|
Blog > Komentarze do wpisu
Kurdyjski Paryz
Podczas pobytu w Niemczech poznalam sporo tureckich studentow z Istambulu, ktorzy niczym nie roznili sie od swoich rowiesnikow z zachodniej Europy. Tylko na kilka tematow nie dalo sie normalnie z nimi porozmawiac. Byly to:
Widzialam nawet w Kolonii kurdyjska demonstracje otoczona kordonem policji – sluzby bezpieczenstwa mialy chronic Kurdow przed ewentualnymi atakami miejscowych Turkow. W Kolonii mieszka w koncu najwieksza spolecznosc turecka w Niemczech. Te dwie okazje byly jedynymi, przy ktorych moglam dowiedziec sie czegokolwiek o Kurdach. Mozna zatem smialo powiedziec, ze przed obejrzeniem mojego pierwszego kurdyjskiego filmu „Si tu meurs, je te tue“ Hinera Saleema, nie wiedzialam o nich nic. Zobaczyc Paryz i umrzec W przesympatycznej czarnej komedii „Si tu meurs, je te tue“ (jesli umrzesz, to cie zabije) mamy szanse zobaczyc roznorodnosc postaw przyjmowanych przez paryskich Kurdow wobec religii, Zachodu i – to chyba najwazniejszy temat filmu – wolnosci. Polityka pojawia sie tu tylko raz „Nie mowie po kurdyjsku“ wyznaje po francusku jeden z mieszkajacych w Paryzu Kurdow „W Turcji uzywanie naszego jezyka jest zabronione.“ Pierwszym Kurdem, ktorego spotykamy, jest Avdal - mlody, otwarty i zakochany, po raz pierwszy w Paryzu. Kontakt z Francja i Francuzami sprawia, ze postanawia porzucic lukratywna posade platnego zabojcy, zeby zajac sie „jakakolwiek praca“. Niestety, zanim zacznie dzialalnosc jako zigolak (to wlasnie taka „jakakolwiek praca“ mial sie parac), Avdal umrze, a dla jego paryskiego przyjaciela Philippe’a bedzie to oznaczac czestsze kontakty z kurdyjska spolecznoscia, nizby sobie tego zyczyl. Najpierw Philippe (podobny troche do Kazika Staszewskiego Jonathan Zaccaï), a z nim widz, pozna przedstawicieli kurdyjskiej diaspory w Paryzu. Ci graja w filmie przede wszystkim role komicznego tla dla glownych bohaterow – przypominaja troche braci Daltonow z Lucky Luke’a. Paryscy Kurdowie poruszaja sie zawsze w stuprocentowo meskiej grupie, ciesza sie wolnoscia, ktora daje im zycie we Francji, ale zachowuja szacunek dla tradycji, ktora uosabia ojciec Avdala, Cheto (Menderes Samancilar). Ten zjawia sie w Paryzu jak wyrzut sumienia, jako surowy glos religii i dyscypliny. Nawet jego kurdyjscy sasiedzi uwazaja go za „radykalnego islamiste“, a co dopiero wyzwoleni kurdyjscy paryzanie? „We Francji jest inaczej“ tlumacza mu prawie z zalem „Trzeba tu liczyc sie z kobietami.“ Rewolucja kobiet Bo jest w tym filmie i kobieta. I to jaka! Piekna Siba (Golshifteh Farahani) przyjezdza do Paryza odwiedzic Avdala, nieswiadoma jego smierci. Prawie od razu zachlysnie sie uroda i magia miasta, a przede wszystkim – wolnoscia, jaka jej oferuje. Podczas gdy wszyscy Kurdowie widza ja w jakiejs jasno okreslonej roli – potulnej siostry, poboznej synowej, kurdyjskiej zony dziewicy-patriotki, ona decyduje uwolnic sie od kurdyjskiej diaspory i zostac w Paryzu “dla siebie”. Nagle nauczy sie zachodniego indywidualizmu i zechce cieszyc sie zyciem jak spotkane przez nia paryzanki (w tej roli m.in. Jane Birkin). Patrzac na Sibe, nie sposob nie pomyslec o niedawnej “rewolucji kobiet“ w Iranie i wszystkich tych mlodych dziewczynach z totalitarnych teokracji, ktore marza o niezaleznosci ich rowiesniczek z Europy i o tym, by moc “zyc dla siebie”. Ostatnia scena filmu, w ktorej rozesmiana Siba rozpuszcza wlosy w siapiacym paryskim deszczu, robi na widzu piorunujace wrazenie. Zwlaszcza jesli ten wie, ze grajaca ja aktorka musiala opuscic rodzinny Iran, poniewaz zgodzila sie wystapic w filmie z odslonieta glowa. Si tu meurs, je te tue, Francja: 2010, rezyseria: Hiner Saleem środa, 30 marca 2011, katasia_k
TrackBack
Komentarze
2011/04/06 10:25:30
Na pewno sprobuje w takim razie zobaczyc "Half Moon", bo juz widze, ze zostalam fanka Golshifteh Farhani :) Goraco polecam "Si tu meurs, je te tue" - to czarujacy film i wydaje mi sie, ze nie sposob go nie polubic.
Jesli chodzi o relacje turecko-kurdyjskie w Niemczech, to pamietam, jak znajomi Turkowie denerwowali sie, kiedy podczas zajec z niemieckiego jeden z Kurdow powiedzial, ze jego kraj pochodzenia to Kurdystan... "Kurdystan" zzymali sie, "rownie dobrze moglby powiedziec, ze pochodzi z Marsa" |
|
W Londynie Kurdów jest sporo, tutejsi Turcy ich nie prześladują, tak jak ma to miejsce w Niemczech. Są Kurdowie z Iranu, Turcji, Iraku, nigdy nie słyszałam o żadnych problemach, by ktokolwiek im czynił. Niedaleko mnie jest nawet siedziba organizacji zajmującej się promocją kultury kurdyjskiej i szeroko pojętym pomaganiem im, a w zeszły weekend miał miejsce Kurdyjski Festiwal Kulturalny, niestety nie mogłam się wybrać.