunifikowane, mają takie same taryfy, wyglądają podobnie (beżowy lub bordowy stary volkswagen) i z daleka można je rozpoznać. Pusta taksówka zapala zielone światło. We wnętrzu każdego samochodu znajduje się ekran dotykowy z reklamami, a fotel kierowcy jest otoczony solidnie wyglądającym zabezpieczeniem.

W

szanghaj blokowiska

Szanghajskie blokowisko

·         Wieżowce – w Szanghaju trudno jest znaleźć inny rodzaj zabudowy. Jednak wieżowce to nie tylko piękne nowoczesne budynki w dzielnicy Pudong i centrum miasta. To również kilometry przygnębiających blokowisk, w których mieszka pewnie 99 procent szanghajczyków. Podobno warunki życia są w nich na ogół niezłe, ale czy mieszkanie w identycznym bloku co tysiące innych ludzi nie zabija czasem w szanghajczykach ich poczucia indywidualności? Ciekawostka – w szanghajskich blokach nie ma ogrzewania, a ich mieszkańcy kupują przenośne klimatyzacje, które zimą można przełączyć na grzanie. Klimatyzacje instaluje się na zewnątrz mieszkania i widok tysięcy tych identycznych maszyn wiszących na tysiącach identycznych balkonów chyba zawsze będzie moim pierwszym wizualnym skojarzeniem ze słowem „Szanghaj”

X

xintiandi szanghajTuryści w Xintiandi

·         Xintiandi – wysepka oryginalności w morzu blokowisk. Tę „tradycyjną szanghajską dzielnicę” wybudowano na początku XXI wieku z myślą o turystach. Dziś znajduje się tu wiele restauracji i barów i z przyjemnością zaglądają tu również modni Chińczycy.

Y

szanghaj yuyuan

Ogrody Yuyuyan

·         Yuyuan – chyba największa atrakcja turystyczna Szanghaju. Te tradycyjne ogrody w stylu dynastii Ming zawierają dwa elementy, które dla Chińczyków definiują piękny pejzaż – misternie wyrzeźbione skały i wodę. Chińskie słowo „turystyka” to podobno dosłownie „podziwianie wody i gór” (może jakiś sinolog to potwierdzi?) i, konstruując ogrody, chińscy architekci zawsze pamiętali o zawarciu w nich tych dwóch elementów.

Z

szanghaj

Handlowa ulica Szanghaju

·         Zakupy – Szanghaj może okazać się prawdziwym wrogiem dla Waszego portfela. Wielopiętrowe centra handlowe znajdują się tutaj co kilka metrów, a w nich, oprócz znanych europejskich i amerykańskich marek, można kupić produkty na przykład japońskiej firmy Uniqlo. Na East Nanjing Road, jednej z głównych ulica handlowych miasta znajduje się również na przykład centrum handlowe tylko z ubraniami dla dzieci (żadnych zabawek.) W centrach handlowych możecie również smacznie zjeść. Są tu oczywiście wszystkie fast foody znane z Europy – od Burger Kinga po Starbucks (który jest chyba najbardziej obecnym w Szanghaju koncernem, na jego przybytki trafiamy co kilka sekund marszu), ale są też prawdziwe restauracje z kelnerami i bajecznie bogatymi chińskimi menu. Jeśli więc traficie do miasta w deszczowy lub zimny dzień, wiecie już, gdzie najlepiej schronić się przed pogodą!

Poniżej Hangzhou

hangzhou

hangzhou

hangzhou

hangzhou

i Zhujiajiao

zhujiajiao

zhujiajiao

zhujiajiao

zhujiajiao

zhujiajiao

wtorek, 29 listopada 2011
Świąteczny bzik

Norymberga

Nad dachami Norymbergi

Po Polsce krążą różne stereotypy dotyczące Niemców, ale dość rzadko wspomina się o tym, że nasi sąsiedzi zza Odry mają prawdziwego bzika na punkcie Świąt Bożego Narodzenia. Ponieważ mój własny bzik wcale nie ustępuje niemieckiemu,* co roku wybieram się przedświąteczną porą za Łabę, by utonąć w niemieckim świątecznym szaleństwie.

Jarmark w Norymberdze

Tłumy na jarmarku

O tym pewnie wiecie – w Niemczech każde miasto, miasteczko i mieścina zamienia się pod koniec listopada w świąteczny jarmark. W drewnianych budkach sprzedaje się świąteczne dekoracje i upominki i – przede wszystkim – pyszne niemieckie słodkości.

