Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
sobota, 24 marca 2012
Pod okiem Camusa

Mediateka w Antibes

Oko, a nawet dwoje oczu Alberta Camusa spogląda na nas ze ścian mediateki w Antibes jego imienia, wywołując czasem skojarzenia z twarzą Mao Zedonga, która z Zakazanego Miasta obserwuje plac Tian'anmen. Nie musicie jednak być fanami Camusa i jego twórczości, żeby pokochać to miejsce. W mediatece można spędzić cały dzień - i wielu mieszkańców Antibes chyba tak właśnie robi - i wystarczy odwiedzić ją raz, by często później do niej wracać.

mediateka w Antibes

Przed wejściem do mediateki

Mediateka (médiathèque) to nie tylko chwytliwe słowo, to faktycznie coś więcej niż tylko biblioteka. Możecie tu wypożyczyć książki, DVD i czasopisma, poczytać, obejrzeć filmy (widziałam dziś jedną panią, która oglądała w mediatece film z polskimi napisami) i posłuchać muzyki oraz skorzystać z internetu. Organizuje się tu również wiele wydarzeń dla dzieci, z których z racji braku potomstwa nie miałam jeszcze okazji skorzystać, ale które wydają się "bawić, ucząc." Dlatego w budynku jest zawsze sporo dzieci i nawet pracownicy mediateki przyprowadzają do pracy swoje latorośle. Zauważyliśmy na przykład pana, który obsługiwał klientów z kilkuletnią córeczką na kolanach.

mediateka w antibes

Wnętrze

Sam budynek jest jasny, przestronny i pełen światła, więc pewnie również z tego względu tak chętnie tam wpadamy. Na parterze znajdują się czasopisma i spora czytelnia, na pierwszym piętrze muzyka, na drugim przewodniki, poradniki, książki historyczne, biografie i albumy, na trzecim - beletrystyka, DVD i komiksy (te ostatnie są we Francji niezwykle popularne.) Na każdym piętrze jest sporo komputerów z dostępem do internetu i fikuśne maszyny do rezerwacji książek, które oszczędzają nam czasu stania w kolejce. Wszystko to oczywiście za darmo.

mediateka w antibes

Zajęcia dla dzieci

Ciekawych informuję, że wyszłam dziś z mediateki z dwoma książkami - powieścią Marguerite Duras, "Emily L." i "Papugą Flauberta" Juliena Barnesa, dwoma filmami: "Śniadaniem u Tiffany'ego" (już widziałam, ale nic nie szkodzi zobaczyć jeszcze raz) i "Pożegnaniem z bronią" z samym Garym Cooperem oraz dwoma magazynami - "Lire" o książkach i słynnym "Cahiers du cinéma." Następnym razem rozejrzę się na pewno za książkami z zakresu teorii filmu, ponieważ te są na ogół dość drogie i w związku z tym prędzej je wypożyczę niż kupię.

mediateka w antibesa

W mediatece

mediateka w antibes bd

Dział z komiksami

mediateka w antibes

Ekspozycja poświęcona Algierii w literaturze, pewnie w związku z tegorocznymi obchodami pięćdziesięciolecia niepodległości tego kraju

sobota, 17 marca 2012
Słowiańska dusza (cokolwiek zduszona)

elena

Elena, foto: allocine.fr

Nie trzeba dobrze znać rosyjskiego, żeby w najnowszym filmie Andrieja Zwiagincewa "Elena" wychwycić słowo "diengi", rosyjskie określenie pieniędzy. "Diengi" są w "Elenie" wszechobecne, decydują o poczynaniach wszystkich bohaterów filmu. Ci, postępują tak, a nie inaczej, bo albo pieniędzy nie mają, albo mają ich za dużo, albo chcieliby za wszelką cenę je zdobyć.

elena

U rodziny Siergieja, foto: allocine.fr

Spójrzmy na żyjącą w nędzy - w malutkim mieszkaniu przytulonym do elektrowni jądrowej - rodzinę Eleny. Jej syn Siergiej nie pracuje i spędza czas na jedzeniu czipsów, piciu piwa i oglądaniu telewizji. Żona Siergieja zajmuje się nieustannym zachodzeniem w ciążę, a ich syn, Sasza, do bezczynności ojca dodaje zupełnie zwierzęcą agresję, którą może wyniósł z gier komputerowych (sposób w jaki sfilmowana jest bójka przywodzi na myśl grę), a może wykształcił w sobie, bo bicie się z innymi to jedyna rozrywka, na którą biedni w Rosji mogą sobie pozwolić. W biednej dzielnicy, w której żyją, wszystko zdaje sie podłe i niskie. Nawet kasjerka w supermarkecie jest nieuprzejma.

