Podróże po Lazurowym Wybrzeżu i nieco dalej, kuchnia, filmy i książki, podglądanie Francuzów.
Blog > Komentarze do wpisu
Współczesne kowbojki

Widzieliśmy ostatnio dwa ciekawe filmy, które mówiły o dziewczynie przemierzającej mniej lub bardziej dziki Zachód, polując na pewnego mężczyznę. Jedna chce odnaleźć zabójcę swojego ojca, druga – samego ojca (albo przynajmniej jego zwłoki). Choć w wypełnieniu misji czasem ktoś im pomaga, obie wiedzą, że zdane są tylko na siebie.

Jeden film to oczywiście "True Grit" (w Polsce : "Prawdziwe męstwo"), pozornie klasyczny western od przewrotnych braci Coen. Drugim jest skromny film drogi "Winter’s Bone" Debry Garnik, którego akcja toczy się wśród potomków dawnych kowbojów w stanie Missouri. Pierwszy jest przewrotny i ironiczny, drugi – bardzo serio i właściwie pozbawiony humoru. Choć różni je wiele, podobnie zarysowana fabuła sprawia, że aż chce się je porównywać. Zwłaszcza że, obejrzane jeden po drugim, pokazują nam, że na Zachodzie wszystko i nic pozostało bez zmian.

"True Grit" rozczarowało wielu fanów braci Coen, którzy spodziewali się po nich dekonstrukcji westernu. Film wydał im się zbyt klasyczny, może nawet staroświecki. Mógłby z powodzeniem zostać nakręcony i wyświetlony czterdzieści lat temu. W tym właśnie tkwi moim zdaniem jego wywrotowość. Coenowie, odtwarzając pieczołowicie fabułę i sposób filmowania dawnych westernów, pokazują nam, że prawdziwego westernu – nawet nakręconego w  tradycyjny sposób – nie da się dzisiaj oglądać tak jak kiedyś. Współcześni widzowie są pozbawieni naiwności – czy niewinności – odbiorców filmów z Johnem Waynem. Tam, gdzie kiedyś podziwiano bohaterstwo i szaloną przygodę, widzą dyskryminację mniejszości rasowych, bezsensowną przemoc, okrucieństwo i głupotę. Bracia Coen nie muszą niczego demistyfikować ani dekonstruować – pokazują nam western takim, jakim zawsze był. To my nie jesteśmy już tacy sami.

Ten pomysł przywodzi oczywiście na myśl słynne opowiadanie Jorge Luisa Borgesa o "Don Kichocie" Pierre’a Menarda. Menard pisze "Don Kichota" w dwudziestym wieku. Pisze go dokładnie tak samo – słowo po słowie – jak Cervantes kilkaset lat wcześniej. Z tym że, napisany w dwudziestym wieku, to nie jest już ten sam "Don Kichote".

"Winter’s Bone" to również swojego rodzaju współczesny western. Jego akcja toczy się w środkowo-zachodnim stanie Missouri, a obyczaje mieszkających tam ludzi nie zmieniły się chyba od przybycia pierwszych osadników. Miejscowi są brudni, okrutni, brutalni i bezmyślni – zupełnie jak niegdysiejsi kowboje. Kierują się również kowbojskim kodeksem honorowym – więzy krwi są ważniejsze niż wszystko, mężczyzna nie może uderzyć kobiety, zabity musi zostać pomszczony.

Jedyne co zmieniło się tam od westernowych czasow, to używki – alkohol został wyparty przez twarde narkotyki. Zniknęły gdzieś również piękne przepastne pejzaże – podczas początkowych scen filmu, kiedy dane nam jest po raz pierwszy podziwiać stan Missouri, zastanawiamy się, jakaż to straszna katastrofa nuklearna nawiedziła to miejsce. Missouri jest zresztą jednym ze sponsorów filmu – władze stanu muszą teraz pluć sobie w brodę, że wykosztowały się na taką antyreklamę.

Fabuły obu filmów, gdyby streścić je w jednym zdaniu są bliźniaczo podobne – bohaterka  - Mattie w "True Grit" i Ree w "Winter's Bone" - szuka zaginionego mężczyzny, czasem ktoś jej pomoże, czasem – przeszkodzi, ale w kluczowym momencie musi liczyć przede wszystkim na siebie. Każdy z filmów kończy się również pozornym happy endem – bohaterka wypełniła swoją misję, ale wiemy, że jej historia nie może zakończyć się dobrze. Coenowie pokazują to otwarcie – kowboje wyginęli jak bizony przed nimi, a Mattie jest stara, samotna i smutna. Debra Garnik pozostawia to naszym domysłom – w ostatniej scenie jej filmu widzimy Ree jak siedzi uśmiechnięta na schodach z bratem i siostrą, trzymając w ręku plik pieniędzy. Ale wiemy przecież, że i ona, i jej rodzeństwo z czasem też dadzą się pożreć beznadziei Missouri i skończą uwikłani w drobną przestępczość, jak ich ojciec, wuj i większość sąsiadow.

Oba filmy pojawiły się we francuskich kinach mniej więcej w tym samym czasie i w ten oto sposób zaczęliśmy rok od dwóch współczesnych westernów z kobietami w roli głównej. Oba filmy gorąco polecam, ale raczej osobom o mocniejszych nerwach – jest w nich sporo przemocy, a “Winter’s Bone” co wrażliwszych może łatwo wpędzić w depresję.

True Grit, 2010, rezyseria: Joel Coen, Ethan Coen

Winter's Bone, 2010, rezyseria: Debra Garnik

środa, 16 marca 2011, katasia_k

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
annamaria0
2011/03/16 11:04:52
True Grit jeszcze nie widziałam, Winter's Bone mi się podobał, Lawrence rewelacyjna.
-
katasia_k
2011/03/17 11:22:16
Zobacz koniecznie! Dziewczyna faktycznie bardzo przekonujaca - a juz zupelnie nie moglismy uwierzyc, ze to ta sama, co na oscarowej gali :)

Kliknięcie w plakat odsyła do moich recenzji

Moje Typy 2012





Moje Typy 2011