Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
niedziela, 27 maja 2012
Szampan, szpilki, złote limuzyny - bienvenue a Cannes!

carlton

Wiele wieczorków promocyjnych odbywa się w nobliwym hotelu Carlton

Rozstawionym wokół promenady La Croisette hotelom wyczyszczono fasady, przyczesano palmy i wystrzyżono trawniki. Czerwony dywan leży nie tylko na festiwalowych schodach, ale i na chodnikach, wejściach do sklepów, podjazdach dla limuzyn - festiwal w Cannes można uznać za rozpoczęty!

cannes

Canneński samochód, canneński piesek

Miasto zmienia się nagle w imprezę w stylu Jaya Gatsby'ego - odświętnie ubrane tłumy pędzą z wieczorku na jachcie na prywatkę na hotelowym tarasie, szampan buzuje w głowach i w kieliszkach, przechodniów oślepia błysk biżuterii i złotych samochodów. Wszyscy wyglądają na ważnych i noszą się jak gwiazdy - czy to nie Jane Fonda robi zdjęcia swoim iPadem w sąsiednim samochodzie?

cannes

Promocja filmu Madagascar 3

Pod niedawno wybielonym i przeszklonym Pałacem Festiwalowym kłębią się ci bez prawa wstępu. Na kartonowych tablicach, które trzymają w rękach czytam "Szukam biletów na Kości i rdzę". Liczą na to, że jakiś zblazowany krytyk nie ma ochoty patrzeć na Marion Cotillard i odstąpi im swoje zaproszenia. Nic z tego!

cannes

Ja też nie wiem, dokąd zmierza ten tłum

Pod hotelem Martinez utworzył się tłum innego rodzaju. Co się dzieje? Diane Kruger wchodzi właśnie do studia Canal+. Nie udaje mi się jej zobaczyć, słyszę za to, że jest "bardzo malutka."

lamborghini

Takie lamborghini nawet w Cannes robi wrażenie

Stan niezdrowej ekscytacji utrzymuje się w Cannes przez cały czas trwania Festiwalu. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, bo oprócz tych, którzy w ciągu dnia oglądają filmy, a w nocy śpią, są tu i tacy, którzy noc spędzają na niekończących się canneńskich imprezach i kładą się w okolicach południa. Festiwalowe hostessy zaczynają dzień o 6 rano, a kończą o 2. To dwadzieścia godzin pracy dziennie! Ci, którzy wierzą, że we Francji pracuje się 35 godzin w tygodniu, powinni przejrzeć na oczy. Choć, czy Cannes w czasie Festiwalu, to jeszcze naprawdę Francja?

Moim zdaniem, podczas festiwalowych dwóch tygodni miasto przenosi się w zupełnie inny wymiar.

cannes

Ma ktoś wejściówki na Kości i rdzę?

W kolejnym poście napiszę kilka słów o filmach, które są w końcu główną przyczyną tego zamieszania. A dziś wieczorem dowiemy się, czy Złotą Palmę otrzyma "Miłość" Michaela Hanekego, czy brawurowe "Holy motors" Leosa Caraxa.

cannes

Halo, czy są tu jakieś gwiazdy?

poniedziałek, 14 maja 2012
Najbardziej romantyczne miejsce w Cannes

róze w Cannes

Esterel widziane z rozarium w Cannes

W związku z wyjątkowo zimną tegoroczną zimą (spadł nawet śnieg) i raczej nieciekawym kwietniem, wszystkie rośliny rozwijają się z pewnym opóźnieniem. Na szczęście słynne canneńskie róże zdążyły zakwitnąć przed Festiwalem. Uff!

cannes

Rozarium w Cannes

Żeby zobaczyć piękne rozarium w Cannes, wjedźcie do miasta od strony Palm Beach i zaparkujcie na samym początku promenady Croisette. Przy rozarium znajduje się również płatny parking.

rozarium w Cannes

Rozarium, w tle weselnicy

Po ogrodzie kręci się sporo zakochanych par, a w soboty wpadniecie tu pewnie na weselników, którzy francuskim zwyczajem robią sobie zdjęcia w jakimś romantycznym miejscu między ślubem a przyjęciem weselnym.

rozarium

Czy istnieje piękniejsze zestawienie niż palmy, morze i róże?

