Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
niedziela, 21 października 2012
Pokaz dyni w Chateauneuf

chateauneuf

Wioska Chateauneuf

Lazurowe wybrzeże może i brzmi bardzo światowo, nie da się jednak ukryć, że mieszkamy na prowincji. Ma to swoje wady (brak teatrów z prawdziwego zdarzenia, tylko jedno porządne kino w najbliższej okolicy), ma też jednak zalety. Do tych ostatnich należy obfitość różnych lokalnych festiwali, świąt, fet i wydarzeń organizowanych w każdej wiosce i w każdym miasteczku naszego departamentu.

dynie

Dynie-rekordzistki

Świętowaliśmy już mimozę, lawendę, pszenicę, cytrusy, wino i prawdopodobnie jeszcze kilka innych lokalnych produktów, których chwilowo nie mogę sobie przypomnieć. Dlatego nie zdziwiły nas wcale ulotki i plakaty informujące o organizowanym w malutkiej miejscowości Chateauneuf w pobliżu Grasse święcie dyni.

festiwal dyni

Bardziej klasyczne odmiany

Chateuneuf świętowało w tym roku dynię już po raz dziewiąty i imprezie udało się zgromadzić naprawdę sporą publiczność. Chętni, oprócz dorodnych dyni, mogli nabyć tu : zupę z dyni, tapenadę z dynią, dyniowe ciastka, naleśniki lub inspirowane dyniami dekoracje wnętrz. Liczne dzieci asystowały w wycinaniu dyni na Halloween (na szczęście nikt nie dawał im do rąk ostrych i ciężkich noży, bez użycia których wycinanie dyni jest niestety niemożliwe) i bawiły się pod opieką przebranych za dynie dorosłych.

dynie

Dzieci lubią dynie, dynie lubią dzieci

Ostatnio widziałam tle koloru pomarańczowego w jednym miejscu podczas Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie i obawiam się, że będę dziś śnić, jeśli nie o dyniach, to przynajmniej na pomarańczowo. Niezależnie od tego, dyniowa impreza ma sporo wdzięku i na pewno wybierzemy się na nią w przyszłym roku.

dynie

Jedna z tych dyni trafiła pod naszą strzechę

W wykorzystaniu kupionej przez nas pięknej sześciokilowej (!) dyni na pewno pomogą mi przepisy największej znawczyni dyni w polskiej blogosferze, czyli Bei.

dynie

Dyniowe dekoracje wnętrz



festiwal dyni w chateauneuf

Kto kupi dynię w kształcie saksofonu?

dynie

Osoba, która zgadła, ile waży jej dynia, otrzymała tę dyniową instalację

dynie

Tato, pozwól mi bawić się dynią - mówi pewnie ten chłopiec

niedziela, 14 października 2012
Podróż do mistrza czekoladnika

chocolaterie a roquebrune

Chocolaterie mistrza czekoladnika Gérarda Courreau

Stali zaglądacze na blog wiedzą, że nie waham się udać w długą podróż (np. do Peru lub Chin), jeśli na miejscu czeka na mnie dobre jedzenie. Dlatego nie zdziwią się pewnie, że do Roquebrune sur Argens w sąsiadującym z naszym departamencie Var udaliśmy się tylko dlatego, że mieszka tam mistrz czekoladnik Gérard Courreau.

roquebrune

Górująca nad Roquebrune czerwona skała

Przy okazji odkryliśmy Roquebrune, miejscowość, która powinna zainteresować nie tylko miłośników czekolady. Wykuta w kamieniu wioska, położona wśród niezwykle malowniczych winnic i jezior i u stóp jeszcze bardziej malowniczej czerwonej skały, może pochwalić się zabytkami z XII i XIII wieku. Roquebrune wygląda, jakby przez ostatnich 700 lat nie wybudowano tu nic nowego, przy czym nie sprawia wcale wrażenia skansenu - życie toczy tu się normalnie, niezależnie od turystów. Mieszkańcy Roquebrune obdzielają się nawzajem zebranymi tego ranka grzybami, używają iPhone'ów i jeżdżą BMW. Fakt, że otaczające ich kamienice pamiętają Filipa IV nie wydaje się spędzać im snu z powiek.

