Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Czekajac na Gatsbiego

beaumes de venise

Osoby niepokojace sie o stan mojego komputera chcialabym zapewnic, ze dziala sprawnie i, ze tym razem to ja szwankuje, poniewaz nie moge znalezc czasu na pisanie. Jak by tego bylo malo, przechodzimy na Wybrzezu najgorszy kryzys meteorologiczny od lat czterdziestych ubieglego wieku, co znaczy, ze tak deszczowej wiosny nie pamietaja nawet najstarsi seniorzy szukajacy pogodnej jesieni zycia miedzy Cannes a Nicea.

 W zanadrzu mam notki o malowniczych wioskach w gorach Luberon, o rzymskiej Prowansji i prowansalskim Kolorado - zdjecia juz powstaly, ktos jednak musi jeszcze to wszystko napisac... W miedzyczasie kilka lokalnych nowinek i ciekawostek.

* Nie musze juz scigac "Gatsbiego" - to Gatsby przyjezdza do mnie! Jak donosi Lirael, pokaz filmu otworzy tegoroczny Festiwal w Cannes! Na pewno bede tego dnia wystawac pod slynnymi canneskimi schodami, by poczuc sie czescia tego wydarzenia

* Ktos zyczliwy chyba zauwazyl, ze jestem przemeczona, poniewaz pod moim biurem powstal bar na drzemke. W godzinach pracy bede wiec mogla wymknac sie do baru i przespac w wygladajacym na wygodny fotelu. Choc moje kolezanki z bura krzywia sie na ten pomysl ("Kto by tam placil za spanie"), moim zdaniem moze sie przyjac. W pierwszej kolejnosci planujemy jednak wypad do znajdujacego sie w tym samy miejscu baru na paznokcie, gdzie mozna zrobic sobie szybki manicure. Ciekawe, czy takie "bary" pojawily sie juz w Polsce?

* Spacerujac wczoraj po Antibes, odkrylismy istnienie wolnej gminy hodowcy szafranu, w sklad ktorej wchodzi kilka ulic Starowki Antibes. Wolna gmina ma swoj hymn, herb i prezydenta i organizuje w ciagu roku wiele spekatkularnych wydarzen, jak na przyklad turniej kwadratowych buli (boules carrées.) Dotarlismy do wolnej gminy, idac do kina na surrealistyczny film Michela Gondriego "L'Ecume des jours." Jej odkrycie poglebilo tylko surrealizm wczorajszego wieczoru.

Mam nadzieje, ze wkrotce bede mogla wrocic do czestszego blogowania. Tymczasem pozostawiam Was ze zdjeciem jednej z obiecanych prowansalskich wiosek - Beaumes de Venise (robia tam cudowne, naturalnie slodkie wino.)

sobota, 09 lutego 2013
Strajk komputera i dwie półpowieści

hangzhou, chiny

Jezioro zachodnie w chińskim mieście Hangzhou

Jeśli zaniedbywałam ostatnio blog, to z bardzo dobrego powodu - bliski mojemu sercu mężczyzna zalał mój komputer herbatą, po czym beztrosko wyjechał w delegację - ze swoim komputerem. Zostałam więc tym samym brutalnie odcięta od internetu.

Wracam do wirtualnego światka wzbogacona o lekturę dwóch półpowieści, chinskiej i polskiej - obu wartych polecenia - i zubożona o literę "c", która, po herbacianej katastrofie, odmówiła posłuszeństwa. Dlatego przymknijcie proszę oko na słowa bez litery "c", które na pewno z czasem się tu pojawią - jej brak będzie wynikał raczej ze strajku komputera niż z mojej kompletnej nieznajomości polskiej ortografii.

Dwie półpowieści to niezwykłe połączenia fikcji, autobiografii, wspomnień, reportażu, poezji i pieśni. Choc powstały pod różnymi szerokościami geograficznymi to, poza niezwykłym talentem obojga autorów, łączy je wiele. Obie w nieoczywisty sposób opisują ustrój totalitarny i jego wpływ na życie zwykłych ludzi, obie starają się ocalić od zapomnienia czasy, które mało kto już pamięta.