elena

W domu Władimira, foto: allocine.fr

Zwiagincew równie krytycznie patrzy jednak również na Rosjan zamożnych. Mąż Eleny, Władimir dorobił się olbrzymiej fortuny (nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób), co zapewnia mu poczucie wyższości nad Siergiejem i spółką, nieuzasadnione jednak w żaden sposób przez jego zachowanie. Niechętnie dzieli się majątkiem, ponieważ uważa, że biedni sami zasłużyli sobie na swój los. Córce Władimira dorastanie wśród zbytku najwyraźniej przewróciło w głowie, bo wydaje się pozbawiona wiary w jakiekolwiek wartości, nawet w wartość pieniądza. Do złudzenia przypomina w tym Saszę.

elena

 Niebieski i szary to chyba dwa ulubione kolory Zwiagincewa, foto: allocine.fr

Między dwoma światami, które nie mogą się spotkać, kursuje Elena, matrona o łagodnej twarzy i gołębim sercu, gotowa do niezwykłych poświęceń, kiedy w grę wchodzi dobrobyt jej dzieci. Jej podróżom towarzyszy nienachalna muzyka Philipa Glassa i zgaszony błękit kadrów, kolor, który dominował już w debiucie Zwiagincewa, "Powrocie."

Piękno muzyki i obrazów wzmacnia tylko poczucie melancholii w widzu, który zastanawia się, czy tak naprawdę wygląda dzisiejsza Rosja. Zwlaszcza, że obrazy wyłapywane z prasy i telewizji - daleko mniej urodziwe - zdają się ten obraz potwierdzać.

***

Żeby jednak nie kończyć postu taką smutną refleksją, uprzejmie donoszę, że w Antibes zakwitły już magnolie i, że wyglądają fantastycznie.

kwitnące magnolie

magnolia

"Elena", Rosja, 2011, reżyseria: Andriej Zwiagincew.

niedziela, 11 marca 2012
Jaszczurkowanie i komuniści

cannes

Jaszczurkowanie na plaży w Juan les Pins

Kiedy tylko w naszych stronach zaczyna się lato (czyli gdzieś na początku marca) i słońce zmusza nas do zakładania okularów słonecznych, z przyjemnością zabieramy się do jaszczurkowania. Piękne francuskie słowo lézarder, czyli jaszczurkować, oznacza, że tak jak jaszczurki wyciągamy się na plaży, leżaku, tarasie lub w kawiarnianym fotelu, zamykamy oczy i łapiemy słońce.

cannes

Niebieskie krzesła do jaszczurkowania na promenadzie w Cannes

Początek i koniec lata, kiedy słońce już grzeje i opala, ale jeszcze nie jest niebezpieczne, to najlepszy moment do jaszczurkowania. Najlepsze miejsca to plaża w Juan les Pins (uznana za czwartą najpiękniejszą plażę we Francji po Biarritz i dwóch plażach na Korsyce), osiemnastowieczne mury miejskie w Antibes i niebieskie krzesła na promenadzie w Cannes. Nieźle jaszczurkuje się również na przykład w kawiarni Pimm's przy placu de Gaulle'a w Antibes, gdzie, jaszczurkując, można również spod przymkniętych powiek podejrzeć manifestację komunistów.

menton

Jaszczurkowanie na plaży w Mentonie

Czyżby komuniści nie jaszczurkowali?



antibes

Jaszczurkowanie w kawiarni Pimm's

place de Gaulle'a w Antibes

Plac de Gaulle'a w Antibes

poniedziałek, 05 marca 2012
Szemrana Genua

 P2240126

Genua - gdzie stare spotyka się ze starym

Choć mieszkamy pod włoską granicą od kilku lat, dopiero niedawno zaczęliśmy odkrywać korzyści płynące z tego sąsiedztwa. A przecież do Genui jedzie się od nas dwie godziny - krócej niż do Marsylii, z którą fascynująco szemrana stolica Ligurii ma sporo wspólnego.