roquebrune

Brama z XII wieku

Najznamienitszy mieszkaniec Roquebrune, mistrz czekoladnik Gérard Courreau, otworzył swoje atelier w centrum wioski, pod rozłożystym drzewem, na którym powieszono tabliczkę : "Drzewo, które zasłania chocolaterie." W niewielkim sklepiku z dziełami mistrza znajdziemy kilka eksponatów, które raczej nie są na sprzedaż np. metrową wieżę Eiffla i abstrakcyjną rzeźbę podobnej wielkości - obie wykonane z czekolady. Zaopatrzyć możemy się za to w "skały z Roquebrune" - kawałki miękkiego nugatu w różnych czekoladach - moje ulubione francuskie łakocie, czyli mendiants - dyski z twardej czekolady wysadzane migdałami, pistacjami i rodzynkami - i autorskie pralinki mistrza. Wśród tych ostatnich znajdziemy takie połączenia, jak biała czekolada i bazylia lub róża i rum.

 roquebrune

Taka kamienna fontanna znajduje się w każdej prowansalskiej wiosce

Gérard Courreau to nie tylko czekoladnik lecz również fan czekolady (doskonale go rozumiem.) Żeby dać ujście swojej pasji, stworzył w Roquebrune muzeum czekolady, mieszczące się w dawnej kaplicy (czy to profanacja, czy też czekoladzie należy się miejsce na ołtarzach? Aztekowie uważali ją przecież za pokarm bogów...) Znajdziemy tu setki czekoladobiliów zgromadzonych przez mistrza - pudełka po czekoladkach i dołączane do nich gadżety, reklamy czekolad i kakao, a nawet kompletne wnętrza dziewiętnastowiecznego sklepu z czekoladą i pijalni czekolady.

roquebrune

Czekoladowa wieża Eiffla

Muzeum eksponuje również historię czekolady, nie ukrywając na szczęście, że, podobnie jak w przypadku cukru, jest to historia wyzysku, a na plantacjach kakaowców pracowali w koszmarnych warunkach czarni niewolnicy. O czym przypomina kontrowersyjne logo jednej z najbardziej znanych marek czekolady i kakao we Francji - Banania.

roquebrune

Najsłynniejsze czekoladki mistrza Courreau - skały z Roquebrune

Jako dziecko uwielbiałam spisaną przez Roalda Dahla historię magicznej fabryki czekolady Willie Wonki. Teraz myśl o fabrykach czekolady i fabrycznej czekoladzie nie budzi we mnie pozytywnych emocji. Zamiast równych tabliczek zjeżdżających z taśmy produkcyjnej wolę skromne atelier w kamiennej średniowiecznej wiosce, schowane za "drzewem, które zasłania chocolaterie" i nieregularne, ręcznie robione trufle mistrza Courreau.

roquebrune

Fragment ekspozycji w muzeum czekolady - czajniczek w kształcie herbatników Petit Beurre

roquebrune

Fragment ekspozycji - pijalnia czekolady

roquebrune

Fragment ekspozycji - pudełka czekoladek z Tintinem

roquebrune

Gadżety związane z marką Banania

Roquebrune - im bardziej zaniedbane obejście, tym bujniej rosną w nim kwiaty

roquebrune

roquebrune

Mieszkańców Roquebrune nie przytłacza wiek tutejszych kamienic

roquebrune

Kwiaty Roquebrune

kwiaty roquebrune

wtorek, 25 września 2012
Jeśli dziś wrzesień, to kupujemy wino

bandol

Mieszkanie we Francji uczy sezonowości i szacunku dla czasu. Nawet w tak mało poddającym się sezonowym zmianom pogody rejonie jak Lazurowe Wybrzeże szybko przejmujemy francuski rytm życia i z pokorą akceptujemy, że :