"Góra duszy" nagrodzonego nagrodą Nobla Gao Xingjiiana to niezwykły zapis podróży autora po chińskiej prowincji sprzed wielkiej modernizacji, sprzed fabryk iPhone'ów i szanghajskiej dzielnicy Pudong. Gao Xingjian podróżował po Chinach, w których jeszcze modlili się autentyczni mnisi taoistyczni, po których jeszcze straszyły duchy, w których jeszcze śpiewano pieśni i organizowano walki papierowych smoków. Liczni narratorzy z niepokojem obserwują dokonujące się w kraju zmiany : "Co to za kraj, który nie szanuje swoich tradycji!" uniesie się jeden z nich. Wie, że wszystko, co z takim podziwem odnotowuje, zostanie wkrótce zmiecione przez postępującą indsutrializację tak jak wioski, które po zbudowaniu monstrualnej tamy Trzech Przełomów zalała woda.

"Włoskie Szpilki" Magdaleny Tulli, która do tej pory nie otrzymała żadnej ważnej nagrody, choć na pewno zasługuje na niejedną, są próbą zrozumienia dziwactwa kraju, w którym dane jej było wychować się i dorosnąć. Tulli wspomina peerelowskie szkoły i przedszkola, w których system totalitarny wymagał, by wszystkie dzieci karnie przestrzegały narzuconych im reguł, opisuje drobne upokorzenia związane z życiem w Peerelu i te większe jak antyżydowska nagonka z lat '60. Wraca wreszcie do najczarniejszych kart polskiej historii - wybuchu drugiej wojny światowej, Powstania warszawskiego, obozów koncentracyjnych. Jej półpowieść jest przeraźliwie smutna i, w zestawieniu z "Górą Duszy", nie ofiaruje żadnej nadziei na happy end.

Ja tymczasem prawie cieszę się ze strajku komputera, który pozwolił mi, przez niemal całkowite odcięcie od Internetu i tym samym całego wspólczesnego świata, na lekturę tych dwóch książek z przeszłości. Obie bardzo gorąco polecam, również osobom z działającymi komputerami.

Gao Xingjiian. „La montagne de l'ame.” Editions de l'Aube. 1995.

Magdalena Tulli. "Włoskie szpilki." Wydawnictwo Nisza. 2012.

niedziela, 20 stycznia 2013
Przy kawie z Kurdami

kurdowie w paryżu

Manifestacja pod dworcem wschodnim

Okoliczności rodzinne zawiodły nas ostatnio w okolice Paryża i na paryski dworzec wschodni, gdzie spędziliśmy trzy godziny, czekając na nasz pociąg. Kiedy zainstalowaliśmy się w dworcowej kawiarni, odkryliśmy, że otaczają nas głównie ciemnowłosi mężczyźni z sumiastymi wąsami i w charakterystycznych czarnych czapeczkach, widok w Paryżu raczej niecodzienny. Szybko domyśliliśmy się, że wpadliśmy w centrum manifestacji Kurdów.

kurdowie w paryżu

Odpoczynek w dworcowej kawiarni

Manifestanci przyjechali do Paryża głównie z Niemiec, stąd ich spotkanie na Gare de l'Est. Znaleźli się wśród nich przedstawiciele wszystkich grup społecznych i wiekowych - stateczne damy w chustach, politycznie zaangażowani wąsaci mężczyźni, nastoletni bojówkarze szukający zaczepki, beztroskie nastolatki w mini, mocnych makijażach i odjechanych fryzurach, dzieci. Kurdowie głosili swój sprzeciw wobec trzech politycznych morderstw na kurdyjskich kobietach, które miały niedawno miejsce w Paryżu. Mieli ze sobą flagi nieistniejącego państwa Kurdystanu oraz uznanej za organizację terrorystyczną partii PKK i portrety jej twórcy, odsiadującego dożywocie w tureckim więzieniu Abdullaha Öcalana.

kurdowie w paryżu

Portret jednej z zamordowanych kobiet

Manifestacja Kurdów, której na dworcu wschodnim nie dało się przegapić, nie cieszyła się wielkim zainteresowaniem francuskich mediów, które wolały w tym czasie pokazywać, na pewno bardziej medialny pochód przeciwników małżeństw homoseksualnych.

kurdowie w paryżu

Ci panowie w kapturach wyglądają, jakby szukali kłopotu...