Jarmark

Tradycyjne dekoracje świąteczne

W tym roku wybraliśmy się na podobno najładniejszy z niemieckich rynków, ten w Norymbergii. Strzał w dziesiątkę! Plastik nie ma tu prawa wstępu – kupimy tu raczej staroświeckie zabawki z drewna i blachy i świąteczne dekoracje z łupinek orzechów. Zastanawiam się jednak, czy to wyłącznie norymberska przypadłość, czy też wszystkich Niemców ogarnęła w tym roku zbiorowa nostalgia, która każe im kupować Nostalgiespielzeuge i ciasta „według tradycyjnych staroniemieckich przepisów”?

Jarmark

Ołowiani muzykanci

Jakby nie było, tradycyjne niemieckie świąteczne łakocie są na pewno moimi ulubionymi, do tego na tyle trudno jest je przygotować samemu, że co roku kupuję je właśnie na bożonarodzeniowych jarmarkach. Prym wiedzie Weihnachtsstolle, wilgotne ciasto wysadzane rodzynkami i marcepanem. Bardzo lubię również Früchterbrot – ciężki razowy bochenek z suszonymi owocami. Do tego delikatne, miękkie pierniczki (Lebkuchen) , z których najsłynniejsze są właśnie te norymberskie. A marcepanowe kulki (Marzipankartoffeln)? A czekoladki? A grzane wino (Glühwein)?

Jarmark

Pluszowe misie

Czy kogoś dziwi jeszcze, że przytyliśmy podczas naszego niemieckiego weekendu?

pierniki

Norymberskie pierniczki

*Od niezawodnej Anny Marii dowiedziałam się, że osoby dotknięte tą przypadłością nazywa się Elfzillami

Jarmark

Jarmark oświetlony wieczorem

czwartek, 24 listopada 2011
Szanghaj od A do Z - 3/4

Szanghaj

Szanghajski eklektyzm - a Wy, czyj portret chcielibyście powiesić nad łóżkiem?

W tym odcinku szanghajskiego alfabetu zabiorę Was do jednego z najciekawszych miejsc w mieście – na niezwykły targ zwierzęcy. Poznacie również najciemniejsze strony Szanghaju – luźny stosunek Chińczyków do higieny i prywatności i galerię chińskich przysmaków, na widok których Europejczyk odruchowo odwraca głowę.

N

·        szanghaj

Widok z Pudongu na rozświetlony Bund

Naj – w Szanghaju znajduje się kilka ze światowych „najów” – najszybszy pociąg, który kursuje między lotniskiem Pudong a szeroko rozumianym centrum miasta z prędkością ponad 400 km/h i najwyżej położony bar z pięknym widokiem na kolonialną ulicę Bund.

noodles szanghaj

Noodles!

·         Noodles – kluski, których musiałam spróbować, ponieważ jedzą je bohaterowie niezwykle romantycznego chińskiego filmu „Perhaps Love.” Smakują mi zdecydowanie bardziej niż ryż. Noodles mogą być dodatkiem do posiłku, mogą też, zatopione w bulionie w towarzystwie mięsa i warzyw stanowić osobne danie. Jedliśmy je z mięsami i owocami morza, pikantne i łagodne, przyrządzone z różnych rodzajów makaronów… (Ale, ale – wszyscy na pewno wiecie, że to Chińczycy wynaleźli makaron?) W noodles na zdjęciu poniżej znajduje się stuletnie jajo – jajko kaczki, które przez jakiś czas (chyba mniej niż sto lat) leżało w ziemi i nabrało ciekawego, cynamonowego smaku.

O

Szanghaj

Zadbany trawnik we "francuskiej dzielnicy"

·         O fu! – zakrzykniecie pewnie, na widok specjałów wyłożonych w niektórych szanghajskich sklepach spożywczych. Można tam znaleźć prawdziwe rarytasy – penisy osłów, koniki morskie, wyjątkowo nieciekawe larwy, które po polsku nazywają się strzykwami, płetwy rekinów i różne podejrzanie wyglądające grzyby i korzonki. Nad wszystkim unosi się ciężki zapach, który raczej nie kojarzy się ze świeżością, a podłoga pod stoiskami wygląda na tak rzadko sprzątaną i dezynfekowaną, że nie mogłam uwolnić się od myśli, że kiedy tylko sklep opuszczają ludzie, na ich miejsce wbiegają karaluchy. Na które też może znajdzie się czasem jakiś smakosz ;)

P

·        Szanghaj

Chłopak marzeń każdej szanghajskiej nastolatki?