genua

W miejskim pałacu

Nie da się ukryć, że z punktu widzenia francuskiej Riwiery włoska Riwiera  - hałaśliwa, chaotyczna, zabałaganiona - to trochę Trzeci Świat; dyskretnej elegancji Cote d'Azur przeciwstawia jednak zupełnie inne bogactwo - swojej imponującej historii. Kiedy Nicea była tylko wioską rybacką, a w Cannes żyły głównie kolonie meduz, w Genui biło serce cywilizowanego świata. To tu urodził się Krzysztof Kolumb, tu powstawały pierwsze na świecie banki, tu wreszcie rodziny Balbich, Grimaldich lub Spinoli budowały sobie pałace, których pozazdrościłaby im niejedna koronowana głowa.

P2240142

Na uniwersytecie

Spacer po Genui zachęca do powrotu do przeszłości - jak wyglądały kiedyś ulice tego miasta, których architektura przez ostatnich pięćset lat właściwie nie uległa zmianie? Od kilkuset lat znajduje się tu jeden z największych portów na świecie i moim zdaniem to on decyduje o unikalnym charakterze Genui. Cudzoziemscy sprzedawcy wszystkiego i niczego pod arkadami wzdłuż brzegu morza - na pewno stoją tam od zawsze. Dziś królują tu przybysze ze wschodniej Azji z tandetnymi pamiątkami, kiedyś w porcie pełno było pewnie Greków i Ormian, którzy sprzedawali tu tkaniny i drogocenne przyprawy. Na pewno od zawsze po zaułkach Genui krążą poszukiwacze przygód i typy spod ciemnej gwiazdy, których przywiozły tu statki z czterech stron świata. Na pewno od zawsze w jej bocznych uliczkach na klientów-marynarzy czekają prostytutki. Od zawsze nad miastem króluje też cudowna katedra świętego Wawrzyńca wyposażona w posągi wyjątkowo smutnych lwów.

lwy

Lwy - przykatedralny i uniwersytecki

Co zmieniło się w Genui od szesnastego wieku? Przybyła jej opera, będąca razem z katedrą faktycznym sercem miasta. Pojawiło się też doskonałe muzeum, w którym zobaczyliśmy ciekawą wystawę o van Goghu i podróży Gaugina (szkoda, że opisaną w całości po włosku...) Genua może również poszczycić się dość unikalnym pionowym metrem-windą, które dowozi mieszkańców do wyżej położonych dzielnic. To miasto kultury, nauki i szerokich horyzontów, z piękną przeszłością i patrzące w przyszłość. Kolumb nie był na pewno ostatnim wielkim odkrywcą, który swoją podróż rozpoczął w Genui.

P2250173

W budynku mieszkalnym

P2240110

W kościele jezuitów

P2240103

Jeśli Italia, to skutery

P2250157

Eleganckie spacerowiczki w porcie

P2240107

Muzeum

P2240128

Klaustrofobiczne uliczki

P2250179

Kto odważy się przejść tymi schodami?

P2240116

Duomo

P2250163

Port

czwartek, 01 marca 2012
Bardzo zimna wojna

szpieg

Szefowie brytyjskiego wywiadu na pierwszy rzut oka nie budzą sympatii, foto: allocine.fr

Film "Szpieg" Tomasa Alfredsona powinno się wyświetlać latem. Reżyser tak daleko zabrnął w wyziębianiu wystylizowanych kadrów, że podczas projekcji filmu z kinowego ekranu wieje chłodem jak z niedomkniętej lodówki.

Zimne są szaroniebieskie wnętrza i kostiumy, lodowate - relacje między przyjaciółmi, kochankami i małżonkami. Nawet Gary Oldman wygląda na przysypanego śniegiem. Jeśli udaje się nam nie przymarznąć do kinowych foteli, to dlatego, że rozgrzewa nas kryminalna zagadka - w grupie starych znajomych, może nawet przyjaciół, musimy znaleźć podwójnego agenta.

szpieg

Ten brytyjski agent jeszcze nie wie, co przytrafi mu się podczas wakacji w Stambule, foto: allocine.fr