- w lutym robi się naleśniki

- latem pije się rosé

- w styczniu je się ciasto trzech króli (z upominkiem w środku)

- jesienią kupuje się książki i wino

bandol wino

O książkach na pewno jeszcze napiszę (kiedy tylko sama wybiorę się na zakupy), dziś będzie o winach. We wrześniu francuskie supermarkety organizują "targi win" - oprócz tradycyjnych butelek i "kostek" zawierających 3-5 litrów wina, można w nich również kupić sześciobutelkowe skrzynki. Sklepy publikują ściągi dla klientów ze wszystkimi informacjami na temat tegorocznych nowości, żeby umożliwić im wybór najlepszej dla nich butelki z danego rocznika.

bandol

Zestaw dla boulisty

My, zamiast w supermarkecie, kupiliśmy nasze wino w spółdzielni La Cadierenne. Winiarze z okolic La Cadière , produkujący zarówno średnie wina (apelacja vin de pays), jak i prawdziwych winiarskich celebrytów (apelacja AOC Bandol) sprzedają swoje dzieła w niepozornej hali, po bardzo przystępnych cenach. Kupimy tu nie tylko butelki, kostki i skrzynki, ale też wino "luzem." Z tej ostatniej opcji korzystają mieszkańcy z okolic La Cadière, którzy przyjeżdżają do spółdzielni z bańkami podobnymi do pojemników na benzynę i napełniają je winem za pomocą szlaucha.

bandol

Musujące różowe wino z La Cardierenne 

Wszystko to jest może mało glamour, ale kiedy tylko doskonałe wino z La Cadierenne znajdzie się w naszym kieliszku, zapomnimy o szlauchach i spółdzielnianej hali. Przypomni nam się raczej widok na zatokę Bandol, dźwięk mistralu i niekończące się winnice.

bandol

Nasz koszyk

bandol

Widok na winnice La Cadierenne 

środa, 12 września 2012
Nad Tarnem i Garonną - kanikuła

albi

Widok na Tarn i Albi

Najważniejszym wydarzeniem medialnym francuskiego lata jest co roku kanikuła. Od kiedy w 2003 roku rekordowe upały przyczyniły się do śmierci rekordowej liczby starszych osób, nie tylko organizuje się tu Dzień Solidarności (kiedy pracujemy za darmo, a zebrane dzięki temu zbiorowemu wyrzeczeniu kwoty przeznacza się na pomoc ofiarom upałów), ale też przestrzega i straszy na każdym kroku, gdy tylko temperatura wynosi więcej niż 35 stopni. Tak jak pierwsze opady śniegu, tak letnie upały co roku przyjmuje się z zaskoczeniem i, tak jak o zimowych mrozach, informuje się o nich z powagą, na jaką w normalnych warunkach mogłoby liczyć tylko autentyczne zagrożenie terrorystyczne.

tuluza

Tuluzanie piknikujący nad Garonną

My natomiast, nie bacząc na ogólnonarodowe zagrożenie, co roku podczas kanikuły znajdujemy się tam, gdzie nie powinniśmy. W średniowiecznym mieście, wśród rozgrzanych cegieł i kamieni, pod bezlitośnie bezchmurnym niebem, bez nadziei na cień. Na przykład nad Tarnem i Garonną. W Albi i w Tuluzie.

albi

Ogród francuski przy katedrze świętej Cecylii

tuluza

Ciasne uliczki Tuluzy

tuluza

Gargulce w muzeum Augustynów w Tuluzie

tuluza

Uliczki Albi

albi

Wejście do katedry świętej Cecylii

tuluza

Wystawa w sklepie dla baletnic w Tuluzie - i moje nogi

tuluza

Na termometrze 41 stopni - wygląda na to, że mamy do czynienia z kanikułą

poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Do Paryża na plażę

paris plage

Paryskie plaże

Jak wszystkim wiadomo, plaże Lazurowego Wybrzeża są latem upalne, zatłoczone i po prostu nieznośne. Dlatego też, na plażę wybraliśmy się do Paryża.