Nie martwcie się, jeśli nie wybieracie się do Cannes w maju, miesiącu róż. Te ostatnie kwitną na Lazurowym od kwietnia do grudnia, więc rozarium zachwyca właściwie przez cały sezon.

rozareium w Cannes

Rozarium to Mekka dla canneńskich zakochanych

W następnym poście pokażę Wam, jak Cannes przygotowuje się do Festiwalu, dziś tylko absolutnie niezbędna informacja - w tym sezonie w mieście nosi się białe koronki i suknie wieczorowe w kolorach żółtym, kobaltowym i fuksji. Nieśmiertelna mała czarna okazała się jednak śmiertelna, bo jest zdecydowanie w odwrocie.

rozarium

Canneńska róża en face

róże z Antibes

Najpiękniejsze róże rosną oczywiście w Antibes - ta na naszym balkonie :)

sobota, 12 maja 2012
Barbara - ładne NRD

Barbara

Barbara, foto : allocine.fr

Czyli NRD może być ładne. Przynajmniej w filmach. Ładni są przecież Barbara, była więźniarka, do dziś prześladowana przez Stasi, i Andre, donosiciel, za to "bez ambicji w tym kierunku." (Jeszcze ładniejszy jest oczywiście kochanek Barbary z Zachodu, który uwodzi ją rajstopami i paczkami zachodnich papierosów.) Ładna jest nawet Stella, nastoletnia uciekinierka z nrdowskiego kołchozu. Ładne warzywa otrzyma Barbara od żony swojego oprawcy. W ładnym NRD świeci słońce i śpiewają ptaki, morze burzy się jak na obrazach Caspara Davida Friedricha, a stojący wśród lasów drewniany krzyż przywodzi na myśl twórczość Goethego, z "Królem Olch" na czele.

Barbara

Barbara i Andre, foto : allocine.fr

"Barbara" Christiana Petzolda nie jest thrillerem jak "Życie na podsłuchu" lub absurdalną komedią jak "Goodbye Lenin". To dramat psychologiczny w starym stylu, w którym NRD jest raczej tłem niż tematem. Tytułowa bohaterka musi wybrać między wolnością - ucieczką do Danii, a odpowiedzialnością - pracą w szpitalu i rodzącym się uczuciem do Andre. Czy jej wybór nie przypomina trochę dylematów dzisiejszych imigrantów? Do ucieczki z NRD nie popychają jej jednak względy ekonomiczne lub chęć poprawienia jakości życia. Barbara jest we wschodnich Niemczech faktycznie prześladowana, Stasi dokonuje nalotów na jej dom, kiedy tylko na chwilę oddali się od miejsca pracy, dokonując przy okazji upokarzających kontroli osobistych. NRD to państwo policyjne, w którym nikomu nie można zaufać. Bo komu może wierzyć Barbara, jeśli nawet wyraźnie zakochany w niej mężczyzna sporządza raporty na jej temat? "Tu nie można być szczęśliwym" powie swojemu kochankowi Barbara, kiedy ten zaproponuje, że jeśli ona nie może uciec do Danii, to on wprowadzi się do niej.

Barbara

Król Olch na rowerze?, foto : allocine.fr

Opresyjność reżimu jest tu raczej zarysowana niż wyłożona na ławę i chyba również dlatego "Barbara" podoba mi się bardziej niż "Życie na podsłuchu." Jest w tym filmie coś jeszcze, co ja akurat znam tylko z opowieści, ale co dla osób wychowanych w PRL na pewno zabrzmi znajomo - sznyt zachodnich rajstop i papierosów, nastolatka z wypiekami na twarzy oglądająca katalog z zachodnich Niemiec, kapitalistyczno-imperialistyczny Interhotel, na który stać tylko przybyszów z Zachodu i ich kochanki.

Barbara

W szpitalnej stołówce, foto : allocine.fr

Nie powiem Wam, oczywiście, co i kogo wybierze Barbara, liczę bowiem na to, że wszyscy zobaczycie ten rewelacyjny film. Dla zachęty dodam, że ponieważ akcja toczy się w szpitalu, nawet miłośnicy seriali medycznych nie będą rozczarowani.