Znajomi, czy może nawet przyjaciele, to szefowie brytyjskiego wywiadu. Jeden z nich - grany przez Gary'ego Oldmana George Smiley - po zesłaniu na przymusową emeryturę odkrywa, że wśród byłych kolegów może kryć się podwójny agent opłacany przez Moskwę. Były przełożony Smileya wysyła go w ostatnią misję - musi odkryć i ujawnić zdrajcę. W przeciwnym razie szef radzieckich tajnych służb, wymieniany często z imienia, ale nigdy nie pokazany nam przez reżysera Karla, będzie miał nieograniczony dostęp do tajemnic wywiadu nie tylko Anglików, ale i Amerykanów.

szpieg

Jedna z najlepszych scen filmu ma miejsce w archiwach - myślę, że sporo mówi to o jego widowiskowości, foto: allocine.fr

Mamy więc w filmie poważną szpiegowską intrygę, mamy akcję, która przenosi się z Londynu do Stambułu, Moskwy i Paryża, mamy tajemniczą piękność rodem z filmów noir i nawet przekonujące wątki miłosne. Jeśli coś jednak ze "Szpiega" zapamiętam (a widzę, że po kilku tygodniach jeszcze go nie zapomniałam) to nie zwiłości scenariusza, ale wszystko poza nimi - eleganckie kadry, dekoracje (hipnotyzujące wzorzyste tapety), kostiumy i piękną muzykę Alberto Iglesiasa. Spore wrażenie wywarł na mnie również Colin Firth w nietypowej dla siebie roli rubasznego bawidamka - przejmująca jest zwłaszcza scena muzyczna z jego udziałem, której szczegółów z oczywistych względów nie mogę tu zdradzić.

taupe

Femme fatale? Polscy widzowie znają tę piękną aktorkę z "Małej Moskwy", foto: movit.net

Wielka szkoda, że ten wybitnie schładzający film ukazał się we Francji w środku zimy - gdyby wyświetlano go latem, na pewno chodziłabym na niego codziennie. W lutym odebrałam "Szpiega" jako ciekawy film, ale zupełnie nie z mojej bajki.

"Szpieg", ("Tinker, Tailor, Soldier, Spy"), UK, 2011, reżyseria: Tomas Alfredson.

***

A skoro mowa o agentach i wywiadach, nie mogę nie pokazać Wam nagrodzonego niedawno oscarem Jeana Dujardina w roli bufonowatego francuskiego szpiega w Kairze. W roli pięknej egipskiej agentki - Bérénice Bejo. Fragment (niestety po niemiecku) pochodzi z filmu "OSS 117: Kair, gniazdo szpiegów"

 

sobota, 25 lutego 2012
Mentona - azur toute l année

mentona

Powstałe w latach '30 hasło reklamowe "Le Soleil Toute l'Année sur la Côte d'Azur" mija się niestety z prawdą. Również na Lazurowym Wybrzeżu niebo czasem się chmurzy, a czasem nawet (o zgrozo!) pada tu śnieg lub deszcz (ogłasza się wtedy stan klęski żywiołowej i wpada w zbiorową panikę, drogi są nieprzejezdne, a nadmorskie promenady - zamknięte). Nawet najbardziej zachmurzone niebo nie może jednak zmienić koloru wody w Mentonie, która wbrew logice pozostaje intensywnie lazurowa.

mentona

Do Mentony przywiodło nas święto cytryn, wiem już jednak, że na pewno będę tu wracać... na zakupy. Podczas krótkiej przechadzki po mieście, odkryliśmy kilka fantastycznych adresów dla smakoszy.

mentona

* Bretoński czekoladnik Georges Larnicol ma najwyraźniej dość zimnego oceanu, pustych plaż i fatalnej bretońskiej pogody, skoro zdecydował się otworzyć swój pierwszy butik na Lazurowym Wybrzeżu, właśnie w Mentonie. Oprócz skomplikowanych czekoladowych kreacji kupicie tu typowo bretońskie przysmaki, jak ciężkie drożdżowe ciasto kouign amann (również w wersji mini, o uroczej nazwie kouignettes) i kruche herbatniki z wodorostów - torchettes.