Plucie – jak słusznie zauważyła Siamsoleils, najbardziej zaskakujący element zachowania Chińczyków. Kiedy idziemy szanghajską ulicą, lśniącą od luksusu jak Pola Elizejskie, wystarczy kilka minut marszu byśmy usłyszeli „Chrszyk kszyk” i głośne splunięcie. Chińczycy nie plują na szczęście w restauracjach, zdarza się im natomiast popluwać przy pracy. Dlatego w szanghajskim biurze firmy mojego ukochanego, jeden z europejskich menedżerów zawiesił na swoich drzwiach kartkę z napisem „No spitting in my office”

Szanghaj - meczet

Skromny meczet w pobliżu stacji metra Laoximen

·         Podróbki – na szanghajskiej ulicy słyszymy nie tylko plucie. Równie często wychwycimy z monotonnego miejskiego hałasu wołanie „Łoczesbegs”, czyli „Watches, bags”. To uliczni sprzedawcy, którzy próbują sprzedać nam fałszywe torebki Gucci („Guczipradagucziprada!”), podrabiane Roleksy, Iphone’y lub pióra Mont Blanc. „Lukaluka” wołają sprzedawcy i podsuwają nam pod nos kartki, na których widnieją zdjęcia oferowanych przez nich produktów. Jest ich bardzo wielu i bywają niestety natarczywi, choć nigdy nie widziałam nikogo, kto cokolwiek by od nich kupił.

Perła Orientu

Perła Orientu - gwiazda Pudongu

·         Pudong – duma Szanghaju. Ta nowoczesna dzielnica wyrosła tam, gdzie jeszcze dziesięć lat temu było ściernisko, a raczej domki i poletka Chińczyków, których przesiedlono, by ją stworzyć. To miejsce, w którym Chiny patrzą w przyszłość – wysadzane wieżowcami i centrami handlowymi, przecięte wielopiętrowymi drogami szybkiego ruchu i cudem techniki – pociągiem Magleva. Wieżowce Pudongu oferują również piękny widok na stary Szanghaj.

R

·       szanghaj

W bocznej uliczce

  Rugby – sport, który w Chinach raczej mało kogo obchodzi, ale który w Szanghaju budzi niezdrowe emocje tamtejszych ekspatów z krajów anglo- i frankofońskich. Mój pierwszy wieczór w mieście spędziłam więc w irlandzkim pubie na oglądaniu finału mistrzostw świata w rugby. Chyba każdy mieszkający w Szanghaju Francuz był tego wieczora w tym samym miejscu.

S

szanghaj

Na Starówce

Starówka – szanghajska starówka przynajmniej pod jednym względem przypomina warszawską – wcale nie jest stara. To sztuczny twór stworzony na potrzeby turystów, symulakrum Szanghaju, którego od dawna nie ma. To tutaj również zbierają się wszyscy szanghajscy sprzedawcy „gucziprady” i „łoczbegsów”. Zalecam albo omijanie dzielnicy z daleka, albo przebieganie przez nią jak najszybciej, unikając jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego.

T

Szanghaj

Szał zakupów na targu zwierząt

Targ zwierzęcy – Niesamowite miejsce! Schowane tak, by tylko wtajemniczeni mogli je odnaleźć, kiedy powinno się eksponować je w każdym przewodniku! Na targu znalazłam Szanghaj o jakim marzyłam – gąszcz bambusowych klatek, śpiew i gaworzenie ptaków, ulubionych chyba zwierząt domowych Chińczyków, emocje towarzyszące negocjowaniu cen, senne, puszyste koty, wielkogłowe traszki podobne do smoków i przede wszystkim – świerszcze! Setki i tysiące nieustannie cykających świerszczy sprzedawanych tutaj nie jako zwierzęta domowe, a jako nieustraszonych bojowników, którzy wezmą w swoim czasie udział w nielegalnych walkach świerszczy. Na targu wisiał nawet plakat, przedstawiający taką walkę – podobny do plakatów, które informują o starciach bokserów. Choćby dla tego widoku warto było przejechać pół świata dzielące Szanghaj od Antibes.

Szanghaj

Ptaki...

szanghaj

jaszczurki...

szanghaj

...nieco mniej typowe zwierzątka do towarzystwa i...

szanghaj

ŚWIERSZCZE!

