Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
Blog > Komentarze do wpisu
Romeo i Julia idą na wojnę

Romeo i Julia są młodzi, beztroscy, atrakcyjni i zakochani. Nie zmienią tego stanu rzeczy trudności ze znalezieniem pracy, przeprowadzka i pojawienie się w ich życiu dziecka. Dopiero, kiedy odkryją, że ich dwuletni synek, Adam, ma raka mózgu, Romeo i Julia będą musieli szybko dorosnąć.

Brzmi znajomo? A jednak! Co sprawia, że „La guerre est déclarée” Valérie Donzelli nie jest jeszcze jednym wyciskaczem łez o chorobie dziecka?

  • Valérie, reżyserka filmu i odtwórczyni roli głównej wie, o czym mówi. Sama borykała się z podobną chorobą swojego synka i napisała scenariusz filmu, opierając się na swoim pamiętniku. W filmie razem z nią grają jej syn i ówczesny partner. „Żeby to dziecko przeżyło, coś musiało umrzeć. Tym czymś byliśmy my” tłumaczyła „Le Figaro” przyczynę rozpadu ich związku.
  • Od początku wiemy, że synek Romea i Julii przeżyje – widzimy go w jednej z pierwszych scen filmu jako ośmiolatka. Jednocześnie, nie zobaczymy tu żadnego cudownego ozdrowienia i oczywistego happy endu. Jak w życiu.
  • „La guerre est déclarée” jest filmowany jak staroświecka komedia. Romeo i Julia przemykają ulicami Paryża pieszo i na rowerach, tańczą, wygłupiają się w wesołym miasteczku, napędzani muzyką Vivaldiego i ciekawymi kompozycjami Jérémiego Elkaïma, odtwórcy roli Romea, prywatnie byłego partnera reżyserki. Również ich regularne pobyty w szpitalu są częścią tego roztańczonego, rytmicznego życia. Przyjmują tragedię, która na nich spada, może nie z humorem, ale z odwagą i dobrą miną. „Dlaczego to nas to dotknęło?” zapyta Romeo. „Bo jesteśmy dość silni, by to znieść” odpowie Julia. Jakie łatwe w porównaniu z tym wyzwaniem wydaje się życie ich szekspirowskich imienników!

„La guerre est déclarée” jest filmem brawurowym, szalonym i oczyszczającym i dla swoich twórców (mam nadzieję), i dla widza. Nie pozostaje mi nic, jak tylko gorąco go polecić i wyczekiwać kolejnych obrazów dzielnej Valérie.

La guerre est déclarée, Francja 2011, reż. Valérie Donzelli

czwartek, 15 września 2011, katasia_k

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: czara, *.rev.sfr.net
2011/09/15 12:08:09
Hmm... Mnie trochę drażnił ten film.
Już sam wybór imion: Romeo i Julia jest trudny do uzasadnienia (z tego co oglądałam w wywiadach realizatorka mówiła, że to po to, by od razu wprowadzić widzów w historię o miłości...) i wprowadza dziwną teatralizację do tej "historii z życia wziętej". Potem niektóre dialogi głównej pary, zwłaszcza te miłosne, były wg mnie też przeteatralizowane, może to trudno jest zagrać samego siebie i uczucie, które już wygasło? I te wszystkie spektakularne omdlenia Juliette! No i trzeba przyznać, że ta para jest trochę pretensjonalna. Pet w ustach - nieodłączny atrybut. A pierwsza scena jest tak kiczowata, że aż mnie przerażenie zdjęło, co ja oglądam, na szczęście dalej było lepiej.
Dwa - teza filmu jest: ta historia uczyniła nas silniejszymi i dojrzalszymi. Ok. Wszystko ładnie pokazane i tylko gdzieś na końcu wspomniane, że para w końcu się rozeszła. Taka niekonsekwencja: bo albo nasze przeżycia nas i naszą miłość umocniły, albo po drodze zaprzepaściliśmy taki dobry związek. Takie niekonsekwencje w życiu są jeszcze do przełknięcia, ale od scenariusza wymaga się czegoś więcej.
Ale oprócz tego film jest optymistyczny, zabawny i bez patosu więc poza tym, co wymieniłam, ogląda się go bez większych zgrzytów, zgadzam się :)
-
katasia_k
2011/09/15 13:21:45
Oj, jaka szkoda, ze Ci sie nie podobal! Nic to, sprobuje pobronic troche Valérie i jej filmu :)
* Romeo i Julia (i Adam!) to takie imiona-typy, jesli para robila film o sobie, mogla albo zachowac prawdziwe imiona (wtedy rodzi sie ryzyko odczytywania calego filmu jako "opartego na faktach"), albo wymyslic nowe i oddalic sie od wlasnej historii. Jesli w filmie mamy Romea, Julie i Adama, to tak jakby byli to Mezczyzna, Kobieta i Chlopiec.
*Dialogi milosne - w ogole takich nie pamietam! Wydawalo mi sie, ze cala czesc "milosna" rozgrywa sie w obrazach i piosenkach. A sama para J+R wydala mi sie bardzo normalna i nieprzerysowana, ucieszylam sie nawet, ze moge zobaczyc na kinowym ekranie takich ludzi, jakich spotykam na co dzien (nie wpadajac przy tym w pulapke reality TV)
*Teza filmu - odebralam ja bardziej jako "Choroba dziecka nie oznacza konca zycia dla jego rodzicow" i faktycznie, choc para Valérie + Jérémie sie rozpadla, ona zrobila kolejny film, on nagrywa muzyke, dziecko dobrze sie rozwija i wszystko zmierza w strone rodzaju happy kontynuacji :)