Trudno się dziwić - całkiem realny projekt nowego prawa jest na pewno bliższy przeciętnym Francuzom niż niejstniejące państwo.

sobota, 05 stycznia 2013
Oczy nad Warszawą

Czy ten billboard to oryginalny sposób promocji najbardziej wyczekiwanego filmu roku?

warszawa wielki gatsby

warszawa gatsby

poniedziałek, 17 grudnia 2012
Ostrygi, szampan i foie gras - Nicea życzy wesołych Świąt!

święta w nicei

Sztuka współczesna ozdabia ulice Mougins

Urocze rynki świąteczne, którymi tak zachwycałam się w Niemczech, od kilku lat panoszą się również na Lazurowym Wybrzeżu. Tam jednak, gdzie poczciwi Niemcy wcinają kiełbasy w bułce i bigos i sprzedają staroświeckie dekoracje świąteczne, w Nicei i w Cannes, proponuje się ostrygi, szampana, foie gras i inne dekadenckie przysmaki. Jedynym, co lazurowe rynki mają wspólnego z kuzynami zza wschodniej granicy, są znajoma forma drewnianych stoisk i grzane wino.

święta w nicei

Świąteczne dekoracje na placu Massena

Po udanym tegorocznym lecie Lazurowe wydaje się nie odczuwać kryzysu, ponieważ świąteczne rynki i atrakcje są większe i bardziej fantazyjne od ubiegłorocznych, a wśród stoisk kręci się wielu kupujących mówiących we wszystkich językach świata (choć dominują oczywiście włoski, rosyjski i arabski.)

święta w nicei

Uliczki nicejskiej Starówki

W Nicei mer Christian Estrosi zainwestował w oszałamiające dekoracje, spośród których najbardzien podobała mi się wcale-nie-bożonarodzeniowa gra świateł na placu Massena. Ulice nicejskiej Starówki przepasane zostały biało-czerwoną świetlną wstęgą, a na promenadzie stanęli Mikołaj i bałwan. Kręcąc się po przepełnionych uliczkach wpadliśmy na chanukowy świecznik, pod którym tańczyli i śpiewali "Shalom" nicejscy Żydzi. Podpalenie świecznika nadzorował Christian Estrosi, którego, odkąd przestał być ministrem przemysłu, znacznie częściej widuje się na ulicach miasta.

święta w nicei

Bar z ostrygami

Francja to jedyny kraj Europy oprócz Irlandii, w którym nadal rodzi się sporo dzieci i ten trend widać również na Lazurowym, gdzie jest ich bardzo dużo. Dlatego też, tutejsze miasta zdecydowały się zapewnić im rozrywkę, pozwalając tym samym rodzicom na swobodne degustowanie ostryg i szampana. W Nicei powstało lodowisko, w Cannes - spore wesołe miasteczko, a w niewielkim Mougins - tor saneczkarski. 

 święta w nicei

Drzewko oliwne - idealny prezent świąteczny

Ważnym elementem świątecznych rynków w całym regionie są santons, czyli figurki, które umieszcza się w żłóbkach. Wszystkie utrzymane w bardzo prowansalskim stylu (są wśród nich: kobieta z dynią, świnia szukająca trufli, zbieracz lawendy i mężczyzna chroniący się przed powiewem mistralu), ponieważ, jak wszyscy wiedzą, narodzenie pańskie miało miejsce między Grasse a Niceą. Jako stałe elementy betlejemskiej stajenki występują na przykład prowansalski młyn wodny i piec do pizzy.

szopki w nicei

Prowansalskie szopki bożonarodzeniowe 

santons

santons

I chyba jedynym, co mrozi mój bożonarodzeniowy nastrój wśród lazurowych dekoracji świątecznych są temperatury - od piętnastu do dwudziestu stopni na plusie. Kiedy wśród otaczających lodowisko ośnieżonych choinek wpadam na kogoś w szortach i krótkim rękawie, trudno mi jakoś uwierzyć, że to już naprawdę Święta.