paris plage

Rodzice mogą bez wyrzutów sumienia podrzucić pociechy na tym placu zabaw.

paris plage

Zimny prysznic pozwala przetrwać upał w mieście

paris plage

Amatorska orkiestra gra walca...

paris plage

... a amatorzy tańca tylko na to czekali.

paris plage

Zakochani z sobie tylko znanych powodów obciążają most Pont des Arts kłódkami.

paris plage

Paryskie plaże od Lazurowych różni rozciągający się z nich widok 

niedziela, 01 lipca 2012
Dolce weekend

wenecja

Zamawiając espresso, otrzymujemy tu kilka kropli gęstej czarnej cieczy na dnie filiżanki, prosząc o stek - porcję mięsa dla trzech osób. Na ulicach mijamy niemal wyłącznie pięknych pięknie ubranych ludzi, a patrząc w górę, widzimy najbardziej niebieskie niebo na świecie. W najbardziej niepozornym kościółku trafiamy na dzieła Veronese, Mantegni, Giotta. Wielu z Was domyśliło się już pewnie, że mowa o Włoszech.

wenecja

Ubiegły weekend spędziłam w słonecznej Italii, w regionie Veneto (Wenecji Euganejskiej). Zgubiliśmy się wśród mostów Wenecji, zachwyciliśmy freskami Giotta w Padwie, odkryliśmy groźnie wyglądające zamczysko w niewielkiej Soave. Po raz kolejny zdziwiliśmy się, jak wiele jest we Włoszech do zobaczenia - w każdym regionie, w każdym chyba mieście.

wenecja

W Wenecji zachwycił nas gigantyczny gotycki kościół Dei Frari, w którym obok bezcennych obrazów włoskich mistrzów zobaczyliśmy misternie wyrzeźbiony drewniany chór z XV wieku. Oprócz nas w kościele nie było prawie nikogo, a zwiedzanie uprzyjemniała para muzyków grających na organach i na skrzypcach. W porównaniu z niezwykłym spokojem panującym w tej bazylice, wypełniony turystami słynny kościół św. Marka przypominał zgiełkliwy jarmark. Niezależnie od niezwkłej urody swoich mozaiek.

wenecja

Wenecja zaskoczyła mnie swoją elegancją. Spodziewałam się jeszcze jednej hiperturystycznej miejscowości, w której sklepikach kupić można jedynie plastikowe miecze i stringi z flagą Włoch. Tymczasem w witrynach weneckich butików znajdują się naprawdę piękne rzeczy - ceramiki, szklana biżuteria, torebki i buty małych lokalnych wytwórców dzielnie bronią honoru włoskiego designu.

padwa

Kiedy tylko po włosku niebieskie niebo nad Wenecją zaczęło się chmurzyć, uciekliśmy do Padwy, miasta którego aktywność wydaje się kręcić wokół dwóch osób - Giotta i świętego Antoniego. Ten pierwszy stworzył niesamowite freski w tutejszej kaplicy Scrovegni, ten drugi zerka na nas z niezliczonych gadżetów sprzedawanych wokół poświęconej mu pięknej bazyliki. Padwa to miasto studenckie, dużo tu młodych ludzi, barów, kawiarni i knajpek. Życie miasta koncentruje się w okolicach przypominającego krakowskie sukiennice Palazzo della Ragione. 