Barbara. Christian Petzold. Niemcy 2012.

sobota, 05 maja 2012
Korsyka - zielona wyspa

Korsyka

Zielona Korsyka

Choć tym mianem określa się na ogół Irlandię, to właśnie Korsyka, w powszechnym mniemaniu raczej skalista i czerwono-pomarańczowa, wydała mi się prawdziwie zieloną wyspą.

menhiry w Filitosa

Menhiry w Filitosa

Podobieństwa z Irlandią nie kończą się zresztą na zieloności - na Korsyce pada sporo deszczu (to najbardziej "mokra" wyspa Morza Śródziemnego), a jej mieszkańcy, podobnie jak Irlandczycy, lubią alkohol (z tym, że w odróżnieniu od Irlandczyków piją nie piwo i whiskey a wino i anyżowy pastis.) Korsykanie, jak Irlandczycy, przez lata bili się o niepodległość, najpierw od genuańczyków, ostatnio od Francuzów, ale najwyraźniej z mniejszym przekonaniem, bo bez sukcesu. Ślady tej walki do dziś widać na wyspie, gdzie na murach widnieją napisy "FLNC" (nazwa separatystycznej organizacji) i różne hasła po korsykańsku, a francuskie nazwy miejscowości są zamazane i/lub podziurawione kulami.

wybrzeze

Jedna z korsykańskich plaż

Swoją zieloność Korsyka zawdzięcza maquis, czyli porastającym jej wzgórza krzaczastym zaroślom, w których schronienie przez stulecia znajdowali korsykańscy terroryści i bandyci. Te dwie postaci - bandyta i terrorysta - to najczęściej przywoływane skojarzenia ze słowem "Korsykanin" (trzecim jest oczywiście Napoleon). Korsykanie uchodzą również za ksenofobów, którzy nie lubią widzieć na swojej wyspie nie-Korsykan. Dlatego zaskoczyło nas odkrycie, że są to ludzie niezwykle otwarci i serdeczni, chętnie wdający się w rozmowy z przybyszami, zwłaszcza te na temat Napoleona lub Korsyki.

Korsyka

Calanques w Campomoro

Nie mogę powiedzieć, że zjechaliśmy Korsykę wzdłuż i wszerz, ponieważ trzymaliśmy się głównie południa wyspy, gdzie znajdują się jej największe atrakcje turystyczne : położone na misternie wyrzeźbionej skale Bonifacio, najpiękniejsza we Francji plaża Palombagia, prehistoryczne menhiry w Filitosa i zakochane w Napoleonie Ajaccio. Mieszkaliśmy w przepięknej domenie Pero Longo, z dala od miast (których nie ma znowu na wyspie tak wiele), gdzie rano budziło nas pianie koguta i ryk osłów, a do naszego pokoju zaglądały koty i psy gospodarzy. Udało nam się uniknąć natłoku turystów - często godzinami jechaliśmy po korsykańskich drogach, spotykając jedynie krowy, owce, biegające po lasach korsykańskie świnie lub blokujące przejazd uparte koty.

trou de la bombe

Trou de la bombe

Położona niedaleko od gwarnego Lazurowego Wybrzeża Korsyka jest tak naturalna i dzika, że trudno mi uwierzyć, że te dwa miejsca znajdują się w tym samym kraju. Jeśli więc, będąc przypadkiem na południu Francji, odkryjecie, że wcale się Wam tam nie podoba, odwiedźcie koniecznie zupełnie nie-francuską, zieloną Korsykę. Nawet nie znając francuskiego, z łatwością dogadacie się z miejscowymi po korsykańsku.

grain de sable

Grain de sable

Korsyka

Popołudniowa drzemka

bonifacio

Bonifacio

Korsyka

Ta tablica z nazwą wioski najwyraźniej nie spodobała się jakiemuś Korsykaninowi

piątek, 27 kwietnia 2012
Domeny

bastide st antoine

Bastide St. Antoine w Grasse

Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale wygląda na to, że słowo domena (domaine) faktycznie występuje w języku polskim, nie tylko w odniesieniu do adresów internetowych. „[D]awna wielka posiadłość ziemska należąca do państwa lub rodzin panujących albo magnackich” mówi o domenie Słownik Języka Polskiego.

grasse

Widok z Bastide 

Słynąca z gajów oliwnych i winnic, w których dojrzewa tutejsze rosé, Prowansja obfituje w domeny. Część z nich nadal zamieszkują pewnie winni i oliwni potentaci, część została zmieniona w hotele, restauracje lub chambres d’hotes. Taki los przypadł w udziale domenie Bastide Saint Antoine, będącej obecnie pięciogwiazdkowym hotelem.

 bastide st. antoine

Przystawka na bazie szparagów...