rynek świąteczny w nicei

Stoisko z doskonałymi herbatami Les thes Bourgeon na rynku w Nicei

rynek w nicei

Rynek świąteczny w Nicei

rynek w nicei

 Stoisko z produktami z Alzacji na rynku w Nicei

mougins, dekoracje świąteczne

Dekoracje świąteczne w Mougins

mougins

Zaczarowany ogród w Mougins

mougins

Widok z Mougins na ośnieżone góry i wioskę Greolieres les neiges

szopka w mougins

Szopka bożonarodzeniowa w Mougins

hanuka w nicei

Mer Nicei Christian Estrosi pod chanukowym świecznikiem

choinki z czekolady

Choinki z czekolady na rynku w Mougins

słodka biżuteria

Słodka biżuteria

buches de noel

Buches de Noel - tradycyjny francuski deser świąteczny. Tu, na wystawie Le Notre

buches de noel

niedziela, 09 grudnia 2012
Attention au piment, czyli kuchnia kreolska na La Reunion

la reunion

Stoisko z owocami na rynku w St Denis

Turysta z Lazurowego Wybrzeża, gdzie ludzie są szczupli i wszyscy obsesyjnie dbają o kondycję fizyczną, zdziwi się liczbą otyłych osób (zwłaszcza kobiet) na La Réunion. Kuchnia kreolska, w której mieszają się wpływy z Azji, Afryki i Europy, opiera się na najcięższych i najbardziej kalorycznych elementach gastronomii indyjskiej, chińskiej, afrykańskiej i francuskiej.

la reunion, le piment

Słowo le piment określa i ostre papryczki i wykonaną z nich pastę

Z Indii przygarnięto więc smażone w głębokim tłuszczu trójkąty z ciasta samoussas, a z Chin drobne chińskie pierożki gotowane na parze (choć ortodoksi je również będą smażyć w głębokim tłuszczu). Te ostatnie nazywa się tutaj bouchons (korki). Jedne i drugie faszeruje się wszystkim od siekanych warzyw, poprzez ser po kaczkę z wanilią. Jeśli pierożki nie wydają się Wam wystarczająco kaloryczne, możecie zamówić np. kanapkę z wieprzowymi bouchons zapieczonymi pod tartym serem. Inną popularną przekąską (zgadliście: smażoną w głębokim tłuszczu) są lekko pikantne kulki z suszonego dorsza, które nazywa się tutaj bonbons piment (cukierki z ostrą papryką.) Z kuchni francuskiej Kreole zapamiętali upodobanie do mięsa i sera, a z afrykańskiej - użycie roślin strączkowych : soczewicy i fasoli.

la reunion

Fasola w różnych kolorach jest bardzo ważnym elementem kuchni kreolskiej

Posiłek zaczyna się od ponczu, czyli drinka na bazie rumu, soku z limonki, soku owocowego i cukru z trzciny cukrowej. Za przystawkę i aperitif służą wspomniane powyżej samoussas, bouchons i bonbons piment.

la reunion, dzakfrut

Dżakfrut

Danie główne to piętrowa konstrukcja, w skład której wchodzą nieodmiennie : ryż, nasiona (soczewica lub fasola), mięsno-warzywny sos (nazywany cari, rougail lub massalé w zależności od składników) i piment. Ten ostatni to pasta z ostrej papryki dosmaczona owocami tamaryndowca indyjskiego, mango lub limonką. Dania kreolskie nigdy nie są pikantne same z siebie (na szczęście!), a piment podaje się zawsze osobno, pozwalając biesiadnikom na doprawienie potrawy wedle własnego uznania.

la reunion

Przydrożne stoisko z liczi i konfiturami

Jeśli po tak sutym posiłku, macie jeszcze ochotę na deser, spróbujcie koniecznie owoców La Reunion. Rosną tu manga, ananasy, banany, papaje, liczi, marakuje, pomarańcze, kokosy i brzoskwinie oraz owoce, z którymi nie spotkacie się raczej w Europie : nieśplik japoński, zambroza, dżakfrut... Przy takiej obfitości "naturalnych" słodyczy Kreole z La Réunion nie muszą zbytnio się wysilać przy tworzeniu cukierniczych kreacji, pojęcie deseru prakycznie więc tu nie istnieje. Po posiłku podaje się owoce, sałatkę z owoców lub dość nieciekawe ciasta owocowe podobne do bananowego chlebka.

la reunion

Jedyna restauracja na La Reunion, którą mogę z czystym sercem polecić to DCP w St. Gilles, gdzie serwuje się delikatne dania kuchni śródziemnomorskiej, czyli tatary i carpaccio ze świeżych ryb, restauracje z tradycyjną kuchnią kreolską są do siebie tak podobne, że nie jestem w stanie nazwać jednej, która wyróżniałaby się poziomem.