samochód z czekolady

Maison Georges Larnicol, 28 rue Saint-Michel, 06500 Menton

* Wszystko, co można zrobić z cytrusów, znajdziecie w stylowym sklepie Au pays du citron. Prym wiodą tu cytrusowe alkohole - limoncello (j'adore!), wino z pomarańczy lub cytrusowa wódka z zatopionymi w niej płatkami dwudziestotrzy karatowego złota. Są tu również konfitury - z cytryn, pomarańczy i mieszanych cytrusów, ciasteczka i inne cytrusowe słodkości oraz przysmak rodem z Maghrebu - citrons confits. Te marynowane w soli (czasem również z ziarnami kopru włoskiego) cytryny można wykorzystać w tajinach i innych marokańskich i tunezyjskich potrawach.

mentona

Au pays du citron, 24 rue Saint-Michel, 06500 Menton

* Zmęczeni całodziennym bieganiem po mieście, zajrzyjcie koniecznie do ciastkarni/kawiarni/herbaciarni La Farandole. Znajdziecie tu świeże sałatki i kanapki oraz doskonałe słodkie i słone wypieki. Spośród tych ostatnich polecam zwłaszcza prowansalską pizzę pissaladière, różne quiche i inną prowansalską specjalność, z którą zetknęłam się tam po raz pierwszy - rodzaj pizzy z cukiniami i pomidorami.

mentona

Farandole, 1 Avenue Verdun, 06500 Menton

Okolice włoskiej granicy tak bardzo przypadły nam do gustu, że w ten weekend zdecydowaliśmy się ją przekroczyć i zwiedzić pewne miasto w Italii, słynące m.in. z pesto. O czym więcej w następnej notce.

***

Dziwicie się pewnie, że nic nie wspominam o Cezarach, których rozdania tak niecierpliwie wyczekiwałam. Jeśli bojkotuję rozdanie Cezarów to dlatego, że moim zdaniem we wszystkich kategoriach powinien był zwyciężyć film Polisse Maïwen (a zwyciężył Artysta Michela Hazanoviciusa).

sobota, 18 lutego 2012
Cytrusowe szaleństwo w Mentonie

Kennst du das Land, wo die Zitronen blühen?, pisał o ukochanej Italii Goethe. Tymczasem, w poszukiwaniu kwitnących cytryn nie musiał wcale jechać aż nad Tyber - mógł znaleźć je na przykład w południowej Francji, najlepiej w Mentonie.

fete du citron, menton

Położona pod włoską granicą Mentona była jeszcze niedawno największym producentem cytryn na świecie. Od tamtej pory wiele się zmieniło - dziś najwięcej cytryn produkują Indiea Mentona swoją przeszłość cytrusowego potentata zmieniła w turystyczną atrakcję.

fete du citron, menton

Organizowane co roku w lutym Fête du citron to cytrusowy odpowiednik nicejskiego karnawału. Mieszkańcy Mentony wykorzystują pomarańcze i cytryny do przygotowania rzeźb i platform, które można później podziwiać podczas barwnych parad i wyeksponowane w parku Jardin des Lumières. Festiwal to również okazja do kupienia doskonałych mentońskich cytryn i drobnych prowansalskich pomarańczy o cienkiej skórce oraz do spaceru po niezwykle malowniczej Mentonie. Nic dziwnego, że impreza co roku zwabia kilka milionów turystów, głównie z Włoch, Francji, Japonii i Niemiec.

fete du citron

Dwa lata temu udaliśmy się tam i my i, choć cytrusowa parada i cytrusowy ogród zrobiły na nas spore wrażenie, z miasta wypędziła nas typowa dla zim na wybrzeżu pogoda - szare niebo i przenikliwy, zimny wiatr. W tym roku luty przywitał nas co prawda śniegiem, ale od tygodnia jest niezwykle łaskawy, cieszy niebieskim niebem, łagodnym słońcem i sprzyjającymi spacerom temperaturami. Dlatego daliśmy świętu cytrusów jeszcze jedną szansę. Było warto!

fete du citron

Tematem przewodnim naszego poprzedniego święta był film (temat, jak pewnie zauważyliście, mi bliski), w tym roku cytrusowe rzeźby i platformy są inspirowane regionami Francji. Ciekawe, które regiony uda się Wam rozpoznać?