Bastide, położona praktycznie w centrum Grasse (co pozwala przypuszczać, że kiedyś mieszkali tu perfumiarze), jest teraz zarządzana przez znanego (i przesympatycznego) paryskiego szefa Jacquesa Chibois, który odpowiada za poziom tutejszej kuchni. Je się tam wyśmienicie, ale ponieważ ceny dań idą prawdopodobnie w parze z ich jakością, nie mogę raczej obiecać czytelnikom blogu, że często będę tam wpadała. Z naszej ostatniej wizyty najlepiej pamiętam sos na bazie smardzów (i mówię to jako osoba, która nie przepada za grzybami) – bajka. Bastide produkuje również oliwę z własnych drzewek oliwnych i jest to prawdopodobnie najlepsza oliwa na świecie. Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, by mogła smakować lepiej. Butelkę tamtejszej oliwy hołubimy bardziej niż najlepsze wina i, sposobem Południowców, podlewamy nią przed podaniem prawie każdą potrawę (dla tych, którzy niewiedzą – nawet truskawki i lody można podawać z oliwą.)

 bastide st. antoine

... i deser na bazie truskawek

Inną domeną, którą ostatnio odwiedziliśmy, jest położona w sąsiednim departamencie Var, niedaleko miasta Frejus Clos des Roses. Tu również przyjechaliśmy zwabieni obietnicą dobrego jedzenia – w domenie organizowano niewielkie targi żywności. Wśród winnic i drzew oliwnych piętrzyły się bloki parmezanu i grana padano, kusiły włoskie i korsykańskie wędliny oraz specjały z francuskich Karaibów. Moją uwagę przykuło jednak od razu stoisko czekoladnika Gérarda Courreau, który został właśnie moim ulubionym czekoladnikiem, a który pracuje na co dzień w innej domenie, w miejscowości Roquebrune. Kupiliśmy od niego czekoladki w kształcie główek róż nadziewane rumem z rodzynkami (och) i kostki nugatu zatopione w pomarańczowej czekoladzie (och, och). Roquebrune nie jest daleko, więc na pewno raz na jakiś czas będziemy tam zaglądać.

 oliwki

To z tych oliwek powstaje cudowna oliwa

Tymczasem, nasza udana przygoda z domenami wcale się nie kończy – jutro wyjeżdżamy na Korsykę, gdzie będziemy mieszkać… w słynącej ze swoich winnic domenie.

clos des roses

Domena Clos des Roses

***

Przepraszam czytelników, którzy odnoszą wrażenie, że na blogu niewiele się ostatnio dzieje. Niedawno awansowałam i, choć oczywiście bardzo się cieszę, będę mieć prawdopodobnie jeszcze mniej czasu na blogowanie. Liczę na Waszą wyrozumiałość.

czekoladowe owoce morza

Czekoladowe owoce morza mistrza Courreau

sobota, 21 kwietnia 2012
Trzej kumple – Omar Sy, Nicolas Anelka, Jamel Debbouze

omar sy, jamel debbouze, nicolas anelka

Trzej kumple - od lewej : Omar, Jamel, Nicolas - na spacerze w Londynie, źródło zdjęcia 

Popularny (od niedawna również w Polsce) aktor Omar Sy, znany piłkarz Nicolas Anelka, jeden z największych francuskich komików Jamel Debbouze. Czy to możliwe, że naprawdę znają się z podwórka? A jednak.

Trapiści na start

W latach siedemdziesiątych ich rodziny przyjechały do kontynentalnej Francji z – odpowiednio – Senegalu, Martyniki i Maroka i osiadły w robotniczej podparyskiej miejscowości Trappes. Omar, Nicolas i Jamel chodzili tam razem do szkoły, a po lekcjach wygłupiali się i grali w piłkę. Dziś wszyscy trzej należą do najbardziej znanych i lubianych Francuzów.