21:35, katasia_k , Azja
Link Komentarze (7) »
niedziela, 20 listopada 2011
Święto łasuchów w Mandelieu

beaujolais nouveau

Przed Świętami, podobnie jak cała reszta świata, Francuzi wybierają się masowo na zakupy, również te spożywcze. Żeby ułatwić im wybranie najlepszych bloków foie gras, ostryg, win, trufli i czekolad przez cały listopad i grudzień organizuje się im targi żywności. Mój region nie jest pod tym względem wyjątkiem. W ubiegły weekend takie targi odbywały się w Cagnes-sur-Mer, w ten weekend – w Mandelieu la Napoule, w przyszły – w Monako. Najbardziej zdeterminowane łasuchy jeżdżą prawdopodobnie od jednych targów do drugich, żeby mieć pewność, że w te Święta znajdą najtłustsze foie gras, najświeższe ostrygi, najbardziej aromatyczne trufle, najlepsze czekolady. My wybraliśmy się tylko na jedne targi – te w Mandelieu – i na pewno nie żałujemy tego wyboru.

francuskie sery

Nasze zdobycze: delikatne  alpejskie sery, korsykańskie kiełbaski, prowansalski nugat

Salon żywności w Mandelieu jest chyba najmniejszym z trzech i to właśnie, wbrew oczekiwaniom, okazało się jego najmocniejszą stroną. Wybór jest może uboższy niż w Cagnes czy w Monako, ale po hali targowej nie kłębią się tłumy, a wystawcy znajdują czas nie tylko na sprzedaż, ale też na degustację i pogawędkę z klientem. Gawędziliśmy więc o sabaudzkich serach, o korsykańskich kiełbasach, prowansalskich nugatach i korsykańskim piwie i degustowaliśmy wszystkie podsuwane nam usłużnie pyszności.

Nie degustowaliśmy za to wina, w przeciwieństwie do innych obecnych na targach łasuchów, które po wszystkich tych degustacjach nie mogły chyba wrócić do domu własnymi samochodami ;-)

morbier

Przecięty niebieską pleśnią ser morbier z regionu Franche Comté

P.S. Będziemy chyba musieli pojechać na kolejne targi, bo z kupionych wczoraj przysmaków została nam może połowa...

sobota, 19 listopada 2011
Lazurowy rynek pracy – ku przestrodze

...czyli krótka przerwa w szanghajskim cyklu.

***

Dzisiejszy post będzie trochę inny niż zazwyczaj. Wynika to z faktu, że po dwóch latach na Lazurowym udało mi się wreszcie znaleźć normalną pracę (hurra!). Kiedyś opowiem Wam może o mojej poprzedniej, nienormalnej pracy, dziś chciałabym jednak podzielić się z Wami wrażeniami z kilku zdecydowanie nienormalnych rozmów o pracę, które stały się moim udziałem na Riwierze.

1. Przychodzę do olbrzymiego, luksusowego biura. Pod biurem – dziesięć miejsc parkingowych tylko dla pracowników firmy. W biurze – skórzane fotele, obrazy, dorodne fikusy i palmy, rzutniki, ekrany, dwie duże sale spotkań. Korytarze jakoś dziwnie puste. Zaczynamy rozmowę. „Ilu właściwie macie pracowników?” pytam. Odpytujące mnie dziewczyny patrzą po sobie zmieszane – „Właściwie to jest nas troje. Ty byłabyś czwarta.”rozmowa o prace

2. Od pierwszej chwili widzę, że to nie to. Mała agencja nieruchomości, w niej dwóch sympatycznych panów. Ostatnie miejsce, w którym można zrobić tak zwaną karierę. Rozmawiamy jednak. Zaczynam się przekonywać. „Nie przeszkadzałoby pani pozamiatać czasem podłogę?” pyta w końcu sympatyczny pan. Yyy, jednak tak. „Nie ma pan sprzątaczki?” Pan uśmiecha się zaskoczony. „Ale nie chodzi o zamiatanie mieszkań, które wynajmujemy, tylko tego biura!”rozmowa o prace

3. Biuro okazuje się być prywatnym mieszkaniem. Na dzwonku zamiast nazwiska firmy widnieje nazwisko właściciela, a ten jest do tego stopnia „u siebie”, że przyjmuje mnie w kapciach. Od razu mam ochotę uciekać, ale daję panu w kapciach szansę. Opowiada mi o potencjalnym stanowisku, które koniec końców wydaje się bardzo ciekawe. Na koniec udaje mu się jednak zepsuć dobre wrażenie: „Jeśli pani chce, zatrudnię panią na czarno.” Nie, nie, nie!