Mojemu mezowi przeszkadzaly troche postaci rodzicow Juliette i Romea, uwazal, ze sa przerysowane, ale moim zdaniem wpisuje sie to w klimat filmu, ktory probuje mowic o powaznej sprawie na modle niemych komedii (omdlenia Juliette to tez taki staroswiecki komediowy gag).

Czaro, obalilas moja teze, ze ten film absolutnie kazdemu musi sie podobac ;)
-
Gość: czara, *.rev.sfr.net
2011/09/16 09:33:06
Ha, Katasiu, to nie tak, że mi się ten film nie podobał, tylko po prostu nie wzbudził aż takiego entuzjazmu :) Jednak cieszę się z jego sukcesu, bo to historia i produkcja z założenia niekomercyjna i nie obliczona na zyski, podoba mi się, że takie filmy we Francji bez problemu się przebijają (choćby jak Ludzie Boga Xaviera Beauvois).
A teraz przechodzę do Twoich punktów:
* ale to jest historia oparta na faktach :) Nie, to za mało powiedziane, to sfilmowany pamiętnik tej pary, sami tak mówią. Ale faktycznie, pewnie głupio grać samego siebie i to jeszcze pod własnym imieniem.
* masz rację. Myślałam jednak np. o tej scenie, kiedy Romeo nie wstaje rano i nie idzie z Juliette do małego. Ona potem się dąsa ale wszystko tak sobie ładnie wyjaśniają. R. mówi "Tu me fais du bien Juliette. Je ne pourrais pas vivre ça avec quelqu'un d'autre". Cała ta scena mi bardzo zgrzytała. A już zwłaszcza w obliczu podanej wiadomości, że ta para potem się wielokrotnie rozstawała, by rozpaść się na dobre.
*Hm, jeśli teza filmu jest taka jak mówisz, to ja już nic nie rozumiem, bo tak naprawdę wyraźnie pokazują, że musieli swoje życie odwiesić na kołek. Wyraźnie mówią, że oboje zrezygnowali z pracy, zbankrutowali i musieli sprzedać swoje mieszkanie. Nawet wprowadzili się do szpitala (czy jakiegoś centrum przyszpitalnego, swoją drogą imponująca opieka lekarska!) Jako para też nie przetrwali...
Ale oczywiście po ludzku się cieszę, że mały Adam/Gabriel wyzdrowiał, a im się dobrze wiedzie. I cieszyłam się, jeśli kupno mojego biletu, może się w jakimś stopniu przyczynić także do ich sukcesu finansowego;)
I cieszę się też, że napisałaś o tym filmie, bo byłam na nim sama i zupełnie nie miałam z kim wymienić się wrażeniami :)
-
katasia_k
2011/09/16 11:25:23
Ja myslalam o tych scenach, kiedy Romeo i Julia ida do wesolego miasteczka lub tancza kankana na "calowanej imprezie", choc cale dnie spedzaja przy lozku chorego dziecka. I o tym, ze nie widzimy ich, jak zalamuja rece i placza, wolajac, "dlaczego to nam sie to przytrafilo", nie skarza sie, nie uzalaja nad soba (poza ta kryzysowa scena w szpitalu, o ktorej wspominasz.) Jako osoba, ktora planuje kiedys miec dzieci i, ktora (jak 90% osob, ktore planuja miec dzieci) panicznie boi sie, ze beda chore, uznalam to za budujace.
P.S. Wyglada na to, ze film moze dobic do miliona widzow - najwyrazniej nie tylko my wsparlysmy Valérie i Jérémiego naszym datkiem w postaci biletu do kina :)
-
Gość: czara, *.rev.sfr.net
2011/09/20 11:48:52
90% ? No nie, podejrzewałam się o hipochondrię i nadmiar lęku, ale akurat do tej 90% nie wchodzę, uff :)
Co do filmu i postawy bohaterów, to to chyba jest trochę taka kreacja, owszem, dużo jest śmiechu przez łzy ale dla mnie jednak to ich całkowite oddanie się dziecku (mieszkanie w szpitalu przez lata itp.) i rozpad związku to trochę zaprzeczenie tego, o czym piszesz... Ale z drugiej strony film powstał na fali entuzjazmu po wyzdrowieniu Adama/Gabriela więc rzeczywiście tchnie optymizmem.
-
katasia_k
2011/09/20 12:03:37
Czaro, te 90% to moje obserwacje oparte na jakis pieciu egzemplarzach przyszlych matek, nie oficjalna statystyka ;)
A widzialas, ze "La Guerre est déclarée" jest francuskim kandydatem do Oscara?

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011