Początki nie były łatwe. Ich rodzinom przydzielono mieszkania socjalne, co świadczy o tym, że nie należały do szczególnie zamożnych. Mamy Omara i Jamela pracowały jako sprzątaczki i do dziś słabo znają francuski. Do tego, Omar mówił (i nadal mówi) z wyraźnym afrykańskim akcentem, który budził nieodmiennie wesołość jego kolegów z klasy, kiedy odpowiadał przy tablicy, a Jamel stracił w wypadku czucie w prawej ręce (jeśli spróbujecie obejrzeć któryś z jego występów, zobaczycie, że przez cały czas trzyma jedną rękę w kieszeni.)

trappes

Starówka w Trappes, źródło zdjęcia 

Kierunek sukces

Na szczęście, wszyscy trzej byli piekielnie zdolni, a Francja, w której mieszkali, pozwalała rozwijać się wszystkim talentom, nawet tym najmniej uprzywilejowanym. Jamel zapisał się w szkole na kursy teatralne i szybko zaczął wygrywać szkolne i międzyszkolne konkursy dla komików. Nicolas dał się zauważyć jako nieprzeciętnie uzdolniony piłkarz, który z łatwością dryblował znacznie starszych kolegów. Kumple wyciągnęli rękę do Omara, który do tej pory zostawał w tyle. Kiedy Jamel zaczął prowadzić własny program w lokalnym radiu, zaprosił do jednej z audycji znanego już piłkarza Nicolasa Anelkę i… nieznaną „gwiazdę piłkarską” z Senegalu, Omara Sy. Słuchacze audycji, a nawet szefowie radia, nie od razu zorientowali się, że z dwóch piłkarzy tylko jeden jest prawdziwy. Potem Jamel podpisał umowę z Canal+ i w swoim programie Jamel Comedy Club nadal promował młodego komika Omara Sy. Z tak dobrym skutkiem, że ten ostatni również podpisał umowę z Canal+ i zaczął – razem z innym kumplem, Fredem Testot – prowadzić własny program „SAV des emissions” (Obsługa klienta programów telewizyjnych, ostrzegam, że granica dobrego smaku dość często jest tu przekraczana). Dzięki Canal+ nagrali również z Fredem piosenkę wspierającą francuską drużynę piłkarską podczas mistrzostw świata w RPA.

Omar Sy odbiera Cezara dla najlepszego aktora za rolę w filmie "Nietykalni"

Nóż w plecy i „Afrykanie śmierdzą”

Dziś wszyscy trzej – Omar, Nicolas, Jamel – to niewątpliwe gwiazdy, nie tylko we Francji. Stali się milionerami (dom Anelki w Londynie wcale nie ustępuje temu, który możemy podziwiać w filmie „Nietykalni”), ale czy są we Francji szczęśliwi? Reportaż „L'entree des trappistes”, z którego zaczerpęłam przytaczane tu informacje, nie udziela jasnej odpowiedzi na to pytanie. Anelka jest rozgoryczony kampanią nienawiści, którą francuskie media toczyły przeciwko jego osobie podczas ostatniego mundialu. Uważa, że wbito mu nóż w plecy. Debbouze i Sy widzą to inaczej. Mówią, że sytuacja imigrantów się poprawia i, że nie odczuwają dyskryminacji. „Je kiffe la France” (lecę na Francję, Francja mnie kręci, czy nawet – kocham Francję) wyznaje Jamel. Biała żona Omara Sy wtrąca „Ale jeszcze dzisiaj naszemu synowi kolega powiedział w szkole, że jego tata jest Afrykaninem, a Afrykanie śmierdzą!” „Ale przecież do prawda! Afrykanie śmierdzą!” śmieje się Omar Sy. Pokazuje to jednak, że sporo jest jeszcze do zrobienia.

I jeszcze jedno – patrząc na mieszkania socjalne, które przydzielono rodzinom trzech przyjaciół - niewielkie domki z ogródkami - trudno nie zadać sobie pytania, czy ich dzisiejszym odpowiednikom dorastającym w przerażających, bezdusznych blokowiskach, choćby nawet równie zdolnym, też może się poszczęścić.