padwa

Niezwykły upał sprzyjał zwiedzaniu chłodnych kościołów, ale zajrzeliśmy również do pięknego ogrodu botanicznego, którego ozdobę stanowią pełne nenufarów stawy. Powstały w XVI wieku ogród należy do padewskiego uniwersytetu, nie jest więc wykluczone, że wśród jego nenufarów, kaktusów i agaw przechadzał się kiedyś sam Galileusz.

padwa kawa

Cieszę się, że nie mieszkam we Włoszech, z ich machismo (90% włoskich mężczyzn nigdy nie uruchomiłio piekarnika!), Berlusconim i ogłupiającą telewizją, ale cieszę się również, że nie mam do włoskiej granicy daleko i, że wypad na dolce weekend jest zawsze możliwy.

padwa orto botanico

środa, 27 czerwca 2012
Czy to Kraków?

Już wkrótce dowiecie się, gdzie znajdują się takie sukiennice.

sukiennice

20:48, katasia_k , Europa
Link Komentarze (6) »
wtorek, 19 czerwca 2012
Wysportowany jak Francuz

francuscy sprtowcy

Francuscy sportowcy : pływak Camille Lacourt, tenisista Jo Wilfried Tsonga, piłkarz Yoann Gourcuff, koszykarz Tony Parker

Sądząc po mojej ścianie na facebooku w Polsce w ostatnich tygodniach wszystko kręci się wokół sportu. Może to dobra okazja, żeby wspomnieć o tym, jak wysportowaną nacją są Francuzi.

Pucołowaty Francuz z wąsem, beretem i bagietką odchodzi do lamusa. Francuz dzisiejszy, zamiast zaczynać dzień od croissanta i kawy przy kawiarnianym stoliku, chwilę po przebudzeniu idzie biegać, pływać lub grać w tenisa. Dzieje się tak przynajmniej w moim regionie.

sophia antipolis

Korty tenisowe w Sophii Antipolis

Nigdy wcześniej nie znałam tylu wysportowanych osób. Kolega z pracy od wielu lat uprawia boks, koleżanka do niedawna zawodowo tańczyła i codziennie biega lub pływa w morzu z płetwami na stopach, by nie stracić kondycji. Inny kolega przygotowuje się intensywnie do triatlonu. Moi pracowi znajomi, choć nieprzeciętnie wysportowani, nie mogą jednak równać się z zespołem mojego męża. Kiedy na wybrzeżu po raz pierwszy zorganizowano maraton Nicea - Cannes, jego firma wystawiła dwudziesto-pięcio osobowy zespół. Regularnie biorą udział w korporacyjnych turniejach golfa i tenisa.

Sophia Antipolis

Bieżnia w Sophii Antipolis

Jeśli bowiem Francuz - przynajmniej ten z Południa - jest wysportowany, to dlatego, że ma do tego dogodne warunki. W największym centrum nowych technologii w Europie, Sophii Antipolis, uprawianie sportu jest łatwiejsze niż wyjście na piwo. Z mojego biura mogę pieszo przejść do centrum CIV, gdzie znajdują się park, korty tenisowe, teren do siatkówki i bieżnia. Z zasobów CIV, oprócz pracowników z sąsiadujących z nim biur, korzystają dzieci z mieszkań socjalnych, w które obfituje ta część Sophii. 

sophia antipolis

Tereny do biegania nad jeziorkiem Fontmerle

Jeśli wsiądę w samochód, po piętnastu minutach znajdę się nad jeziorkiem Fontmerle, wokół którego również wytyczono bieżnię. Wieczorami biega tam i spaceruje mnóstwo osób. Jeśli (co rzadkie) tego dnia pada akurat deszcz, również mogę wybrać się na sport, ponieważ w Sophii znajdują się siłownia i basen. W planach jest budowa w technopolii basenu olimpijskiego.

sophia antipolis

Jeziorko Fontmerle

Nie wspominam nawet o kliku (chyba pięciu?) polach golfowych, bo nie jestem do końca przekonana, czy golf można zaliczyć do sportów. W każdym razie, również uprawiający tę hm... aktywność nie będą w Sophii Antipolis rozczarowani.