Jeśli myślicie, że to już koniec, mylicie się bardzo. Po deserze przychodzi moment na rhum arrangé (po przepisy odsyłam do Bei), czyli rum, w którym przez wiele miesięcy macerowały się wanilia i różne owowce.

la reunion

Wędzone nad ogniem mięsa to podstawa kuchni kreolskiej

Turyści na La Réunion powinni uważać na piment i rum, w spożywaniu których miejscowi zdają się nie znać umiaru, i, przede wszystkim, regularnie stawać na wadze. W przeciwnym razie, powrót do la Metropole, jak na wyspie nazywa się Francję, może wiązać się dla nich z bardzo niemiłym zaskoczeniem...

la reunion

Sprzedawca liczi na rynku w St. Paul

la reunion

Sprzedawcy kokosów na rynku w St. Paul

la reunion

Turysta kupujący samoussas na rynku w St. Paul

la reunion

Typowe kreolskie danie : ryż, fasola, mięso i le piment. Jak widać, nie prezentuje się szczególnie estetycznie.

niedziela, 02 grudnia 2012
La Reunion - inna Francja

La Reunion

Czarna plaża z piaskiem wulkanicznym

Na wierzchołku jednego z największych wulkanów na świecie znajduje się malutka wyspa ofitująca w kwiaty, owoce, łagodne laguny i piaszczyste plaże. Ten raj dla turystów to jednocześnie jeden z najmniejszych i najuboższych francuskich departamentów - La Reunion.

la reunion

Kwiaty La Reunion

Choć sąsiadujące z nią Mauritius i Seszele kojarzą się głównie z turystyką typu all inclusive, zapomnijcie o tego typu usługach na La Reunion. Wybierając się tutaj, zaopatrzcie się w dobre buty do chodzenia, latarkę czołową, strój do nurkowania i anielską cierpliwość. Przyda się Wam również podróżna apteczka.

la reunion

Bananowiec

Cierpliwość może okazać się niezbędna, ponieważ mieszkańcy La Reunion, zainspirowani Jamajczykami, są ekstremalnie wyluzowani i nigdzie się nie spieszą. Nad uliczkami wyspy od rana unosi się intensywny zapach marihuany i rumu, wiele osób nosi tu dredy i słucha reggae. Wpadniecie tu w prawdziwy tygiel kulturowy - kohabitują tu biali potomkowie plantatorów, czarni, którzy często wywodzą się od pracujących w plantacjach niewolników oraz hinduscy i chińscy gastarbaiterzy, ściągnięci na wyspę, kiedy oficjalnie zakazano to niewolnictwa.

la reunion

Malutki wodospad w kotlinie wulkanicznej Le Mafate

Nie ma tu gett i nie zauważa się rasizmu, wszystkie grupy żyją więc razem, mówią ze sobą po kreolsku (fantazyjna wariacja na temat francuskiego) i mieszają się w sposób, który uniemożliwia stwierdzenie, skąd pochodzi dana osoba. Kontynentalnych Francuzów, którzy zdecydowali się osiąść na La Reunion nazywa się zoreile, co jest kreolskim odpowiednikiem słowa "ucho" - nowo przybyli często przykładają rękę do ucha, żeby zrozumieć, co mówią Kreole. Dzieci zoreile i Kreoli nazywa się zoreoles.

la reunion

Le Mafate

Obserwacja Reuniończyków jest fascynująca, przypuszczam jednak, że jeśli wybierzecie się na wyspę, to po to, by podziwiać tutejsze bajeczne pejzaże i przyrodę. Wystarczy zanurzyć na chwilę głowę, w którejś z tutejszych lagun, by zobaczyć setki kolorowych ryb. W górach zachwyci Was bujna roślinność, niewiarygodne widoki z postrzępionych szczytów i obfitość kolorowych ptaków. Na stokach aktywnego wulkanu Piton La Fournaise zobaczycie wokół siebie wyrzeźbiony przez lawę krajobraz księżycowy jak z Tolkienowskiego Mordoru. Jeśli lubicie się ruszać, nie będziecie narzekać na brak możliwość spędzenia wolnego czasu : nurkowanie, wspinaczka, canyoning, chodzenie po wyrzeźbionych przez wulkan grotach, latanie na paralotni lub spadochronie - Reuniończycy i pracowici zoreiles zadbali o to, by turyści nie mogli się tutaj nudzić. Po dniu pełnym wrażeń przygotujcie żołądki na obfity i pikantny kreolski posiłek. Więcej na temat tego ostatniego - w kolejnej notce.