rozmowa o prace

Celowo podkreślam, że mówię o lazurowym, a nie o francuskim rynku pracy. Znani mi Francuzi z Północy zapewniają, że wszystkie te dziwowiska to specyfika Południa. Nie jest też tak, że na Południu nie da się pracować w ciekawym miejscu – Sophia Antipolis to pewnie najlepsze miejsce do pracy w całej Francji (paryskie pensje bez paryskich cen + parko-las). Skąd więc wszystkie te dziwne rozmowy? Cóż, mam prywatną teorię, że po prostu przyciągam nietypowe sytuacje ;-)

piątek, 11 listopada 2011
Szanghaj od A do Z - 2/4

W tym odcinku alfabetu będę przede wszystkim rozpisywać się o doskonałym jedzeniu, które można znaleźć w Szanghaju, ale nie zapomnę również o miłośnikach chińskiej sztuki. Zmęczonych całodziennym bieganiem po muzeach i restauracjach zaproszę na odpoczynek podczas tradycyjnego chińskiego masażu.

H

·        

Kupowanie herbaty zawsze wiąże się z degustacją. 

Herbata – do tego ta najlepsza, zielona. Chińczycy piją ją przez cały dzień (przypominają w tym Europejczyków, którzy latem nie wychodzą z domu bez butelki wody mineralnej.) Poruszają się po mieście wyposażeni w termosy, w których moczą się herbaciane liście. W wielu miejscach – na przykład w pociągu – mogą uzupełnić termos gorącą wodą. Jako wielbicielka herbaty ucieszyłam się bardzo, kiedy jadąc pociągiem z Huangzhou do Szanghaju zobaczyłam coś co wyglądało na herbaciane plantacje. I jeszcze jeden prywatny wtręt – krótki pobyt w Chinach oduczył mnie picia kawy.

Hot pot w knajpce Dolar [sic] Shop

·         Hot pot – danie podobne do burgundzkiego fondue. Na naszym stole pojawiają się: garnek z bulionem, mięso, ryby, owoce morza i warzywa, w tym moje ulubione chińskie warzywo przypominające z wyglądu fenkuł, a w smaku szpinak. Zanurzamy to wszystko w bulionie i w ten sposób sami przygotowujemy swój obiad. Hot poty znajdziemy w specjalizujących się w tym daniu knajpkach, raczej nie tych najdroższych.

I

·         Imiona – Chińczykom, którzy mają kontakt z obcokrajowcami, proponuje się przybranie „zachodnich” imion. Sam pomysł nie bardzo mi się podoba, ale jego efekty bywają urocze. W hotelach, w których się zatrzymywaliśmy, spotkaliśmy w recepcji "Rambo", recepcjonistę o imieniu Stone i dziewczynę, która nazywała się David. Natomiast w szanghajskim oddziale firmy mojego ukochanego pracuje jedna Forever.

·         Internet – oto niekompletna lista stron, których nie udało mi się otworzyć w Chinach: facebook, youtube, dailymotion, wrzuta, blogspot, wordpress… Chińczycy kupują podobno „łamacze cenzury”, które pomagają im omijać te ograniczenia. Na wszelki wypadek starałam się nie wrzucać w google’a fraz typu „masakra na placu Tiananmen”, ale domyślam się, że nie znalazłabym wielu rezultatów.

J

·       

Artystyczny skrawek dzielnicy Jing'an

  Jing’an – jedna z modniejszych dzielnic Szanghaju. Wśród przytłaczających wieżowców i dołujących blokowisk można tam jeszcze znaleźć ustronne zakątki w bardziej ludzkiej skali jak to zagłębie galerii sztuki współczesnej z jego kameralnymi ceglanymi budynkami i bujną zielenią.

K

·        ksiegarnia w szanghaju

Szanghajska księgarnia

Księgarnie –  chodząc po Szanghaju, łatwo zadać sobie pytanie, czy tutejszym intelektualistom bardziej zaszkodziła Rewolucja Kulturalna, czy drapieżny kapitalizm ostatnich lat. Dość, że księgarni jest tu jak na lekarstwo i, że w większości są to bezduszne molochy wypełnione biografiami Steve’a Jobsa (to najwyraźniej jedyna książka, którą wypada tu czytać). W metrze mało kto czyta, pasażerowie albo krzyczą do swoich komórek albo oglądają (głupawe) filmy na tabletach. Prawdziwe księgarnie, zastawione rzędami podręczników do kaligrafii, znaleźliśmy za to w Pekinie. Również tam zaczepiła mnie pewna młoda Chinka, pytając, czy powinna przeczytać raczej „Emmę” Jane Austen czy „Jane Eyre.”