Przy tej obfitości sportowych udogodnień trudno się dziwić, że uzależnieni od wina i serów Francuzi pozostają najszczuplejszą nacją w Europie.

***

Update : nad naszym  jeziorkiem od wczoraj znajduje się miasteczko des gens du voyage czyli Romów.

fontmerle gens du voyage

niedziela, 10 czerwca 2012
Figatelli, canistrelli i brocciu, czyli korsykańskie specjały

korsyka

Jedna z korsykańskich plaż

Wychowani na francuskich i włoskich wpływach Korsykanie znają i art de vivre, i dolce vita. Cenią piękny pejzaż, którego nie pozwalają zakłócać koncernom hotelowym, harmonijną architekturę, nieskalaną przyrodę, dobre jedzenie i wino. Zamiłowanie do kuchni w ciekawy sposób łączy się z korsykańskim nacjonalizmem : Korsykanie jedzą przede wszystkim korsykańskie dania i korsykańskie produkty. Tych ostatnich jest na szczęście bez liku - na Korsyce rosną zarówno śliwki lub figi, jak i kiwi i cytrusy.

korsyka

Szynki, coppy i lonzu w butiku Tempi fa w Propriano

Dumą Korsyki jest jej charcuterie, słowo, które po polsku tłumaczy się jako "wędliny." Proszę jednak zapomnieć o produktach, które jako wędliny sprzedaje się w Polsce, o bladych szynkach, bezwonnych kiełbasach i suchych salami. Na Korsyce (i we Francji ogólnie) wędliny pachną wszystkim od orzechów laskowych po starą skarpetę i smakuje się je jak wina i sery.

korsyka

Figa dojrzewa w korsykańskim słońcu

Tajemnicą sukcesu korsykańskich wędlin są korsykańskie świnki, półdzikie zwierzęta, czarne lub łaciate, które pasą się w lasach i żywią żołędziami. Im właśnie zawdzięczamy królową korsykańskiej charcuterie, ciemnoczerwoną szynkę prisuttu, którą od szynek włoskich lub hiszpańskich odróżnia orzechowy posmak i dodatek wonnych korsykańskich ziół. Jeśli królową korsykańskich wędlin jest prisuttu, królem musi być figatellu, cienka kiełbaska z dodatkiem podrobów. Na wzmiankę z pewnością zasługują również lonzu i korsykańska coppa, których smak także wzbogaca dodatek ziół. Co ważne, prisuttu, coppa i lonzu od niedawna mogą się pochwalić znaczkiem AOC (Appellation Origine Controlée), co oznacza, że kupując jeden z tych produktów możecie być pewni jego wysokiej jakości. Stąd też niestety ich dość wysokie ceny - kilogram korsykańskiej szynki kosztuje 50 euro, jeśli więc chcecie przywieźć z Korski całą szynkę musicie liczyć się z wydatkiem rzędu 800 złotych. Przez chwilę  rozważaliśmy porwanie jednej z korsykańskich świnek i zażądanie za nią znacznego okupu.

korsyka

Talerz charcuterie w rodzinnej restauracyjce La Terasse w Zonzy

Wśród korsykańskich wzgórz oprócz czarnych świnek pasą się również owce, kozy i krowy, czemu wyspa zawdzięcza bogactwo serów. Najsłynniejszy z nich to owczy brocciu (krosykanie wymawiają "brucz", a turyści pewnie jak im się żywnie podoba), który podaje się tu w każdej postaci, na słodko (np. w pączkach) i na słono. Najczęściej spotykanym daniem z udziałem brocciu jest zapiekanka z sera i bakłażanów.