la reunion

Wejście do tunelu uformowanego w lawie

la reunion

Dno krateru Piton de la Fournaise - czynnego wulkanu

la reunion

Księżycowy krajobraz wokół Piton de la Fournaise

la reunion

Jacaranda - fioletowe drzewo często spotykane na La Reunion

la reunion

Domy Kreoli są kolorowe i otoczone kwiatami

la reunion

Ten ozdobny fryz, często spotykany w domach Kreoli, nazywa się lambrequin

la reunion

Dom w wiosce Ilet a Corde w kotlinie wulkanicznej Cilaos

la reunion

la reunion

Przy drogach, podobnie jak w Polsce, można kupić tu lokalne owoce

la reunion

Loty na paralotni to popularny sport na zachodnim wybrzeżu La Reunion

la reunion

Drzewo płomień Afryki, bardzo rozpowszechnione na La Reunion

la reunion

Niestety nie wiem, jak nazywa się to drzewo, ale jest niesamowite! Zdjęcie zrobiłam w stolicy La Reunion, St. Denis

la reunion

Cztery główne religie La Reunion, cztery świątynie w St. Denis : katedra, świątynia hinduistyczna, meczet, świątynia buddyjska

la reunion

Na La Reunion nie ma praktycznie zwierząt (nie było tam również ludzi, do momentu przybycia francuskich marynarzy). Fauna podwodna jest znacznie bogatsza od lądowej.

czwartek, 15 listopada 2012
Prowansalska egzotyka

kaktusy

Nie wiem, czy kiedyś tu już o tym wspominałam, ale uwielbiam kaktusy.

Od dawna marzy mi się podróż do Meksyku, gdzie rośnie najwięcej ich odmian.

Choć południe Francji kojarzy się głównie z sielskimi polami lawendy i pszenicy, na porządku dziennym są tu również tak egzotyczne rośliny jak palmy, kaktusy, juki i agawy. Rosnące tu bardzo bujnie, na każdym kroku przypominają nam, że po drugiej stronie Morza Śródziemnego znajduje się Afryka, a z Nicei do Tunisu leci się krócej niż do Paryża.

eze

Ogród egzotyczny w Eze - to jeszcze Riwiera, ale wygląda już bardzo afrykańsko

Afryka chodzi mi po głowie nie bez powodu - już za kilka dni znajdę się na małej francuskiej wyspie sąsiadującej z Madagaskarem. Jeśli więc nie zje mnie rekin i nie porwie tsunami, wrócę do blogowania z kolejną porcją wielce egzotycznych zdjęć.

A bientôt!

eze

Te kamienne piękności strzegą ogrodu w Eze

eze

Hatifnaty?

eze

Ogród egzotyczny w Eze - ze swoimi kamiennymi domkami krytymi czerwoną dachówką Eze byłoby typową prowansalską wioską, gdyby nie znajdował się tu jeden z najdroższych hoteli na wybrzeżu

haut de cagnes

Ta juka w wiosce Haut de Cagnes jest tak wielka, że nie mieści się w kadrze

mandelieu

Puszysta palma pod absurdalnym zamkiem w Mandelieu la Napoule

juan les pins

Samotna palma podziwia zachód słońca w Cannes

cannes

Cannes - wyfiokowane palmy pod hotelem Carlton

cannes

Tego lazurowego nieba będzie mi brakować w dalekiej Afryce

niedziela, 11 listopada 2012
Konserwatywny Bond, czyli kobiety za biurka

bond szanghaj

Nowemu Bondowi dziękuję za piękne zdjęcia z mojego ulubionego Szanghaju, foto : allocine.fr

Nie dzieliłabym się tutaj moimi przemyśleniami na temat nowego Bonda, gdyby nie wczorajsza rozmowa z osobą, która zupełnie niezależnie ode mnie odczytała ten film tak samo jak ja. Co tu kryć - "Skyfall" wysyła kobiety, jeśli nie do garów, to przynajmniej na stanowiska sekretarek. 