 

Źródło informacji : film L'entrée des Trappistes, reż. Mélissa Theuriau (prywatnie partnerka Jamala Debbouze), produkcja Canal+

sobota, 14 kwietnia 2012
Nicea - spacer po linie

cimiez

Spacerowicza na linie naprawdę udało się nam zobaczyć w pięknym parku jeszcze piękniejszej dzielnicy Cimiez. Spacer po linie to jednak również dobra metafora aktywności każdego pewnie mera Nicei. 

 cimiez

W mieście zamieszkanym głównie przez obcokrajowców - tych bardzo zamożnyh skupionych wokół Promenady Anglików i tych najuboższych w dzielnicach l'Ariane i Le Moulin - największym wyzwaniem dla każdej lokalnej władzy jest przyciągnięcie do niego młodych kreatywnych. Ci póki co wolą mieszkać w pobliskim Antibes lub na wzgórzach Sophii Antipolis. W Nicei i jej najbliższych okolicach nie ma wielu przedsiębiorstw, młodzi pracują albo w turystyce, albo wcale. Nawet tutejszy uniwersytet jest słabiej notowany niż prywatna szkoła Skema znajdująca się w malutkim Valbonne.

cimiez

Miejscem, w którym spotykają się wszyscy nicejczycy - ubodzy imigranci, zamożni emeryci i nieliczni studenci - i wszystkie Nicee - starożytnych Rzymian, rezydencji w stylu fin de siecle i modnych knajpek - jest magiczny park w dzielnicy Cimiez. W cieniu rzymskich ruin piknikują afrykańskie rodziny, seniorom z wypielęgnowymi pieskami w drogę wchodzą rozkrzyczane dzieci. Spacer na linie jest tutaj możliwy.

cimiez

cimiez

cimiez

czwartek, 05 kwietnia 2012
Outdoor dźwignią handlu

Tak przynajmniej zdają się uważać w Warszawie ;)

warszawa

 

warszawa

warszawa

warszawa

sobota, 31 marca 2012
Z Marią w Alpach Nadmorskich

gaj oliwny

Pewnie mało który region Francji grał główną rolę w tylu filmach i powieściach co departament Alpy Nadmorskie. Pojawia się nie tylko w dziełach francuskich twórców - jest również jednym z bohaterów powieści Marii Kuncewiczowej "Gaj oliwny."

W "Gaju oliwnym" wymienione zostały wszystkie chyba najbardziej znane miejscowości departamentu - Nicea, Cannes, Grasse, St. Paul - i jego turystyczne atrakcje - tytułowe gaje oliwne, lawendowe i jaśminowe pola, kamienne prowansalskie wioski, plaże, promenada Anglików i kaplica Matisse'a. Mimo to, z trudem rozpoznawałam "moje" Alpy Nadmorskie na kartach książki. Kuncewiczowa przedstawia region już turystyczny, ale jeszcze dziki, dziewiczą, nie zawsze łaskawą przyrodę i przede wszystkim - ewidentnie wrogich tubylców.

le loup

W tym nieprzyjaznym otoczeniu pojawia się trójka głównych bohaterów - David i Agnes Monroe oraz ich niezwykła córeczka, Pat. Wrzucenie grupy Anglików na mocno zarysowane, prowansalskie tło pozwoliło Kuncewiczowej na ciekawe obserwacje klasowości angielskiego społeczeństwa, dobrze jej przecież znanego. David pochodzi z arystokratycznej rodziny, jako młodszy (i nieszczególnie lubiany chyba przez swoich rodziców) syn nie odziedziczył jednak ani tytułu szlacheckiego, ani rodzinnej posiadłości. Mimo swojego pochodzenia -  a może właśnie przez nie - nie znosi arystokracji i wyznaje bardzo lewicowe poglądy. Agnes to córka służącej, urodziła się więc prawie na samym dole społecznej drabiny, fascynuje ją jednak arystokracja i skrycie wielbi rodzinną posiadłość rodziny Monroe, zwłaszcza jej ogrody. Miłość Agnes do natury sprawi, że od razu zachwyci się Prowansją, jej roślinnością, kolorami, a nawet powietrzem. Co innego David - tego zdają się interesować we Francji tylko wspomnienia z młodości - odrzucenie przez rodziców, kombatancka przeszłość, dawne przyjaźni i własny młodzieńczy idealizm.