korsyka

Pasące się owce w okolicach Sartene

Najlepszym uzupełnieniem korsykańskiego posiłku będzie doskonałe korsykańskie wino, na które trzeba jednak uważać, ponieważ jest mocniejsze niż trunki z kontynentalnej Francji, a przy tutejszych upałach niezależnie od procentów znacznie szybciej uderza do głowy. Butelka wina będzie świetną gastronomiczną pamiątką z wyspy, w większości przypadków tańszą niż szynka z korsykańskiej świnki. W kategorii gastronomicznych pamiątek sporą popularnością cieszą się również anyżowe ciasteczka canistrelli.

korsyka

Pyszne pączki z serem brocciu

Nad talerzem korsykańskiej charcuterie i przy kieliszku korsykańskiego rosé łatwiej wybaczyć wyspiarzom ich wybuchowy charakter i ogólnie znaną niechęć do turystów.

korsyka

Lodówka z korsykańskimi serami

niedziela, 03 czerwca 2012
Cannes o miłości

dangerous liaisons

Zmysłowy plakat chińskiej wersji Niebzepiecznych Związków, foto : chinesefilms.cn

Dywan dywanem, szampan szampanem, trudno jednak zapomnieć o tym, że Festiwal w Cannes to przede wszystkim jedna z rzadkich okazji, kiedy na naszą prowincję przyjeżdża "prawdziwe kino." Słynnymi schodami Pałacu Festiwalowego mogą przejść się co prawda tylko nieliczni, każdy mieszkaniec Cannes i okolic może jednak przy okazji Festiwalu zobaczyć kilka niezłych filmów.

Podobnie jak w ubiegłym roku, kupiliśmy bilety na Quinzaine des realisateurs, selekcję Festiwalu otwartą dla szerokiej publiczności. Podobnie jak w ubiegłym roku odniosłam też wrażenie, że festiwalowe filmy dobrane zostały według pewnego klucza. Ubiegłoroczne kręciły się wokół tematów ludzkiego ciała i kosmosu, tegoroczne często mówią miłości.

de rouille et d'os

Kadr z filmu De rouille et d'os, czyli Marion Cotillard na plaży w Cannes, foto : allocine.fr

Zacznijmy od nagród. Główną otrzymuje film pod tytułem Amour. Za scenariusz i kreacje aktorskie - Au-delà des collines o zakazanej miłości dwóch lesbijek (celowo pomijam tu nagrodę Grand Prix, którą Nani Moretti po kumotersku przyznał rodakowi Matteo Garrone za film Reality). Film otwarcia? Moonrise Kingdom Wesa Andersona o miłości dwojga dwunastolatków (film jest już we francuskich kinach, widziałam i gorąco polecam miłośnikom gadżetów vintage.) Jakby tego było mało, jednym z największych wydarzeń Festiwalu z punktu widzenia francuskiej publiczności była projekcja Kości i rdzy, filmu, którego reżyser otwarcie przyznaje, że nakręcił melodramat (ten film również wszedł już do kin. Wybieram się dzisiaj i zabieram ze sobą chusteczki ;))

sightseers

Plakat filmu Sightseers, foto : myscreens.fr

Podczas Qinzaine des realisateurs udało się nam zobaczyć cztery filmy, z których dwa (czyli 50 proc.) mówiły o miłości. Brytyjski Sightseers spodbał mi sie chyba najmniej. Para odrzuconych społecznie freaków wybiera się na z założenia romantyczne wakacje po Yorkshire. Niestety kochankowie szybko zaczynają spotykać na swojej drodze irytujących ludzi, któyrch zabijają w mniej lub bardziej brutalny sposób. Reżyser i aktorzy filmu, obecni podczas pokazu, zaprosili chyba do kina wszystkich swoich znajomych, bo publiczność złożona była wyłącznie z Brytyjczyków. Film jest dosyć zabawny, przynajmniej na początku, trudno mi jednak zrozumieć, z jakiego powodu został w ogóle nakręcony ani dlaczego przywieziono go do Cannes. Najwyraźniej spodobał się dystrybutorom, ponieważ we wrześniu wejdzie do francuskich kin.