Żeby potwierdzić tę tezę, przeanalizuję szybko trzy postaci kobiece zaserwowane nam przez "Skyfall". Uprzedzam, że tekst jest skierowany jedynie do osób, które widziały już film, będzie bowiem zawierał liczne spoilery.

dziewczyna bonda

Dziewczyna Bonda szykuje się na śmierć, foto: allocine.fr

Sévérine - śmierć ladacznicy

Grana przez śliczną francuską aktorkę Bérénice Marlohe, Sévérine to klasyczna dziewczyna Bonda. Dekoracyjna, uległa i całkowicie zdana na silne męskie ramię agenta 007, nie ma wiele do powiedzenia. Bond wykorzystuje ją seksualnie i, można powiedzieć, zawodowo - Sévérine doprowadzi 007 do siedziby jego przeciwnika. Pomocy brytyjskiemu agentowi piękna francuska przypłaci śmiercią, ale ani Bond, ani widz nie płaczą nad jej smutnym losem. Podczas spodkania Bonda z Sévérine dowiadujemy się, że przez lata sprzedawała swoje wdzięki w chińskich domach publicznych. Ta informacja wydaje się automatycznie usprawiedliwiać upokarzające i okrutne traktowanie Sévérine przez reżysera i wszystkich bohaterów filmu.

miss moneypenny

Miss Moneypeny - tu jeszcze w akcji, foto: allocine.fr

Miss Moneypenny - idealna sekretarka

Kiedy poznajemy Eve Moneypenny, graną przez Naomi Harris, cieszymy się widząc (wreszcie!) dziewczynę Bonda w akcji, zamiast w wieczorowej sukni z dekoltem. Szybko okazuje się jednak, że Eve nie nadaje się do męskiej roboty. Odpadnie z pościgu za czarnym charakterem, a zamiast rzezimieszka postrzeli samego Bonda. Bond kilkakrotnie powtarza jej, że nie powinna bawić się w agenta i, pod koniec filmu, udaje mu się wreszcie przekonać upartą dziewczynę. Zamiast biegać z pistoletem po Stambule i Szanghaju, Moneypenny siądzie za biurkiem, by oddać się pracy sekretarki. W międzyczasie uda jej się ogolić Bonda brzytwą - również do tego, najwyraźniej, ma dryg.

Bond, M

M, tu jeszcze u władzy, foto: allocine.fr 

M - relikt przeszłości

Przeciwwagą dla postaci Sévérine i Eve Moneypenny wydaje się być M, która - jakby nie było - od dekad trzęsie bytyjskim wywiadem. Tyle tylko, że od początku filmu zarzuca się jej, że robi to źle. To M doprowadziła do śmierci wielu agentów i wyhodowała powtora jakim jest główny czarny charaktet "Skyfall", Raoul Silva. Żeby pozbyć się kuriozum, jakim jest najwyraźniej kobieta zarządzająca brytyjskim wywiadem, Bon zabiera M do ponurej rodzinnej posiadłości w Szkocji (dowiadujemy się przy okazji, że Bond nie jest Anglikiem, tylko pół-Szkotem, pół-Francuzem), gdzie zostaje zabita przez swojego zdegenerowanego podopiecznego. Jedyna ważna postać kobieca i jedyny homoseksualista w filmie umierają w tej scenie pod krzyżem, w katolickiej kaplicy. Po powrocie do biura Bond spotyka się z nowym M, którym jest - co za ulga - mężczyzna, podobnie jak Bond zaprawiony w boju.

ben wishaw Q

Uroczy aktor Ben Whishaw w roli Q, foto: allocine.fr

Pozbywszy się w ten sposób złego elementu - prostytutki, homoseksualisty, kobiety-agenta i kobiety-szefa, Bond może zacząć pracę z uśmiechem, w komfortowych warunkach. A ja wcale nie dziwię się takiemu rozwojowi wydarzeń, ponieważ Sam Mendes już w "American Beauty" pokazał, że za kobietami i za homoseksualistami zwyczajnie nie przepada.