fete du citron menton

menton fete du citron

menton fete du citron

menton fete du citron

menton fete du citron

wtorek, 14 lutego 2012
Nissa la bella

place garibaldi

Który znany malarz z XIX i XX wieku nie mieszkał choć przez chwilę na Południu Francji? Picasso w Antibes, van Gogh i Gauguin w Arles, Chagall i Matisse w Nicei. Zwłaszcza Nicea opanowała zdolność przyciągania i udomowiania artystów. Tej niezwykłej umiejętności zawdzięcza garść świetnych muzeów - Chagalla, Matisse'a i sztuki współczesnej.

nissa bella 

Muzeum sztuki współczesnej w Nicei - Mamac -  prezentuje między innymi prace artystów wykształconych w nicejskiej akademii sztuk pięknych, Bernara Veneta i Yvesa Klein. Ten pierwszy to autor monumentalnych żelaznych rzeźb; Klein jest znany z obrazów powstałych przez układanie na płótnie skąpanych w farbie modeli. W Mamac znajdziemy również odjechane prace młodszych, mniej znanych artystów. Ich liczba - i stopień odjechania - łatwo przyprawią o zawrót głowy.

mamac  

mamac 

To muzeum to jednak przede wszystkim Niki de Sainte Phalle, autorka bombastycznych rzeźb w szalonych kolorach, silnie związana z Niceą. Jedna z jej rzeźb, stojący przed najsłynniejszym nicejskim hotelem (i jednym z najdroższych hoteli na świecie) - Negresco - czarnoskóry trębacz jest nieoficjalnym symbolem miasta.

niki de sainte phalle  

Zauważyliście, że imię Niki przywodzi na myśl Niceę? Nicea, Nissa la bella, to druga gwiazda mueum Mamac. Widok na miasto, czy to z okien, czy z tarasu muzeum, pozwala zrozumieć, dlaczego artyści tak chętnie tu zamieszkują. 

 nice

Musée d'Art Moderne et d'Art Contemporain

Promenade des Arts

06364 Nice cedex 4 

Otwarte codziennie od 10 do 18. 

***

Poniżej dziełko sztuki nieco innego kalibru podpatrzone w Cannes. Czy nie urocze?

 sweter z sową

sobota, 11 lutego 2012
Zrozumieć Francję w 600 stron

Alexis Jenni po otrzymaniu prix de Goncourt, Foto: http://www.ledevoir.com/culture/livres/335100/litterature-alexis-jenni-remporte-le-goncourt

Jak często, czytając książkę, łapiecie się na odczuciu, że trzymacie w rękach arcydzieło? Ja rzadko. "Jądro ciemności", "Pieśń Salomona", "W cieniu zakwitających dziewcząt", "Złota czara" - nie uzbierałoby się tego nawet na palce jednej ręki. 

Podczas lektury "L'Art francais de la guerre" debiutanta z Lyonu Alexisa Jenniego pompatyczne słowo "arcydzieło" przychodziło mi na myśl wielokrotnie, mimo sztucznych czasem dialogów, uporczywych nawiązań do "Odysei" i mało przekonującej miejscami historii miłosnej. To wielka powieść, która jak żadna inna znana mi książka wyjaśnia, czym jest dzisiejsza Francja (a może i cała zachodnia Europa) i, skąd biorą się jej problemy. Mogłaby być pendantem do doskonałego filmu "Ukryte" Michaela Hanekego poruszającego tę samą tematykę.

Francja to powolne umieranie w niedzielę - pisze Jenni. Francja, to blokowisko postawione na cmentarzu. Francja to kolejka do dyżurnej apteki, nocą, kiedy za drzwiami hałasują bandy groźnych wyrostków. Francja to supermarket, w którym zwierzęta i warzywa sprzedaje się w eleganckich plastikowych opakowaniach. Pisarz jest też malarzem, operuje obrazami. Możemy się z nimi nie zgodzić, ale kiedy raz uda się je nam zobaczyć, już się od nich nie uwolnimy.

"L'art francais de la guerre" to powieść w powieści, której akcja toczy się współcześnie i w przeszłości. W części współczesnej bezrobotny lyończyk o lewicowych poglądach uczy się malarstwa od weterana wszystkich ostatnich francuskich wojen - światowej, indochińskiej i w Algierii - i snuje (slamuje, majaczy) refleksje o dzisiejszej Francji ("Je suis un narrateur et je narre" powtarza.) Część historyczna to wspomnienia weterana, opowiadane w trzeciej osobie. Przeszłe wydarzenia pozwalają nam zrozumieć, dlaczego Francja stała się tym niepokojącym miejscem, o którym słyszymy w części powieści, której akcja toczy się współcześnie.