cecilia cheung

Cecilia Cheung jako markiza de Merteuil, foto : China entertainment news

Inny film o miłości zobaczony podczas Quinzaine wywarł na mnie zgoła inne wrażenie. Pomyślcie zresztą sami : zdolny koreański reżyser, jedna z najpiękniejszych chińskich aktorek, jedna z najczęściej ekranizowanych francuskich powieści. To spotkanie, odbywające się w elektryzującym Szanghaju lat '20, nie mogło zakończyć się klapą. Jin-ho Hur nie tyle sfilmował Niebezpieczne związki Choderlos de Laclos co nakręcił remake Valmonta Milosa Formana, mojej ulubionej ekranizacji tej powieści. Jego film nie jest zimny i cyniczny jak najsłynniejsza chyba wersja Stephena Frearsa. Valmont i markiza de Merteuil są raczej jak zepsute dzieci, które bawią się kosztem innych i padają w końcu ofiarami własnej gry niż jak zdemoralizowane, odczłowieczone potwory z Niebezpiecznych Związków Frearsa. Madame de Tourvel (w tej roli sama Zhang Ziyi) jest na pewno najpiękniejszą i najbardziej wzruszającą jaką do tej pory widziałam. Kilka subtelnych, ładnie sfilmowanych scen erotycznych, piękne wnętrza i stroje i niestarzejąca się historia miłosna - nie muszę chyba dodawać, że oglądanie tego filmu to prawdziwa przyjemność. Grająca markizę de Merteuil Cecilia Cheung musi być w Hong Kongu nie mniejszą gwiazdą niż Zhang Zyi, bo na projekcji filmu pojawiło się wielu chińskich paparazzi, którzy uwieczniali na zdjęciach każde mrugnięcie okiem aktorki.

room 237

Plakat filmu Room 237, foto : myscreens.fr

Pozostałe dwa filmy, które udało się nam obejrzeć podczas Quinzaine trudno raczej podciągnąć pod temat miłości. Pierwszy to odjechany dokument o Lśnieniu Kubricka Room 237, którego równie odjechani reżyser i producent byli obecni na projekcji. Rodney Ascher oddał głos fanom Lśnienia, którzy przedstawiali widzom swoje teorie na temat filmu - że w rzeczywistości mówi o masakrze amerykańskich Indian lub Holocauście, że Kubrick nakręcił również lądowanie na Księżycu, że w jednym z ujęć możemy zobaczyć zakamuflowaną erekcję jednego z bohaterów lub wypisaną na niebie twarz samego Kubricka. Może jednak da się podciągnąć ten film pod temat miłości? Mówi w końcu o miłości do kina.

ceylan

Nuri Bilge Ceylan (z prawej), moje własne zdjęcie

Temat miłości do kina porusza również jeden z wczesnych filmów Nuri Bilge Ceylana, Majowe chmury, inne odkrycie Quinzaine. Nakręcony przez czterdziestoletniego wówczas reżysera, z jego własnymi rodzicami w rolach głównych, przypomina, że prawdziwe kino może obejść się bez wielkiego budżetu. Po projekcji niezwykle sympatyczny reżyser został w sali na spotkaniu z publicznością. Powiedział między innymi, że kręcenie filmów jest dla niego rodzajem terapii i, że sztuka powinna służyć jego zdaniem objaśnianiu rzeczywistości.

Na kolejne spotkanie z wielkim kinem w Cannes trzeba będzie czekać cały rok, na szczęście już niedługo w canneńskich kinach pojawią się festiwalowe filmy. Ja najbardziej czekam na Amour Hanekego i Holy Motors Leosa Caraxa, choć tłumy do sal przyciągną raczej Cosmopolis Davida Cronenberga z Robertem Pattinsonem i On the Road, ekranizacja kultowej (trudno powiedzieć dlaczego) powieści Jacka Kerouaca.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011