***

Apeluję do czytelników i komentatorów, żeby nie traktowali tego tekstu zbyt poważnie i, gdyby mieli się z nim nie zgodzić, nie hejtowali ani na post, ani na jego autorkę :)

Skyfall. Sam Mendes. Wielka Brytania 2012.

niedziela, 28 października 2012
Zapach kobiet z klasy średniej

dans la maison

Claude - Szeherezada w domu klasy średniej, foto : allocine.fr

Zanim ten blog zmieni się w dziennik telewizyjny Jean-Pierre'a Pernaut (w którym zamiast informacji prezentuje się uroki francuskiej prowincji), chciałabym zwrócić Waszą uwagę na fantastyczny film pokazywany od ponad tygodnia we francuskich kinach. Film, który na pewno pojawi się wrótce również na polskich ekranach.

dans la maison

Uczeń i nauczyciel, foto: allocine.fr

Scenarzystą i reżyserem "Dans la maison" (w domu) jest Francois Ozon, jedna z najciekawszych i najbardziej zaskakujących postaci we francuskim kinie. Śledzę poczynania Ozona od czasu "Basenu" i nie znam innego twórcy, który tak swobodnie bawiłby się gatunkami i konwencjami i tak bardzo nic sobie nie robił z oczekiwań widzów. Ozon czuje się swobodnie w każdym wcieleniu - po niepokojącym erotycznym thrillerze (wspomniany "Basen"), zamiast zostać kontynuatorem tradycji Hitchcocka, dokonał zwrotu o 180 stopni i nakręcił wstrząsający dramat małżeński ("5x2", mój ukochany film Ozona), bliższy Bergmanowi niż mistrzowi suspensu. Obok melancholijnej historii młodego geja odkrywającego, że umiera na raka ("Le temps qui reste") jest autorem dwóch komediowych musicali w stylu vintage ("8 kobiet" i "Potiche") i kampowej historii miłosnej dla dorastających dziewcząt ("Angel".) Choć znam sporo filmów reżysera, nigdy nie wiem, czym mnie zaskoczy jak i - niestety - czy tym razem jego eksperyment okaże się udany.

dans la maison

Nauczyciel i jego żona, foto: allocine.fr

W przypadku "Dans la maison" mamy do czynienia z jednym z njalepszych filmów Ozona, wracającym do tradycji "Basenu", niepokojącym, jednocześnie intelektualnym i zmysłowym. Wyjatkowo zdolny (zwłaszcza na tle swoich mało bystrych kolegów z klasy) uczeń Claude przygotowuje wyjątkowe wypracowanie. Udaje mu się w nim przeniknąć do domu jednego z kolegów z klasy, domu, w którym dominuje "zapach kobiet z klasy średniej." Pracę Claude'a czyta się jak opowieść kryminalną, która urywa się nagle i kończy słowami "ciąg dalszy nastąpi." Czytelnik wypracowania, nauczyciel Claude'a, zamiast oburzyć się na sposób, w jaki ten dworuje sobie z kolegi i jego rodziny, jest gotów na wszystko, by tylko przeczytać jego kontynuację.

 dans la maison

Czytelnik wkracza w tekst..., foto: allocine.fr

W filmie Ozona rzeczywistość i fikcja przenikają się swobodnie i widz szybko traci rozeznanie, gdzie kończy się wypracowanie Claude'a a zaczyna jego codzienność.  Również odbiorcy tekstu nieprzeciętnie uzdolnionego nastolatka, nauczyciel i jego żona, zaczynają tracić kontakt z rzeczywistością i pozwalają manipulować sobą, jeśli opowiadana przez Claude'a historia może zyskać na ich uczestnictwie. Claude sam siebie nazywa Szeherezadą, ale w rzeczywistości udaje mu się dokonać więcej niż legendarnej opowiadaczce - zamknąć czytelników w swojej narracji.

 dans la maison

... a tekst wkracza w życie czytelnika, foto: allocine.fr

"Dans la maison" to pochwała staroświeckiej sztuki opowiadania, w dość brutalny sposób przeciwstawionej sztuce współczesnej, reprezentowanej w filmie przez galerię sztuki "Labirynt minotaura", kórej właścicielką jest żona nauczyciela. Można nawet doszukać się w nim krytki współczesnej francuskiej literatury, która zamiast zainteresować czytelnika ciekawą historią, bawi się w autobiograficzne wynurzenia i filozoficzne dywagacje. Niezależnie od znaczeń, które można mu przypisać, film jest jednak przede wszystkim wciągającą opowieścią o pełnokrwistych, świetnie zagranych bohaterach, od której nie możemy się oderwać, póki nie dowiemy się "co dalej."

Dans la maison. Francois Ozon. Francja 2012.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011