Zestawianie debiutu nieznanego nikomu Alexisa Jenniego z "Jądrem ciemności" może wydać się Wam nieco przesadzone, jest jednak uzasadnione. Jenni tak jak Conrad rozprawia się z kolonializmem; zamiast jednak mówić, że w koloniach dopuszczano się okrutnych czynów - co po "Jądrze ciemności" wszyscy już wiemy - próbuje zrozumieć, co kolonializm zrobił z kolonizatorem. Weteran, Victorien Salagnon, który osobiście walczył we wszystkich punktach zapalnych francuskiego imperium, próbuje zapomnieć o tym, co robił i, co tam zobaczył. Żona Salagnona, Żydówka z Algieru, nie może wybaczyć francuskiej armii za zniszczenia jakich ta dopuściła się w jej rodzinnym mieście. Innego weterana, Marianiego wojny zmieniły w ultra prawicowca-narodowca, twórcę organizacji GAFFE (skrót od Stowarzyszenie Francuzów Dumnych z Tego, że Są Czystej Krwi), w której można (choć nie trzeba) doszukiwać się parodii Fonotu Narodowego. Zbrodnie z Algierii i Indochin ciążą również na pokoleniu zbyt młodym na to, by pamiętać kolonialną Francję, którego przedstawicielem jest pierwszoosobowy narrator powieści. 

Uprzedzam, że osoby uczulone na patos i politykę w literaturze mogą mieć problem z czytaniem powieści Jenniego. Ja kupuję ją właściwie bez zastrzeżeń. Bardzo gorąco polecam.

Alexis Jenni. „L'Art français de la guerre.” Gallimard. 2011.

niedziela, 05 lutego 2012
Alpy. Nadmorskie.

isola 2000

Mam nadzieję, że rozumiecie, dlaczego tak zaskoczyła nas śnieżyca w Antibes i w Sophii Antipolis. Jeśli w którejś części mojego departamentu ma prawo padać śnieg, to tylko w Alpach. Alpach nadmorskich.

isola 2000

Departamenty Francji noszą prozaiczne nazwy. Jeśli jeden z nich nazywa się Aube (świt) to nie dlatego, że pięknie wygląda o świcie, ale dlatego, że przepływa przez niego rzeka Aube. Nazwa Lot et Garonne nie tylko melodyjnie brzmi, ale też oznacza, że przez dany departament przepływają rzeki Lot et Garonne. Hautes Alpes to nic innego jak departament, w którym znajdują się wysokie alpy. Jeśli więc nasz departament nazywa się Alpes Maritimes, to nie jest to żaden chwyt marketingowy tylko prozaiczne odzwierciedlenie rzeczywistości - naprawdę mieszkamy i nad brzegiem ciepłego Morza Śródziemnego, i pod Alpami. Stąd - Alpy Nadmorskie.

isola 2000

Od listopada czekamy, aż w naszych Alpach spadnie śnieg. Kiedy tylko się pojawi (tej zimy czekaliśmy aż do lutego), odkurzamy narty, zwalniamy się z pracy i pędzimy do stacji narciarskiej Isola 2000. Razem z nami pedzą tam narciarze z całej Europy - w Isoli więcej słychać Anglików, Włochów i Niemców niż Francuzów. Francuzów łatwo za to rozpoznać w tej wielokulturowej zamieci, ponieważ zamiast trzymać się szlaku, zjeżdżają zawsze hors piste (poza szlakiem), czyli tam, gdzie można zapaść się w śnieg, wpaść pod lawinę, rozbić się o sosnę lub zderzyć z jeleniem. Wynika to pewnie z ich rewolucyjnej natury. Jeżdżący hors piste Francuzi, zawsze mają kaski - po pierwsze dlatego, że poza szlakiem jest naprawdę niebezpiecznie, po drugie dlatego, ze do kasku można przyczepić kamerę, która filmuje dokonania narciarza poza szlakiem. Taki film umieszcza sie później na facebooku.

Isola 2000

Tymczasem, w Isoli naprawdę nie trzeba zjeżdżać hors piste w poszukiwaniu silnych emocji. Spójrzcie tylko na te zdjęcia. Zrobione na szlaku.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011