south beauty shanghai

WStół w restauracji Soith Beauty - przystawki dania i deser są podane w tym samym czasie

·         Kuchnia – przed wyjazdem planowałam jakiś osobny post o chińskiej kuchni, ale wydaje mi się, że po pobycie w Szanghaju wiem o niej jeszcze mniej niż przedtem. Nie można mówić o jednej kuchni chińskiej (tak jak nie można mówić o jednej kuchni francuskiej, dlatego we Francji nie ma „francuskich restauracji”) – w Syczuanie je się co innego niż w Kantonie, w Szanghaju – niż w Pekinie. Szanghaj jako kosmopolityczne miasto podaje oczywiście kuchnię z całego świata, ze szczególnym uwzględnieniem Azji. Jedliśmy tu po syczuańsku, po kantońsku, po szanghajsku, tajsku, indonezyjsku i indyjsku. Wybierającym się do miasta gorąco polecam syczuańską restaurację South Beauty (której menu obfituje w jedne z najpiękniejszych zdjęć potraw, jakie kiedykolwiek widziałam) i trochę droższą Lynn z kuchnią szanghajską.

L

szanghaj luksus

Buty za kilka tysięcy złotych

szanghaj marriott ferrari

Ferrari pod hotelem Marriott

·         Luksus – Szanghaj (ponownie) staje się jednym z centrów biznesowych świata i widać to na szanghajskiej ulicy. Swoje butiki (a raczej swoje hipermarkety, bo rozmiary tych sklepów są zazwyczaj imponujące) otworzyły tu wszystkie luksusowe marki, łącznie z niewielkim producentem zegarków, który poza Szanghajem ma podobno sklepy tylko w Genewie.

M

·         Masaże – dość siłowy tradycyjny chiński masaż nie daje się raczej nazwać relaksującym. W Szanghaju, gdzie masażystów można znaleźć na każdym kroku, nietrudno jednak o łagodniejsze zabiegi – masaż z gorącymi kamieniami, olejkami eterycznymi etc. Po całym dniu biegania po hałaśliwym i stresującym mieście nawet osoby niechętnie nastawione do masowania nie odmówią sobie wizyty w salonach np. sieci Dragonfly. Masaż z olejkami kosztuje tu 280 juanów – ok. 140 zł.

·        szanghaj metro

W szanghajskim metrze

Metro – Szanghaj ma trzynaście milionów mieszkańców i szesnaście linii metra. Choć pociągi kursują co kilka minut, oznacza to mniej więcej jedną linię na milion mieszkańców, czyli proporcje znane z Warszawy. Nie dziwi więc, że metro bywa zatłoczone, trudno w nim o miejsce siedzące, że w godzinach szczytu kobiety mdleją, a słabsze jednostki są tratowane przez tłum. Poza tym jednak nie można się do niego przyczepić – czyste, szybkie, dobrze zorganizowane, z oznaczeniami po angielsku. Bez niego poruszanie się po mieście byłoby niemożliwe.

muzeum w szanghaju

Cudowne szanghajskie muzeum

·         Muzeum – Szanghajskie muzeum to jedno z najwspanialszych, jakie do tej pory widziałam. W moim prywatnym zestawieniu ustępuje chyba tylko Luwrowi. Budynek z ładnie urządzonym wnętrzem (i raczej nieciekawym zewnętrzem) mieści przykłady z wszystkich dziedzin chińskiej sztuki: malarstwa, kaligrafii, rzeźby, ceramiki, sztuki użytkowej (meble z czasów dynastii Ming) i popularnej (przepiękne stroje ludowe mniejszości etnicznych, tybetańskie maski, garncarstwo syczuańskiej mniejszości Yi). Jeśli macie jeden dzień na zwiedzanie Szanghaju, spędźcie go właśnie tam. Do tego – jakby mało było tego dobrego – wstęp do muzeum jest bezpłatny.

figurka z jadeitu

figurka z jadeitu

Wyroby z jadeitu to chińska specjalność

waza chińska

Ta zaskakująco współcześnie wyglądająca waza ma w rzeczywitości kilkaset lat

talerz

Talerz z czasów dynastii Qing

szanghajskie nastolatki

Chińskie nastolatki w muzeum

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011