Le Rouret

Najciekawszą postacią jest chyba córeczka Monroe'ów, Pat. Niezwykle poważna, ciekawska i łatwo ulegająca wpływom, szybko ulegnie fascynacji surowym trybem życia Prowansalczyków i ich religijnością. Jako jedyna spośród grupy mieszkających we Francji Anglików zostanie również zaakceptowana przez choćby jednego Francuza. Obecność Pat wprowadza sporo humoru do powieści, w której dominuje jednak melancholia i niepokój - zestawienie twardych wieśniaków i delikatnych londyńczyków nawet w tak pięknych okolicznościach przyrody po prostu nie może skończyć się dobrze.

lawendowe pole

Nie wiem, czy chciałabym znaleźć się w oliwnym gaju Kuncewiczowej, ale cieszę się, że mogłam zobaczyć Alpy Nadmorskie jej oczami i oczywiście, że dzięki Lirael miałam okazję poznać prozę tej autorki. 

Maria Kuncewiczowa. „Gaj Oliwny.” Evangelische Verlagsanstalt Berlin. 1978

poniedziałek, 26 marca 2012
Koniec świata w Wersalu

les adieux a la reine

Królowa i jej kochanka, foto: allocine.fr

Diane Kruger jako Maria Antonina? Nie do końca wyobrażałam sobie tę aktorkę w roli niepopularnej (delikatnie mówiąc) królowej. A jednak. Sfrancuziała Niemka (podobna w tym żonie Ludwika XVI, która była przecież Austriaczką) będzie dla mnie pewnie teraz jedyną Marią Antoniną. Kapryśna, okrutna, charyzmatyczna i dumna, ze sceny na scenę zmienia się z rozpuszczonej dziewczynki w królową pszczół, zmęczonego lwa, straszącą po Wersalu białą damę.

les adieux a la reine

Skromna dama dworu, foto: allocine.fr

W swoim filmie "Adieux a la reine" Benoît Jacquot pokazuje nam Marię Antoninę zakochaną - w słynącej z urody diuszessie Gabrielle de Polignac. Ta, oportunistka, zapomni o miłości królowej, kiedy tylko rozzuchwalony zdobyciem Bastylii lud zażąda jej głowy. Na szczęście u boku Marii Antoniny jest jeszcze jedna kobieta - zakochana w niej Sidonie (śliczna Léa Seydoux o twarzy naburmuszonego dziecka), która, żeby sprawić przyjemność monarchini, zgodzi się na wszystko.

les adieux a la reine

Druga strona Wersalu - świat służby (pełen szczurów i pcheł), foto: allocine.fr

Choć perypetie miłosne trzech pięknych kobiet (na chwilę pojawi sie również atrakcyjny pan) w fantastycznych sukniach ogląda się z niekłamaną przyjemnością, mnie najbardziej spodobał się w tym filmie obraz Wersalu na chwilę przed, jakby nie było, zagładą. Ktoś rzuca hasło, że króla obudzono w nocy, rzecz w Wersalu niebywała. Sama ta informacja może wzbudzić panikę wśród służących. Im kto wyżej postawiony w dworskiej hierarchii, tym więcej wie na temat tragicznych wydarzeń w Paryżu, w osiemnastym wieku bardzo przecież od Wersalu odległym. Sidonie - stosunkowo uboga dama dworu - biega od markiza do księżnej, od księcia do diuszessy, by zebrać informacje i przekazać je innym. Kiedy ktoś szepcze jej na ucho "Lud zdobył Bastylię", zapominamy nagle o kostiumach i złotych żyrandolach i czujemy się, jakby ten dramat wydarzył się wczoraj, w dowolnym europejskim mieście. Na naszych oczach Wersal pogrąża się w chaosie. Któryś markiz straci przytomność na widok swojego nazwiska na liście głów do ścięcia, któraś księżna odbierze sobie życie, archiwista zaśnie pijany pod sypialnią samego króla, służba ucieka, kradnie i spółkuje, przekonana, że w takich okolicznościach wszystko ujdzie jej na sucho. Jeszcze nigdy nadęty, złocony Wersal nie wydał mi się tak bliski i tak prawdziwy.

les adieux a la reine

Król i królowa, foto: allocine.fr

Producent filmu porównuje zdobycie Bastylii z atakami terrorystycznymi z 11 września i chyba ma rację. Jeśli chcecie więc zobaczyć niesztampowy, nieepatujący kiczem i dosłownością film o 9/11, zapraszam Was do kin na pożegnananie z Marią Antoniną.

Les Adieux à la reine. Benoît Jacquot. Francja 2011.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011